Ta wojna coraz mniej przypomina walkę o sprawiedliwość, a coraz bardziej skomplikowaną operację finansowo-polityczną, w której rachunek końcowy trafia na biurka europejskich podatników. Gdy Bruksela ogłasza kolejne miliardy dla Kijowa, a Donald Tusk zapewnia o „reparacjach od Rosji”, Bronisław Komorowski mówi coś zupełnie innego. I mówi to bez złudzeń.
19 grudnia Rada Europejska zdecydowała politycznie o przekazaniu Ukrainie 90 miliardów euro na lata 2026-2027. Środki mają formę pożyczki zaciąganej we wspólnym długu Unii Europejskiej. Z przedsięwzięcia wycofały się Węgry, Czechy i Słowacja. Premier Donald Tusk, realizując agendę niemiecką, oczywiście na wszystko się zgodził.
Dla Polski oznacza to istotny koszt. Publicysta Łukasz Warzecha wyliczył, że każdy pracujący Polak zapłaci średnio ok. 2200 zł w ciągu dwóch lat. Rząd jednak uspokaja: pieniądze mają wrócić, bo Ukraina spłaci pożyczkę z reparacji uzyskanych od Rosji. Problem w tym, że to polityczna fikcja. Rosja nigdy żadnych reparacji nie zapłaci, tak jak wobec Polski nie chcą tego uczynić Niemcy.
Komorowski: „Żadnych reparacji nie będzie”
Sprawę skomentował w studiu Radia ZET b. prezydent Bronisław Komorowski. Prowadząca rozmowę red. Beata Lubecka zapytała go wprost o sens tej narracji. Odwołała się także do wypowiedzi Donalda Tuska, który sugerował, że pożyczone środki wrócą do UE po uzyskaniu przez Ukrainę reparacji od Rosji.
Odpowiedź Komorowskiego była brutalnie szczera.
Żadnym cudem. Nie otrzyma żadnych reparacji, otrzyma pewnie wsparcie europejskie
– stwierdził były prezydent. A potem dodał coś, co powinno zapalić w Warszawie wszystkie czerwone lampki:
Między wierszami słyszałem, że nawet Putin będzie pomagał Ukrainie. Pewnie będzie ta pomoc polegała na tym, że nie wycofa wojska, być może będzie sprzedawał energię elektryczną Ukrainie za pieniądze europejskie
Jeśli to prawda, a Komorowski raczej nie mówi przypadkowo, mamy do czynienia z paradoksem politycznym, który trudno nazwać inaczej niż groteską.
Wojna, którą finansuje Europa, a na której zarabia Rosja?
Schemat zaczyna wyglądać niepokojąco jasno. Unia Europejska zadłuża się, pieniądze trafiają do Kijowa jako „pożyczka”, reparacji od Rosji nie będzie, pożyczkę spłacą europejscy podatnicy, a Rosja… sprzeda Ukrainie energię za europejskie pieniądze.
To nie teoria spiskowa, ale logiczna konsekwencja słów byłego prezydenta RP i braku decyzji UE o nacjonalizacji zamrożonych rosyjskich aktywów w wysokości 200–250 mld euro, głównie w Belgii. Te pieniądze są. Tyle że Bruksela woli ich nie ruszać.
Konfederacja: „Mówimy to od początku”
Wypowiedź Komorowskiego natychmiast podchwycili politycy Konfederacji.
Komorowski się wygadał? Przyznaje to, co mówimy od początku: nie będzie reparacji od Rosji dla Ukrainy, a więc nie będzie też pokrycia pożyczki z rosyjskich pieniędzy. Będzie za to dalsza pomoc z UE, a po wojnie – sprzedaż rosyjskiego gazu Ukrainie za te pieniądze
– napisał Paweł Usiądek z Konfederacji.
Tusk i polityka opowieści
Problem nie polega na tym, że Europa pomaga Ukrainie. Problem polega na sprzedawaniu tej pomocy jako bezkosztowej moralnej misji, podczas gdy koszty są realne, długoterminowe i bardzo duże.
Donald Tusk i jego zaplecze polityczne wolą mówić o „reparacjach”, „solidarności” i „europejskiej odpowiedzialności”. Bronisław Komorowski, być może niechcący, zdjął z tej narracji dekoracje.
Tomasz Marzec

