Bruksela chce walczyć z korupcją – ale nie u siebie. Najnowsze propozycje Parlamentu Europejskiego pokazują jasno, że państwa narodowe mają być kontrolowane i rozliczane, podczas gdy unijne instytucje pozostają poza tym samym rygorem. Ryszard Czarnecki przygląda się temu mechanizmowi i stawia pytanie: czy to jeszcze standardy, czy już polityczna podwójna moralność?
Znowu o instytucjach Unii Europejskiej – ale tym razem to Bruksela w akcji, a nie Strasburg. I tym razem nie o tym, co było, tylko – wyjątkowo – o tym, co będzie. Oto bowiem przed nami przyszłotygodniowa sesja Parlamentu Europejskiego w Brukseli. To tzw. mini-sesja. Inaczej niż ta w Strasburgu, która trwa cztery dni (od poniedziałku do czwartku), ta brukselska składa się tylko z dwóch (środa i czwartek). Zaczyna się popołudniu jednego dnia i kończy wczesnym popołudniem następnego.
Omawiany będzie na niej dwudniowy szczyt Unii Europejskiej, który ma miejsce w czwartek i piątek. Głównym tematem merytorycznym sesji PE stanie się: „Bezpieczeństwo energetyczne, niezależność energetyczna i dostawy energii w wymiarze geopolitycznym: zapewnienie stabilności rynku i przystępnej cenowo energii dla przemysłu i obywateli”.
Wielokrotnie krytykowałem instytucje Unii Europejskiej m.in. za oderwanie od tego, czym żyją przeciętni obywatele krajów członkowskich UE. Jednak tym razem debata ta będzie oczywistą odpowiedzią na wojnę w Zatoce Perskiej i wszystko to, co jest rezultatem ataku USA i Izraela na Islamską Republikę Iranu.
Kolejne dwie debaty odniosą się do wyzwań stricte gospodarczych. Pierwsza z nich dotyczy „zakresu gwarantowania depozytów, wykorzystywania funduszy systemów gwarancji depozytów, współpracy transgranicznej oraz przejrzystości”. Natomiast druga mówi o „środkach wczesnej interwencji, warunkach uruchomienia procedury restrukturyzacji, uporządkowanej likwidacji oraz finansowania działań w ramach restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji”.
Proszę wybaczyć bardzo techniczny język i powtórzenia, ale nazwy sprawozdań (raportów), a co za tym idzie – europarlamentarnych debat z nimi związanych – to, jak żywo, gestia PE, a nie mojej wyobraźni.
Osobna debata, być może najbardziej spektakularna z nich, ma być poświęcona – tu oficjalny tytuł – „zwalczaniu korupcji”. Jakże charakterystyczne, że owe korekty „Konwencji w sprawie zwalczania korupcji urzędników Wspólnot Europejskich i urzędników państw członkowskich Unii Europejskiej” nakładają – uwaga – dużo ostrzejsze wymogi wobec administracji państw narodowych niż… administracji instytucji i agencji unijnych!
Jednym słowem Parlament w Brukseli i Strasburgu wciela w życie sytuację z „Folwarku zwierzęcego” George’a Orwella, gdzie – jak wiadomo – wszystkie zwierzęta były równe, ale świnie były równiejsze!
Oznacza to, że Unia stawia dużo ostrzejsze wymagania państwom członkowskim niż sama sobie. Hipokryzja? Mało powiedziane. A może po prostu istota funkcjonowania instytucji unijnych? Może UE jest niereformowalna niczym socjalizm? Wszystko na to wskazuje.
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

