Euroelity nagradzają samych siebie, podczas gdy europejscy podatnicy coraz częściej patrzą na Brukselę z niedowierzaniem. Ryszard Czarnecki w nowym felietonie dla Innej Polityki ostro komentuje „Europejskie Ordery Zasługi”, unijny establishment i polityczne symbole, które – jego zdaniem – coraz bardziej rozmijają się z rzeczywistością zwykłych Europejczyków.
Za stary jestem, żebym co chwilę mówił, że „jestem zbulwersowany” – ale to jest właśnie taka chwila, aby to powiedzieć. Oto bowiem kreślę te słowa w trakcie posiedzenia jednego z dwóch największych – w sensie liczby posłów – parlamentów świata. Majowa sesja Parlamentu Europejskiego przeszła do historii. Niestety, także z powodu farsy, jaką było przyznanie po raz pierwszy tzw. „Europejskich Orderów Zasługi”. Establishment przyznał odznaczenia establishmentowi. Bal na (euro) „Titanicu” trwa w najlepsze. Jeśli honoruje się nowo wprowadzonym orderem odpowiedzialną za inwazję na Europę milionów imigrantów z Azji i Afryki, głównie muzułmanów, kanclerz Niemiec Angelę Merkel – to nie dziwmy się, że zdroworozsądkowi ludzie pukają się w głowę. Poza nią jedną z trzech głównych nagród dostał też prezydent Ukrainy – kraju, który tonie w korupcji i w którym rosną fortuny powstałe z rozkradzionej pomocy Zachodu.
Zabawna jest terminologia owych „orderów”. Podzielono je na trzy grupy. Otrzymują je: „Wybitni Członkowie”, „Szanowni Członkowie” i „Członkowie” (!). I nie wymyślił tego autor scenariusza komedii wyśmiewającej UE, eurokratów i zupełnie odklejone euroelity. Wymyśliły to właśnie owe elity, a potem dziwią się, że są pośmiewiskiem. W drugiej grupie nagrodzono m.in. obecną prezydent Mołdawii, która nie dość, że wygrała drugą kadencję w specyficznych okolicznościach dzięki głosom z zagranicy, to jeszcze zamyka media, które ją krytykują, deportuje z kraju zagranicznych polityków, także parlamentarzystów, którzy ośmielają się przyjeżdżać do Kiszyniowa na konferencje z opozycją.
Na szczęście w agendzie sesji europarlamentu znalazł się nie tylko orderowy kabaret. Dyskutowano np. „Negatywne skutki globalnych nadwyżek mocy produkcyjnych na unijnym rynku stali”. Omawiano też unijną dyrektywę sprzed 12 lat ws. „Planowania przestrzennego obszarów morskich” i to, jak wpłynie ona na rybołówstwo. Debatowano także nad „Wieloletnim planem dla Morza Bałtyckiego”. Tematem jednej z debat była również „Europejska solidarność niezbędna do zapewnienia dostępu do leków w czasach przemian geopolitycznych”. Zaprezentowano także raport dotyczący Funduszu Badawczego Węgla i Stali. Europosłowie debatowali wreszcie nad „Cyberbezpieczeństwem i gotowością UE w perspektywie zaangażowanych systemów AI” (sztucznej inteligencji). Mówiono jeszcze o nawozach, represjach politycznych na Kubie, reakcji Europy „na ograniczone rozmieszczenie wojsk USA w Europie”, wzmocnionej umowie o partnerstwie i współpracy między UE a Uzbekistanem, a także upamiętniono ludobójstwo Ormian i Greków w Poncie i Azji Mniejszej. Tylko co z tego, skoro wszystko to zniknęło w cieniu szopki z „Europejskimi Orderami Zasługi”. Euroelity pokazały po raz kolejny, że są odklejone od życia i problemów europejskich podatników, którzy owe elity utrzymują. Jak długo jeszcze ów europejski podatnik będzie znosił samouwielbienie „elit”, które bawią się w najlepsze jego kosztem?
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

