Czerwone dywany na Alasce, uściski dłoni i gesty, od których wielu dostaje gęsiej skórki… czy to tylko teatr dla naiwnych? Ryszard Czarnecki zagląda pod podszewkę wielkiej gry i stawia sprawę jasno: Donald Trump idzie śladami Ronalda Reagana. Podczas gdy jedni „regulują odbiorniki” z niedowierzaniem, 47. prezydent USA bez zbędnych przymiotników o „imperium zła” twardo wchodzi Rosji w szkodę.
Dziś o lokatorach Białego Domu. I na pewno nie w kontekście Wenezueli – bo o tym wszyscy piszą. A więc odpalamy wrotki. I oto kto dziś pamięta, że Ronald Reagan na samym początku prezydentury wykonywał pewne gesty wobec… Związku Sowieckiego! Tak, to nie pomyłka. Proszę nie regulować odbiorników. Wiem, że zupełnie nie pasuje to do jego wizerunku najbardziej antysowieckiego prezydenta USA w historii, ale jest faktem.
Oczywiście potem Reagan „jechał” po ZSRR jak po łysej kobyle i wraz z polskim papieżem Janem Pawłem II byli tymi, którzy najbardziej przyczynili się do upadku „komuny”. Słynne przemówienie amerykańskiego prezydenta w Berlinie ze słowami: „Panie Gorbaczow! Zburz Pan ten mur!” w kontekście Muru Berlińskiego przeszło na trwałe do współczesnej historii naszej cywilizacji.
Ronald Reagan na samym początku prezydentury wykonywał pewne gesty wobec… Związku Sowieckiego! Potem „jechał” po ZSRR jak po łysej kobyle i wraz z polskim papieżem Janem Pawłem II byli tymi, którzy najbardziej przyczynili się do upadku „komuny”
Czemu nagle piszę o Reaganie? Bo – może ryzykownie – porównam z nim Donalda Trumpa. Ten też wykonuje gesty, delikatnie mówiąc, wobec Rosji, a jednocześnie mocno wchodzi jej „w szkodę”. Nie chodzi o pojedyncze zatrzymanie rosyjskiego tankowca, choć to oczywiście doprowadziło Moskwę do wściekłości. Chodzi o twardą geopolitykę. Ostatnie zdjęcie 47. (a wcześniej 45.) prezydenta USA siedzącego między prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem a premierem Armenii Nikolem Paszynianem musiało zaboleć Władimira Władimirowicza Putina. To on do tej pory, w myśl zasady divide et impera, właśnie „dzielił i rządził” na Kaukazie Południowym, napuszczając Ormian na Azerów i odwrotnie. Wrogość między Baku a Erewaniem była na rękę Kremlowi.
Ostatnie zdjęcie 47. (a wcześniej 45.) prezydenta USA siedzącego między prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem a premierem Armenii Nikolem Paszynianem musiało zaboleć Władimira Władimirowicza Putina.
W rolę rozgrywającego usiłował przez parę lat wejść poprzedni przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Niestety, z Putinem tę rywalizację przegrał. A Trump, jak się wydaje, wygrał! Większe wpływy amerykańskie w tym regionie dawnego Związku Sowieckiego (ale także wpływy tureckie) to oczywiście mniejsze wpływy Rosji. Zatem wiele osób może grymasić na czerwony dywan rozpostarty przez administrację Donalda Trumpa przed prezydentem Rosji na Alasce, ale w praktyce Donald Trump – nawet nie tylko ze względów politycznych, ale też czysto biznesowych – systematycznie ogranicza strefę wpływów Federacji Rosyjskiej.
To samo dzieje się w postsowieckiej Azji Środkowej: prezydent USA zaprosił do Białego Domu prezydentów wszystkich pięciu krajów tego regionu, otworzył drzwi amerykańskiemu biznesowi i zawarł porozumienia gospodarcze z dwoma największymi państwami Azji Centralnej: z Uzbekistanem na ponad 100 miliardów dolarów (!) i z Kazachstanem na przeszło 30 miliardów USD. W ten sposób ewidentnie naruszył rosyjskie interesy ekonomiczno-geopolityczne.
Wiele osób może grymasić na czerwony dywan rozpostarty przez administrację Donalda Trumpa przed prezydentem Rosji na Alasce, ale w praktyce Donald Trump systematycznie ogranicza strefę wpływów Federacji Rosyjskiej
Warto więc, reasumując, widzieć nie tylko słowa, gesty, deklaracje czy dywany, ale też konkrety w wymiarze gospodarczym i geopolitycznym. A z nich wynika, że Donald Trump, nie nazywając Rosji – jak kiedyś Ronald Reagan – „imperium zła”, jednak konsekwentnie Moskwę osłabia. Doprawdy powiadam Wam: o polityce międzynarodowej trzeba czytać ze zrozumieniem…
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

