Radosław Sikorski znów przemówił. Tym razem w sprawie euro. Chwaląc decyzję Bułgarii i wskazując „niższą inflację” w strefie euro, Sikorski jak zwykle chciał wywołać emocje. Ustawił się w kontrze do polityki Narodowego Banku Polskiego, ale także do elementarnego interesu gospodarczego Polski. T
To kolejny już rozdział – nikt nie jest w stanie policzyć, ile ich było – w karierze najbardziej zmiennego polityka III RP, dla którego europejskie salony wydają się ważniejsze, niż patriotyzm i państwowa odpowiedzialność.
Sikorski: euro to stabilność i niższa inflacja
Nie jest niespodzianką, że wicepremier Radosław Sikorski zaprezentował swoją opinię w serwisie X, który od dawna służy mu do wywoływania emocji, obrażania bardziej znanych i wpływowych od siebie, a także prezentowania opinii, które nijak się mają do interesu państwa polskiego.
W czwartek Bułgaria przyjmie €. Wszystkie pensje, emerytury, faktury, oszczędności i kredyty zostaną przewalutowane na euro. Konsumenci i przedsiębiorcy będą płacili niższe raty bez ryzyka kursowego. Inflacja w strefie € jest niższa niż w Polsce
– napisał.
Sikorski wskazał Bułgarię jako przykład kraju, który jego zdaniem zyskuje na integracji walutowej. Wiadomo jednak, że ten pogląd zgrzyta nie tylko z nastrojami społecznymi w samej Bułgarii, gdzie większość obywateli euro nie chce, lecz także z oficjalną linią polskiego rządu, który niedawno jasno stwierdził, że przyjęcie euro nie jest obecnie celem Polski.
Glapiński: euro to dziś realne ryzyko
Zupełnie inną ocenę sytuacji przedstawia od dawna Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego. Jego stanowisko w sprawie euro jest konsekwentne i oparte na analizach, a nie na politycznych ambicjach i zapotrzebowaniu zza granicy.
Strefa euro nie stanowi optymalnego obszaru walutowego
– wskazuje, podkreślając głębokie różnice strukturalne między gospodarkami państw eurolandu. Swoją opinię zaprezentował kilka tygodni temu w artykule opublikowanym w czasopiśmie NBP „Bank i Kredyt”
Prezes NBP zwrócił w nim uwagę, że jednolita polityka stóp procentowych wielokrotnie prowadziła w poszczególnych krajach do niestabilnych boomów kredytowych, a później do gwałtownych kryzysów i wzrostu bezrobocia. W jego ocenie przyjęcie euro oznaczałoby dla Polski utratę kluczowego narzędzia stabilizacyjnego, jakim jest elastyczny kurs złotego.
Przyjęcie euro przez Polskę stwarzałoby obecnie istotne ryzyka dla zachowania równowagi gospodarczej oraz dalszego procesu konwergencji
– napisał prezes NBP.
Najbardziej zmienny polityk III RP?
Problem z wypowiedziami Sikorskiego polega na tym, że nie są one incydentem. To kolejny przykład polityka, który od lat zmienia poglądy w zależności od miejsca, czasu i aktualnej koniunktury. Ten sam Sikorski w 2006 roku nazywał rurociąg Nord Stream nowym paktem Ribbentrop-Mołotow, by potem postulować włączenie się Polski w realizację tego przedsięwzięcia. Później, jako minister w rządzie Donalda Tuska, wpisywał się w politykę „resetu” z Rosją i rozważał udział Polski w projekcie. Jako europoseł wiązał się z kontrowersyjnymi kontraktami doradczymi z rządem Arabii Saudyjskiej, a dziś występuje jako jeden z najbardziej prounijnych i proniemieckich głosów w polskiej polityce.
Wspólny mianownik? Zawsze jest nim linia dominująca w aktualnym centrum władzy, która może zagwarantować osobisty uzysk. Nigdy trwała, jasno sformułowana koncepcja polskiego interesu narodowego. Tak samo jest teraz z jego wypowiedziami na temat euro.
Euro jako symbol, nie realna polityka
Wypowiedź Sikorskiego o euro nie jest zapowiedzią zmiany kursu państwa. To raczej symboliczny sygnał wysłany do Brukseli i Berlina, który nie ma pokrycia ani w decyzjach rządu, ani w analizach instytucji odpowiedzialnych za stabilność finansową kraju.
Różnica między Sikorskim a Glapińskim jest tu fundamentalna. Jeden mówi językiem politycznego wrażenia, drugi – językiem ryzyka i odpowiedzialności za państwo. I to właśnie ta różnica pokazuje, dlaczego w sprawach tak kluczowych jak waluta państwa nie wystarczy efektowny tweet ani przykład z innego kraju.
Tajemnica Sikorskiego
Radosław Sikorski pozostaje jednym z najbardziej zagadkowych polityków polskiej sceny: inteligentnym, sprawnym medialnie, ale zarazem skrajnie niekonsekwentnym. Pewnie wiele o nim jeszcze nie wiemy, ale historycy będą mieli w przyszłości dużo pracy – także archiwiści w Moskwie, Londynie, Berlinie i w wielu innych miejscach…
Robert Bagiński

