To miał być wywiad, a wyszła lekcja „właściwego myślenia”. Emisja rozmowy z Braćmi Kamratami w Kanale Zero wywołała falę komentarzy nie tylko ze względu na kontrowersyjnych gości, ale przede wszystkim z powodu formy, w jakiej materiał został pokazany. Wielu, słusznie uznało zmontowany materiał za niegrzeczny, mentorsko-cenzorski i pozbawiony szacunku wobec odbiorców.
Wyemitowany w niedzielny wieczór materiał dotyczył rozmowy z Braćmi Kamratami: Wojciech Olszański („Jaszczur”) oraz Marcin Osadowski. O tym, że pojawią się w Kanale Zero, było wiadomo od dłuższego czasu, jednak emisja programu była kilkukrotnie odkładana. Inaczej niż wszystkie inne rozmowy, nie odbyła się na żywo.
Gdy w końcu ogłoszono termin publikacji, w mediach społecznościowych pojawiła się fala krytyki. Część komentatorów zarzucała twórcy Kanału Zero, Krzysztofowi Stanowskiemu, zapraszanie osób uznawanych przez nich za radykalne lub prorosyjskie. Wśród krytyków był m.in. Stanisław Żaryn, były czecznik prasowy koordynatora służb specjalnych, który mówił o „zagrożeniu dla bezpieczeństwa informacyjnego”. Stanowski apelował wówczas, by wstrzymać się z ocenami do momentu emisji materiału.
I do tego momentu miał rację, bo o wiele bardziej niebezpieczne i niemądre opinie wyrażają w Polsce poważni politycy. Rzecz w tym, że ich również trzeba traktować poważnie. Kamratów nikt poważnie nie traktuje, ale sposób zaprezentowania rozmowy z nimi nie był dobry. Jeśli dziennikarz nie mógł lub nie potrafił przeprowadzić z nimi normalnego wywiadu, a w efekcie musiał posiłkować się komentarzami, to nie powinien go przeprowadzać.
To nie był zwykły wywiad
Materiał został skrócony i poprzecinany komentarzami dziennikarzy Kanału Zero oraz zaproszonych polityków. W założeniu miały one pełnić rolę „fact-checkingu”, jednak w praktyce często były po prostu kontrą światopoglądową lub oceną opinii gości. Owszem, opinie i poglądy wyrażane przez Kamratów nie były szczególnie wnikliwe, ale oceniające ich komentarze dziennikarzy Kanału Zero też były naciągane.
I to właśnie ta forma wywołała największe oburzenie. Krytycy nie bronili ani nie idealizowali Kamratów, ale zwracali uwagę na coś innego: widzowie nie potrzebują redakcyjnego opiekuna, który w trakcie programu tłumaczy im, co jest słuszne, a co nie. Jeśli twórca Kanału Zero uważa inaczej, to znaczy, że nie ma zbyt dobrego zdania o swoich widzach. Jeśli nie ma dziennikarzy, którzy potrafią przeprowadzić wywiad z takimi jednostkami jak Kamraci, to nie powinien ich zapraszać.
„Internet to nie salonik Michnika”
Wśród komentarzy pojawiły się głosy polityków i publicystów. Poseł PiS Dariusz Matecki napisał:
„Jak się kogoś zaprasza na wywiad, to czy to są Kamraci, czy Jaś Kapela, czy Zembaczyński, to niech ten wywiad będzie normalną rozmową – najlepiej na żywo, bez wycinania. Każdy niech sam wyrabia sobie zdanie. To jest internet, a nie salonik Michnika”.
Jak się kogoś zaprasza na wywiad, to czy to są Kamraci, czy jakiś Jaś Kapela, Zembaczyński, to niech ten wywiad będzie normalną rozmową – najlepiej na żywo, bez żadnego wycinania. I każdy niech sobie sam wyrabia zdanie i ocenia gościa. To jest internet, a nie salonik Michnika. https://t.co/zhUYTquYWv
Jeszcze ostrzej sprawę ocenił publicysta Rafał Otoka-Frąckiewicz, który stwierdził, że zastosowane rozwiązania bardziej pomogły Kamratom, niż im zaszkodziły. Jego zdaniem ingerencja redakcyjna sprawiła, że nawet osoby sceptycznie nastawione do gości zaczęły postrzegać ich jako stronę potraktowaną niesprawiedliwie.
Problem nie w gościach, lecz w formie
Bracia Kamraci są postaciami kontrowersyjnymi – to akurat jest faktem. Mają silne ego, wyrazisty styl i poglądy, które wyrażają w sposób ekspresyjny. Nie trzeba, a nawet bardzo trudno zgadzać się ze wszystkimi ich poglądami. Jednocześnie nie są osobami skazanymi za przestępstwa pospolite – o które byli lub są oskarżani np. niektórzy goście Kanału Zero (Palikot, Waluś etc.), a wiele z ich opinii, choć niewygodnych, nie odbiega znacząco od poglądów obecnych w dużej części polskiego społeczeństwa. Trzeba się z nimi uczciwie i skutecznie konfrontować, ale prymitywna cenzura jest kontrproduktywna.
Dlatego dla wielu widzów problemem nie było to „kogo” zaproszono, ale „jak” przeprowadzono materiał. W ich ocenie Kanał Zero zamiast zaufać odbiorcom, postanowił ich „poprowadzić za rękę”, sugerując właściwą interpretację i wartościując wypowiedzi w trakcie programu. Tej samej miary nie zastosowano wobec Janusza Palikota, który w Kanale Zero mógł robić i mówić niemal co chciał, z czego zresztą skorzystał.
Efekt odwrotny od zamierzonego
W efekcie, zamiast rozbrojenia kontrowersji, doszło do ich wzmocnienia. Zamiast ośmieszenia niemądrych poglądów, wygłaszające je osoby znalazły adwokatów. Materiał, który bez ingerencji redakcyjnej prawdopodobnie szybko by zniknął z debaty publicznej, stał się jednym z najgłośniej komentowanych programów ostatnich godzin.
Dla części widzów był to sygnał ostrzegawczy: nawet media deklarujące niezależność i świeżość formatu mogą ulec pokusie pouczania odbiorców. A to, jak pokazuje reakcja sieci na „rozmowę” z Kamratami, bywa odbierane jako brak szacunku.