Czy unijna „praworządność” to tylko wydmuszka? Były europoseł Ryszard Czarnecki obnaża kulisy sesji w Strasburgu: od iluzorycznych kar dla polskiego posła po skandaliczne „Zamknij się” skierowane do niego przez niemiecką przewodniczącą. Dlaczego Bruksela stosuje podwójne standardy i toleruje teutońską pogardę?
W końcu ubiegłego tygodnia zakończyła się ostatnia przed wakacjami sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Jak zwykle w stolicy Alzacji sesja jest czterodniowa, w odróżnieniu od tzw. minisesji w brukselskiej siedzibie PE, które trwają raptem dwa dni.
Bawią mnie medialne odgłosy w Polsce tego, co się tam działo. Byłem, widziałem i wiem dobrze, że to medialne krzywe lustro „made in Poland” w efekcie doprowadziło do zderzenia unijnego „realu” z nadwiślańskim „wirtualem”. I tak przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola (zapewne w styczniu 2027 roku będzie ponownie wybrana na swoją już czwartą kadencję, przechodząc w ten sposób do historii parlamentu z siedzibami w Brukseli i Strasburgu) ogłosiła na rozpoczęcie sesji o karach dla polskiego europosła Grzegorza Brauna. Został ukarany za swoje wypowiedzi (w ramach, zapewne, wolności słowa, która jest, jak wiadomo, wizytówką Unii Europejskiej) na posiedzeniu Komisji Obrony PE, poświęconym sytuacji na Bliskim Wschodzie. „Real” jest taki, że otrzymał karę finansową w postaci… raptem dwóch diet oraz wykluczono go z posiedzeń tejże komisji, której angielski i francuski skrót brzmi SEDE, na okres… dwóch tygodni. Dodam, że w najbliższych dwóch tygodniach komisja owa się nie zbiera, a rzeczony europoseł nie jest jej członkiem! Jaki jest wirtualne, medialne lustro owego wyroku w Polsce? Otóż pisze się o karach finansowych, przeważnie nie wnikając, jak są wysokie.
Zwykle też nie przeczytamy, na jak długo został wykluczony z obrad jednej z komisji, na którą i tak nie chodzi, bo nie jest jej członkiem (a chodzi o 14 dni kanikuły). Charakterystyczne, że żadnej kary nie otrzymała niemiecka przewodnicząca tejże komisji, która do tegoż europosła z Polski powiedziała: „Zamknij się!”. Widocznie niemiecka buta, arogancja i chamstwo to norma w parlamencie, którego jedna z siedzib przestała być częścią Niemiec dopiero 108 lat temu (nie wspomnę już o losach Strasburga podczas II wojny światowej). Tej sytuacji nie można nazwać inaczej niż spektakularnym przykładem „double standards”, czyli „podwójnych standardów”.
Można się nie zgadzać z tym, co myślą politycy różnych opcji na temat trwającego wiele dekad konfliktu na Bliskim Wschodzie. Pytanie tylko, czy karanie za opinie jest zgodne z rzekomo fundamentalną dla UE wolnością słowa? Czy niemiecka polityk sprawująca władzę jest świętą krową i może używać wulgaryzmów oraz kazać zamknąć się Polakowi?
W tym samym czasie Parlament Europejski upamiętnił ludobójstwo Polaków z rąk ukraińskich szowinistów podczas II wojny światowej, ale w taki sposób, aby jak najmniej narazić się Ukraińcom! Czas na ukaranie Polaka jednak się znalazł – a pogarda i chamstwo Niemki przemilczano chyba w imię tego, że Teutonom wolno więcej. Brukselo/Strasburgu! Dokąd zmierzasz? Bo że jesteś na „równi pochyłej”, to „widać, słychać i czuć”…

