Są momenty w polityce, kiedy gest staje się ważniejszy niż dziesiątki decyzji, bo mówi o państwie więcej niż sto konferencji prasowych, na których ogłasza się decyzje nieistotne lub mało znaczące. Odebranie prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego jest właśnie takim momentem. Nie dlatego, że Polska nagle zmienia front wobec wojny na Ukrainie i nie dlatego, że porzuca strategiczny realizm.
Prezydent Karol Nawrocki, wreszcie przypomniał elementarną prawdę, że sojusz nie może oznaczać zgody na upokorzenie, a wdzięczność nie może być zastąpiona bezczelnością.
Polska przez ostatnie lata zrobiła dla Ukrainy więcej niż większość państw Zachodu łącznie w pierwszej fazie wojny. Otworzyliśmy granice, domy, portfele, magazyny wojskowe i infrastrukturę. Wzięliśmy na siebie ciężar polityczny, społeczny i logistyczny, którego wielu naszych europejskich partnerów zwyczajnie bało się dotknąć. To nie była polityka romantyczna, tylko twardy interes państwowy: Ukraina miała pozostać buforem oddzielającym Polskę od rosyjskiego imperializmu. Ale nawet najbardziej racjonalna pomoc ma swoją granicę – i tą granicą jest godność państwa polskiego oraz prawda o polskich ofiarach.
Polityka udawania, że nic się nie stało na Ukrainie, nie buduje szacunku, ale pokusę dalszego testowania, jak daleko można się posunąć wobec Polski bez żadnych konsekwencji(…). To nie jest koniec wsparcia dla Ukrainy, ale koniec iluzji, że Polska ma obowiązek milczeć, gdy obraża się jej pamięć historyczną
Jeżeli głowa państwa ukraińskiego zgadza się na legitymizowanie symboliki UPA, to nie mamy już do czynienia z „delikatnym sporem historycznym”, tylko z politycznym komunikatem. Bardzo czytelnym. Kijów pokazuje, że w swojej polityce pamięci jest gotów budować morale i tożsamość także na figurach dla Polaków nie do przyjęcia. A skoro tak, Warszawa nie miała obowiązku udawać, że nic się nie stało. Order Orła Białego nie jest rekwizytem dyplomatycznym ani ozdobą na czas geopolitycznej koniunktury. To najwyższe odznaczenie Rzeczypospolitej, a więc symbol powagi państwa. Państwo, które rozdaje takie symbole lekko, a potem boi się ich bronić, przestaje być traktowane poważnie.
Najciekawsze jest jednak nie to, że Ukraina zagrała twardo. To akurat powinno być dla każdego poważnego obserwatora oczywiste. Państwa walczące o przetrwanie nie kierują się sentymentem. Grają ostro, cynicznie, czasem brutalnie, szukając zysku także tam, gdzie partner oczekuje lojalności. Problem nie leży więc w tym, że Kijów uprawia bezwzględną politykę. Problem leży w tym, że Warszawa zbyt długo odpowiadała na nią mieszaniną kompleksów, moralnego szantażu i wewnętrznego chaosu.
Problem nie leży więc w tym, że Kijów uprawia bezwzględną politykę. Problem leży w tym, że Warszawa zbyt długo odpowiadała na nią mieszaniną kompleksów, moralnego szantażu i wewnętrznego chaosu.
Decyzja Prezydenta RP o odebraniu orderu ma powszechne poparcie Polaków. Ma ono charakter ponadpartyjny, a gdyby Karol Nawrocki tej decyzji nie podjął, słusznie zwróciłby się przeciw niemu gniew społeczny. W tej sprawie to rządzący znów okazali się słabi, tak jakby realizowali interesy kogoś innego. A przecież Polska ma własne instrumenty nacisku – od polityki unijnej po znaczenie infrastrukturalne i logistyczne. Rząd Donalda Tuska wolał przyjąć pozę zatroskanego recenzenta, który wszystko rozumie, wszystko usprawiedliwia i na końcu niczego nie egzekwuje. Taka polityka nie buduje szacunku, ale pokusę dalszego testowania, jak daleko można się posunąć wobec Polski bez żadnych konsekwencji.
Dlatego decyzja prezydenta ma znaczenie większe niż sam order. To nie jest koniec wsparcia dla Ukrainy, ale koniec iluzji, że Polska ma obowiązek milczeć, gdy obraża się jej pamięć historyczną i wystawia na próbę jej cierpliwość. Pomagać Ukrainie – tak, bo wymaga tego interes strategiczny. Ale pomagać z podniesioną głową, a nie na kolanach. W polityce międzynarodowej szanuje się nie tych, którzy dali najwięcej, lecz tych, którzy wiedzą, gdzie przebiega granica. Prezydent tę granicę właśnie wyznaczył.

