To miał być wielki triumf „uśmiechniętej Polski”, a skończyło się na spektakularnej ucieczce do przodu, tyle że w wykonaniu Zbigniewa Ziobry. Kiedy Donald Tusk z triumfalną miną zapowiadał dwa lata temu „rozliczenia” kolejnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, nie przypuszczał, że choć sam jest politykiem sprawnym, choć skrajnie cynicznym, mściwym i nieuczciwym, to przyjdzie mu pracować z durniami. Jego aparat prześladowań – na szczęście dla opozycji -okazuje się być dziurawy oraz nieskuteczny.
Obecność Zbigniewa Ziobry w USA to nie jest tylko kolejny odcinek politycznego tasiemca. Nową sytuację należy czytać jako brutalną kompromitację aparatu państwowego i dowód na to, że „wielkie rozliczenia” Donalda Tuska utknęły w martwym punkcie. Na pierwszy rzut oka obrazki Ziobry obwożonego przez władzę po prokuraturach i sądach były atrakcyjną pokusą dla premiera, ale niosły ze sobą zbyt wiele zagrożeń. Tusk prawdopodobnie zrozumiał, że w obliczu całkowitej miałkości zarzutów, ich bezsensowności oraz nieprzydatności procesowej, bezpieczniej będzie byłego ministra sprawiedliwości „ścigać”, niż go faktycznie złapać.
„Ziobro nie mógł liczyć w Polsce na uczciwy proces, co potwierdzają słowa wypowiedziane przez premiera oraz ministra sprawiedliwości”.
Prawda jest taka, że w świetle polskiego prawa były minister sprawiedliwości nie jest nawet podejrzanym, a tym bardziej oskarżonym. Cała medialna nagonka i nazywanie go „przestępcą” były i są funta kłaków warte. Dlatego właśnie Tusk woli sączyć narrację o „ucieczce”, bo to wygodniejsze niż przyznanie przed sądem, albo jeszcze zanim akt oskarżenia zostanie sformułowany, że te wszystkie „straszne czyny” polityków PiS, po prostu nie dają się obronić prawnie.
Bodnar otwiera szampana, Żurek tonie w oparach absurdu
Paradoksalnie, największym wygranym nowej sytuacji Zbigniewa Ziobry, jest senator Adam Bodnar. Odszedł z Ministerstwa Sprawiedliwości w niesławie, bo „nie dowiózł” głównej głowy, której domagał się twardy elektorat Koalicji Obywatelskiej. Dziś może otwierać szampana, bo przy obecnej kompromitacji Waldemara Żurka, jego własne porażki wydają się być błahe. W talii Tuska, z grupy tych najbardziej radykalnych prawniczych wykonawców, tym samym jeszcze mniej rozgarniętych niż Żurek – ale bardziej cynicznych – został już właściwie tylko Roman Giertych. Sam mierzy się z oskarżeniami o finansowe machinacje w Polnord, więc dla Donalda Tuska byłby idealny.
„Obrazki Ziobry obwożonego przez władzę po prokuraturach i sądach były atrakcyjną pokusą dla premiera, ale niosły ze sobą zbyt wiele zagrożeń. Tusk prawdopodobnie zrozumiał, że w obliczu całkowitej miałkości zarzutów, ich bezsensowności oraz nieprzydatności procesowej, bezpieczniej będzie byłego ministra sprawiedliwości „ścigać”, niż go faktycznie złapać”
Sytuacja Żurka jest natomiast opłakana. Jeszcze w niedzielę, po ujawnieniu informacji o pobycie Ziobry w USA, zapowiadał wniosek o ekstradycję. Problem w tym, że taki ruch to czysta fikcja literacka, dopóki Ziobro nie jest oficjalnie poszukiwany poza granicami kraju. Nawet rzecznik Prokuratury Krajowej, prok. Przemysław Nowak, musiał publicznie korygować ministra, przyznając, że Ziobro nie jest osobą poszukiwaną międzynarodowo i mógł swobodnie podróżować. Dla narracji rządu o „wielkich przekrętach PiS”, to polityczny nokaut. Sorry, to samobój!
Azyl, paszporty i bezsilność prokuratury
Szczególnie pikantny jest fakt, że mimo wygaszenia polskiego paszportu, Zbigniew Ziobro porusza się po świecie na dokumentach dla azylantów politycznych. Choć Tusk odgrażał się, że po upadku Orbana Ziobro zostanie odesłany do kraju, prokuratura nie potrafiła nawet wystawić Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Trudno nie brać pod uwagę osobistej sytuacji Ziobry. Jest po ciężkiej chorobie, a powrót do Polski oznaczałby dziś długotrwały areszt wydobywczy bez procesu, który służyłby wyłącznie jako paliwo do kampanii wyborczej. Zarzuty są tak naciągane, że mogłyby się utrzymać jedynie przed sądem precyzyjnie wyselekcjonowanym z najwierniejszych członków stowarzyszenia „Iustitia”.
„Dla PiS sytuacja też nie jest dobra. Jest dwuznaczna, bo choć „ucieczka” Ziobry z rąk Żurka cieszy, to odciąga uwagę od propozycji programowych Czarnka czy Morawieckiego. Nie pozwala na skuteczne punktowanie rządu”
Cytaty, które obnażają motywacje władzy
Ziobro nie mógł liczyć w Polsce na uczciwy proces, co potwierdzają słowa wypowiedziane przez premiera oraz ministra sprawiedliwości. Donald Tusk już w październiku 2025 roku, zanim jeszcze Ziobro uzyskał azyl na Węgrzech, jasno zdefiniował cel:
„Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”.
Nie trzeba mieć dużej wrażliwości prawniczej by wiedzieć, że w ustach szefa rządu – wobec osoby formalnie niewinnej, takiej wobec której nie postawiono żadnych zarzutów – są to słowa zapowiadającej prześladowanie. To nie jest język sprawiedliwości, ale język politycznej eliminacji.
Z kolei Waldemar Żurek w rozmowie z ONET-em w grudniu 2025 roku zaprezentował specyficzny rodzaj „empatii” oraz instrumentarium działania polskiego wymiaru sprawiedliwości wobec osób niewinnych i bez oskarżenia. Zapowiedział, że podległe mu służby mogłyby Z. Ziobrę porwać z Węgier i przywieźć go w bagażniku.
„Naprawdę, jak byśmy chcieli, to byśmy go w bagażniku przywieźli, służby na całym świecie robią takie rzeczy, nic nowego”.
Tyle rządzący i ich problem, który przy pomocy przychylnych mediów czymś przykryją. Dla PiS sytuacja też nie jest dobra. Jest dwuznaczna, bo choć „ucieczka” Ziobry z rąk Żurka cieszy, to odciąga uwagę od propozycji programowych Czarnka czy Morawieckiego. Nie pozwala na skuteczne punktowanie rządu za fatalny stan finansów publicznych, zapaść w służbie zdrowia oraz problemy na rynku pracy. Choć w PiS są co do tego dyskusje, a szczególna nerwowość panuje wśród byłych polityków Suwerennej polski, to wszelkie badania wskazują, że sprawa Ziobry, nawet przy założeniu o jego oczywistej niewinności, nie służy PiS-owi i jego notowaniom w sondażach.
P.S. Donald Tusk po ujawnieniu informacji o USA nagle zniknął z mediów społecznościowych – i trudno się dziwić, bo ta porażka obciąża jego konto najbardziej.

