Czegoś takiego nie było w Polsce, co najmniej od czasu wejścia służb do redakcji tygodnika „Wprost”. Policja bez nakazu wtargnęła do prywatnego mieszkania redaktora naczelnego Telewizji Republika, Tomasza Sakiewicza, i skuła kajdankami jego asystentkę. Choć mundurowi zasłaniają się „ratowaniem życia”, nikt nie wierzy, że nie koordynowały tego władze. Premier Tusk, jak mało kto w Europie, ma duże doświadczenie w „neutralizowaniu” mediów.
Najśmielsza i najbardziej prawdopodobna teoria jest taka, że kolejny poziom ataków na Telewizję Republika, to akcja odwetowa służb rządu Donalda Tuska za ich kompromitację z powodu ucieczki Zbigniewa Ziobry do USA. Przypomnijmy, tuż po zameldowaniu się w USA, były minister został korespondentem Telewizji Republika, co miało być kluczowym argumentem przy przyznaniu mu „wizy dziennikarskiej”. Bez niej, Ziobro najprawdopodobniej nie został by wpuszczony do USA.
Wszystko rozegrało się w piątek po południu przy ulicy Wiktorskiej w Warszawie. Jak relacjonuje Tomasz Sakiewicz, umundurowani funkcjonariusze wkroczyli do jego domu pod pretekstem zgłoszenia, że w środku znajduje się zagrożone dziecko. Na miejscu, policjanci nie mieli żadnych numerów identyfikacyjnych, a próba wylegitymowania mundurowych zakończyła się… brutalnym skuciem asystentki szefa Republiki rękami do tyłu.
Zrobili rewizję w moim mieszkaniu bez nakazu. Potem porzucili skutą dziewczynę, którą wcześniej rozkuli, na środku ulicy i uciekli. Nie chcieli podać nazwisk, nie chcieli podać komendy
– ujawnia wstrząśnięte kulisy interwencji Tomasz Sakiewicz.
Mokotowska policja natychmiast wydała komunikat, w którym dementuje wersję stacji, twierdząc, że ratowała osobę zagrażającą własnemu życiu. Jednak szef Republiki zwraca uwagę na porażający fakt: to był już 14. tego typu przypadek w ciągu zaledwie dwóch dób! Podobne „fejkowe” alarmy bombowe i zgłoszenia o zagrożeniach wysyłano do domów innych dziennikarzy stacji oraz do samej redakcji.
Profesjonalna robota służb lub „inne szatany”
Kto stoi za tą masową akcją paraliżowania pracy największej konserwatywnej telewizji w Polsce? Dziennikarze i eksperci są zgodni, że to nie jest robota nastoletnich amatorów dla żartu, ani nawet zwolenników obecnej władzy. Gdyby tak było, sprawcy już dawno trafiliby za kraty. Scenariusze na giełdzie domysłów są dwa i oba mrożą krew w żyłach.
Pierwszy zakłada, że to operacja zewnętrznych, wrogich sił mająca na celu totalne skłócenie Polaków i wywołanie wojny domowej. Nie jest tajemnicą, że tu trop prowadzi do Rosji. Jeśli tak jest, pojawia się dramatyczne pytanie: gdzie były Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) oraz Agencja Wywiadu (AW), które powinny zneutralizować to zagrożenie zanim policja zaczęła wyważać drzwi? Złośliwi odpowiadają, że nieskutecznie pilnowali Zbigniewa Ziobrę na Węgrzech.
Drugi scenariusz, uznawany za najbardziej prawdopodobny, to brutalna zemsta Donalda Tuska. Premier miał być wściekły na swoich ministrów, w tym szefa MSZ Radosława Sikorskiego i ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, po tym jak Zbigniew Ziobro bezpiecznie wylądował w USA, uciekając przed polskim aparatem ścigania. Tuż po zameldowaniu się w USA, Ziobro został ogłoszony korespondentem Republiki w tym kraju, co miało być kluczowym argumentem przy przyznaniu mu tam wizy dziennikarskiej. Trauma rządzących okazała się tak duża, że mogli chcieć pokazać największej stacji informacyjnej w Polsce, że mogą właściwie wszystko.
Albo jest to spreparowana akcja, której celem jest zdestabilizowanie stacji całkowicie już w najbliższych dniach, albo rzeczywiście trwa jakaś akcja szaleńca, a władza postanowiła to wykorzystać przeciw naszej telewizji
– mówiła w Kanale ZERO Katarzyna Gójska, jedna z kluczowych dziennikarek Republiki.
Kryptodyktatura w natarciu
Co oczywiste, w sieci natychmiast zawrzało, a politycy Prawa i Sprawiedliwości, nie zostawiają na rządzących suchej nitki. Zbigniew Ziobro prosto z USA porównał działania Tuska do metod Aleksandra Łukaszenki, przypominając akcję w redakcji „Wprost” z 2014 roku, która zapoczątkowała upadek ówczesnych rządów PO. Głos zabrał też kandydat na premiera z ramienia PiS Przemysław Czarnek.
Mamy do czynienia ze zmasowanym atakiem państwa Tuska, Kierwińskiego i Żurka na wolne media. Kryptodyktatura w natarciu!
– napisał na platformie X.
W tym kontekście, same narzucają się pytania, co działoby się w kraju, gdyby policja w ten sposób weszła do domu dziennikarzy TVN24 i to w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy. Sprawa interwencji u redaktora Sakiewicza bez wątpienia przejdzie do historii jako moment, w którym przekroczona została kolejna niebezpieczna granica w walce politycznej. Niestety, wszystko wskazuje na to, że to nie koniec represji wobec Republiki.
Donald Tusk i obóz rządzący doskonale wiedzą, że przy sile oddziaływania, którą ma obecnie Telewizja Republika wespół ze stacją wPolsce24.pl, nie mają już monopolu na przekaz, a właściwie każdy temat może zostać wyeksportowany poza bańkę prawicową, zmuszając do zajęcia się nim – nawet w sposób zmanipulowany, media przychylne rządowi. Czas przedwakacyjny, zanim jesienią rozpocznie się prekampania przed wyborami w 2027 roku, to ostatni moment, aby doprowadzić tą stację do likwidacji, zamknięcia lub zniszczenia. Nie udało się prawnie i ekonomiczne, więc do akcji przystąpiły służby „mniej subtelne”.
To nie będzie pierwszy raz, gdy za rządów D. Tuska podejmuje się walkę z mediami. Robiono tak w stosunku do tygodników „Do Rzeczy” i „Wprost”, a w 2023 roku wobec TVP i PAP, które władza przejęła siłą i niezgodnie z prawem. Teraz, to dla nich kwestia być, albo nie być…
Tomasz Marzec

