W najnowszym felietonie dla „Innej Polityki” Ryszard Czarnecki stawia niewygodne pytanie: dlaczego polski rząd nie sięga po unijne pieniądze, które mogą ratować krajowe firmy? Autor punktuje zaniechania Warszawy, odsłania mało znany mechanizm Funduszu Globalizacyjnego i ostrzega – w czasie gdy inne państwa walczą o wsparcie dla swoich przedsiębiorstw, Polska może zostać na peryferiach europejskiej gry gospodarczej.
Polskie firmy, prywatne i państwowe, nie mają świadomości, że jeśli znajdą się w trudnej sytuacji, są dla nich pieniądze w Brukseli. Jakie? Zaraz wyjaśnię. Najpierw jednak wstęp natury ogólnej.
Zatem dzisiaj o UE: realistycznie, czyli – niestety – pesymistycznie. Oto były prezes Europejskiego Banku Centralnego, a także były szef banku centralnego Italii oraz premier tego kraju, Mario Draghi, napisał na zamówienie Komisji Europejskiej specjalny i sążnisty raport o tym, co Unia Europejska powinna zmienić, aby stać się bardziej funkcjonalna i konkurencyjna. Zawarł w nim informację, że o ile jeszcze w roku 2007 PKB UE było nieco wyższe niż PKB USA, o tyle teraz amerykański GDP (czyli PKB właśnie) jest już o 30% wyższy niż ten unijny. To pokazuje, jakiego regresu gospodarczego doznała Unia w ciągu ostatnich dwóch dekad.
Polskie firmy, prywatne i państwowe, nie mają świadomości, że jeśli znajdą się w trudnej sytuacji, są dla nich pieniądze w Brukseli.
Jednak największy problem to nie przeszłość, tylko fakt, że ów regres trwa, a Unia zjeżdża coraz szybciej po równi pochyłej. Jednym z dowodów na to jest ucieczka firm z Europy do Azji (głównie Chin i Indii), ale też Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz – uwaga – Wielkiej Brytanii! To swoisty paradoks, że kraj, który w wyniku ogólnobrytyjskiego referendum wyszedł z UE, a w związku z tym powinien – według euroentuzjastów – skonać poza UE w mękach, stał się atrakcyjnym adresem dla firm z państw członkowskich UE.
Skądinąd, żeby pomagać europejskim firmom, Unia powołała własny Fundusz Globalizacyjny. Nazwa sugeruje, że firmy z UE-27 bankrutują albo co najmniej zwalniają pracowników, bo jest to element wprowadzania światowych mechanizmów rynkowych i trzeba zapłacić za to swoistą cenę. Tymczasem Unia zwala swoje problemy na świat, aby uciec od własnej odpowiedzialności i własnej winy. To nie żaden „rząd światowy”, tylko Komisja Europejska zabija swoją gospodarkę, unicestwiając ekonomię Starego Kontynentu poprzez tłumienie wewnętrznej konkurencji (spektakularnym przykładem jest Pakiet Mobilności), Zielony Ład i inne ideologiczne szaleństwa. Unia dusi się w gorsecie (za przeproszeniem), który sama sobie obstalowała.
Tymczasem Unia zwala swoje problemy na świat, aby uciec od własnej odpowiedzialności i własnej winy. To nie żaden „rząd światowy”, tylko Komisja Europejska zabija swoją gospodarkę
Wracając do bardzo mało znanego w Polsce owego unijnego Funduszu Globalizacyjnego – jest on przeznaczony dla firm z krajów Unii Europejskiej, które musiały zwolnić co najmniej 200 pracowników (niezależnie od swojej wielkości). O te środki dla utrzymania swojej płynności tylko w ostatnim półroczu zgłosiło się np. sześć firm z Królestwa Belgii, ale zwracają się również firmy z Niemiec, Austrii oraz Europy Południowej czy Skandynawii. Skoro już o niej mowa, to właśnie w Królestwie Szwecji doszło do największego od II wojny światowej bankructwa – zamknięto fabryki, które zatrudniały osiem tysięcy ludzi!
Szokująca jest informacja, że z owego Funduszu Globalizacyjnego w ogóle NIE korzystają firmy polskie i szerzej: z naszego regionu. Dlaczego? Bo o takie unijne rekompensaty może wystąpić tylko rząd – a nie dana firma. Tymczasem rządy w Warszawie i innych stolicach naszych bliższych i dalszych sąsiadów świadomie nie występują o środki finansowe z tego tytułu z UE, bo byłoby to przyznanie się, że w danym państwie – choćby w Polsce – rośnie bezrobocie czy też padają firmy. Niebywałe, smutne, ale prawdziwe.
Żeby pomagać europejskim firmom, Unia powołała własny Fundusz Globalizacyjny(…). Szokująca jest informacja, że z owego Funduszu Globalizacyjnego w ogóle NIE korzystają firmy polskie (…). Dlaczego? Bo o takie unijne rekompensaty może wystąpić tylko rząd – a nie dana firma.
Jednak przecież polskie firmy mogą wytworzyć presję na rząd i zażądać wniosków do Brukseli o te pieniądze, które otrzymują firmy z innych państw. Chyba że rząd w Warszawie godzi się na to, żeby polskie podmioty były w UE tymi „gorszymi”?
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

