Ryszard Czarnecki zwraca uwagę na wybory, które umykają europejskiej uwadze. Już w niedzielę Bułgaria po raz kolejny pójdzie do urn – będzie to ósma elekcja w ciągu zaledwie kilku lat. W swoim felietonie autor pokazuje, że choć nie jest to wydarzenie, które wywróci układ sił w Europie, to może istotnie wpłynąć na kierunek polityki Sofii, zwłaszcza wobec Ukrainy i relacji z Brukselą.
Po bratankach – Madziarach pora na braci – Słowian z Bałkanów. Oto bowiem mamy iście wyborczy tydzień. Jeszcze niemal wszyscy emocjonują się wyborami na Węgrzech, a tymczasem już w najbliższy weekend odbędzie się kolejna elekcja. Też w Europie i też w kraju członkowskim UE. Chodzi o wybory w Bułgarii. Będą to ósme wybory do parlamentu w Sofii w ciągu ostatnich pięciu lat. Ten niebywały wynik, jeśli chodzi o wyborczą częstotliwość, gwarantuje Bułgarii zapewne trwałe miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa. Nasi słowiańscy, południowoeuropejscy sąsiedzi pobili rekordy Republiki Włoskiej z lat 70. i Państwa Izrael sprzed dekady.
W Sofii szykuje się zmiana polityczna, ale też zapewne… geopolityczna. Niemal na pewno wybory wygra nowy ruch polityczny skupiony wokół byłego prezydenta kraju, generała lotnictwa Rumena Radewa. Specjalnie, aby zostać premierem, zrezygnował on z dokończenia swojej drugiej kadencji głowy państwa (pełnił swój urząd dziewięć lat i jeden miesiąc). Ale czemu napisałem, że może to być zmiana geopolityczna? Bo eks-prezydent i zapewne przyszły szef rządu ma zupełnie inny stosunek do Ukrainy niż unijny establishment. Jest zdecydowanym przeciwnikiem przekazywania Kijowowi broni. Jednak to jeszcze nic w porównaniu z jego zeszłorocznymi wypowiedziami – m.in. wspólnymi, na jednej konferencji prasowej z prezydentem Chorwacji Zoranem Milanoviciem – o negatywnym stanowisku wobec wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej!
W Sofii szykuje się zmiana polityczna, ale też zapewne… geopolityczna. Niemal na pewno wybory wygra nowy ruch polityczny skupiony wokół byłego prezydenta kraju, generała lotnictwa Rumena Radewa.
W ten sposób do bardzo sceptycznych wobec Kijowa – Czech, Słowacji oraz Węgier (paradoksalnie czy też nie, ale zmiana władzy w Budapeszcie wcale nie musi oznaczać zmiany polityki Madziarów wobec Ukrainy!) – może dojść też Bułgaria. I to będzie dla Brukseli naprawdę „game changer”.
Bo eks-prezydent i zapewne przyszły szef rządu ma zupełnie inny stosunek do Ukrainy niż unijny establishment. Jest zdecydowanym przeciwnikiem przekazywania Kijowowi broni.
Co na to „Biuro Polityczne” UE w postaci Komisji Europejskiej i dbającej o „poprawność polityczną” niemieckiej przewodniczącej KE – Ursuli Gertrud von der Leyen? Czy nowy premier Bułgarii stanie się dla eurokratów kolejną „czarną owcą”, skoro zabraknie Orbána? Akurat były prezydent – generał – nieźle zna Unię choćby z faktu, że w sytuacji chaosu politycznego w jego ojczyźnie i nieustannie zmieniających się rządów to on osobiście, jako głowa państwa, reprezentował Bułgarię na szeregu szczytów UE w belgijskiej stolicy…
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

