Polska nie stoi dziś przed zwykłym sporem partyjnym, lecz przed pytaniem o własne istnienie. Lider Konfederacji Korony Polskiej w wywiadzie dla naszego portalu mówi o „eurokołchozie”, „demodyktaturze” i państwie, które coraz bardziej przypomina Rzeczpospolitą z czasów poprzedzających rozbiory. Przekonuje, że nie chodzi już o reformowanie Unii Europejskiej, lecz o odzyskanie niepodległości, zanim Polacy obudzą się w kraju, który formalnie jeszcze będzie istniał, ale realnie przestanie decydować o sobie.
To my wnieśliśmy „polexit” do polityki parlamentarnej
Robert Bagiński: Nie podejrzewam pana o współpracę z Donaldem Tuskiem, ale mam wrażenie, że premier chce obsadzić pana w głównej roli swojej politycznej narracji na temat „polexitu”. Będzie pan dla niego wygodny, ponieważ buduje podział: z jednej strony obóz „europejski”, z drugiej ci, którzy mówią o „polexicie”. A pan od dawna twierdzi, że dla Polski jedynym ratunkiem jest wyjście z Unii Europejskiej?
Grzegorz Braun: Tak, słusznie pan odnotował, że tą kwestią teraz niektórzy pogrywają z różnych stron, a ja nieskromnie muszę rościć sobie prawa autorskie do wprowadzenia hasła „polexit” na poziom parlamentarny. Bo oczywiście to hasło wielokrotnie padało, bo oczywiście, chwała Bogu, wcale nie wszyscy Polacy byli entuzjastami akcesji do eurokołchozu ćwierć wieku temu, ale tak się sprawy mają, że to dopiero Konfederacja Korony Polskiej jest pierwszą formacją, która mówi o potrzebie odzyskania niepodległości, a zatem wyprowadzenia Unii Europejskiej z Polski na poziomie parlamentarnym. Z trybuny sejmowej mówią o tym moi znakomici koledzy i przyjaciele posłowie – Włodzimierz Skalik, Roman Fritz, Sławomir Zawiślak, a ja na moją skromną, dostępną mi tutaj skalę, w parlamencie w Brukseli czy w Strasburgu.
RB.: Nie da się tej inaczej, niż „polexit”?
GB.: Nie da się rozwiązać kluczowych, węzłowych problemów w sprawie polskiej bez odzyskania niepodległości. Nie da się zabezpieczyć zdrowia, życia, majątności, tradycji Polaków, pozostając zdanym na łaskę i niełaskę demodyktatury, Reichsführerin von der Leyen i jej towarzyszy, komisarzy eurokołchozowych, komisarzy, których nikt nie wybierał, z czego wielu Polaków ciągle jeszcze nie zdaje sobie sprawy. Nie było żadnych wyborów, w których von der Leyen uzyskałaby legitymację demokratyczną do tego, żeby narzucać nam Zielony Ład, Pakt Migracyjny, żeby także i od tamtej strony prowadzić, angażować Polskę w podżeganie do wojen, w proces ukrainizacji, który nas przede wszystkim dotyczy, a który jest stymulowany przede wszystkim przez Brukselę. Nie było takich wyborów, a jednak ta władza jest. Dlaczego? Dlatego, że w Warszawie rządzili durnie i zdrajcy, którzy przez swoje działania i zaniechania do tego wszystkiego dopuścili. A my, Konfederacja Korony Polskiej, chcemy odzyskać niepodległość.
Nie da się zabezpieczyć zdrowia, życia, majątności, tradycji Polaków, pozostając zdanym na łaskę i niełaskę demodyktatury, Reichsführerin von der Leyen i jej towarzyszy, komisarzy eurokołchozowych, komisarzy, których nikt nie wybierał, z czego wielu Polaków ciągle jeszcze nie zdaje sobie sprawy
Polska jak przed rozbiorami? To nie metafora, to diagnoza
RB.: Polska zaczyna dziś przypominać państwo z XVIII wieku, czyli tuż przed rozbiorami. Dla współczesnego odbiorcy to może brzmieć jak metafora, ale w istocie chodzi o realny układ sił: z jednej strony obóz zauroczony Europą i gotowy podporządkować jej polskie interesy, z drugiej ci, którzy próbują jeszcze mówić językiem suwerenności. Na ile ta analogia jest dziś trafna?
GB.: Cieszę się, że mamy w znacznym stopniu zbieżną diagnozę sytuacji. Te analogie są jeszcze bardziej ścisłe, niż może się to wydawać. Obraz tamtej epoki rozbiorowej jest przez Polaków ciągle jeszcze nie w pełni rozpoznany. Naszą historię, także i tamtej epoki, napisali nam w znacznym stopniu obcy. Podsunęli różne klisze, których dominacja w narracjach historycznych sprawia, że Polaków – tak jak w XIII, później XIX i XX wieku, a także dzisiaj – łatwo posadzić na lewe sanki. Pod różnymi pretekstami i wzmożeniami patriotycznymi, łatwo Polaków posłać na cudzą wojnę, albo wtrącić ich w pozycję klientów, którymi zarządzać muszą – rzekomo dla ich dobra – jacyś starsi i mądrzejsi. To się wtedy w XVIII wieku ostatecznie utrwaliło. Pan redaktor optymistycznie mówi, że jesteśmy w epoce przedrozbiorowej, bo ja bym raczej powiedział, że to już nastąpiło. Bądź co bądź, zdradziecka abdykacja z suwerenności poprzez podpisanie Traktatu Lizbońskiego 20 lat temu i kolejne akty, działania oraz zaniechania, a także przyzwolenie na pakt migracyjny, kamienie milowe, kamienie u szyi polskiego przedsiębiorcy, zadłużenie kolejnych pokoleń Polaków… A przypomnę, że my za chwilę będziemy w UE płatnikami netto. Skończy się czas mamienia i łudzenia, a teraz rzeczywistość zaskrzeczy. I to jest moment w którym trzeba odzyskać niepodległość i uwolnić Polaków od dyktatu eurokołchozowego.
RB. Przyzna pan jednak, że to nie będzie takie proste. Nawet wtedy, pozostając przy analogii historycznej, gdyby odzyskanie niepodległości miało się odbyć w referendum, to ono mogłoby zostać przegrane i Polski by nie było. Jak pan chce zawalczyć o niepodległość bez mas, bo jednak większość społeczeństwa jest za obecnością w UE?
GB.: Najwyraźniej ja jestem większym optymistą od pana, więc teraz się wytłumaczę z mojego optymizmu. On bazuje na fakcie, jakim jest wyraźna, przyspieszająca zmiana nastawienia opinii publicznej, co się wyraża tym, że już 25 procent respondentów opowiada się za odrzuceniem dyktatu Unii Europejskiej i za „polexitem”. Jeśli chodzi o wyborców Konfederacji Korony Polskiej, to jesteśmy jedynym środowiskiem politycznym dla którego jest to prawie w 100 procentach oczywiste, Dobra wiadomość jest taka, że jak czytam w prasie i jak mówią sondaże, może nawet połowa wyborców Prawa i Sprawiedliwości jest rozczarowana asertywnością swojej własnej formacji wobec Brukseli. Może nawet połowa wyborców PiS podziela nasze nastawienie i chciałoby odzyskania niepodległości.
RB.: Jest chyba trochę inaczej. Nawet na prawicy i we wspomnianym przez pana PiS, a nawet w Konfederacji Bosaka i Mentzena, jak mówią o UE i jej patologiach, to za za chwilę rytualnie podkreślają, że nie są za wyjściem Polski z tej organizacji…
G.B.: Ja powiem tak, że gdyby 100-120 lat temu, jak zaczynała lub kończyła się pierwsza wojna światowa, urządzić referendum niepodległościowe na ziemiach polskich, to moja znajomość historii podpowiada mi, że wtedy to referendum mogło być przegrane. Dlatego, w tamtym czasie, przez ponad wiek zaborów, bardzo wiele ludzi wdrożyło się do myślenia, że sprawa polska jest nieodwracalnie zrośnięta z imperium Romanowów, Habsburgów i Hohenzollernów. Bardzo wielu ludzi wtedy powątpiewało, czy to jest w ogóle możliwe, by Polska odzyskała niepodległość. Dlatego mniej interesują mnie nastroje mas, bo ważna jest determinacja liderów. I Konfederacja Korony Polskiej jest takim liderem. My pierwsi podnieśliśmy hasło „Stop ukrainizacji Polski” i jako pierwsi spośród formacji sprzeciwialiśmy się chociażby przymusowi covidowemu. Nie martwmy się o masy, ale o determinację elit. Dziś Polską rządzą łże-elity i to nie są już Polacy, ale lojalni lokaje i agenci, albo po prostu pożyteczni idioci oraz klakierzy, wysługujący się Anglosasom, Niemcom i Żydom, a za chwilę pewnie znów Moskalom, bo jak nad naszymi głowami znów dojdzie do porozumienia mocarstw – bo ta gra toczy się ponad naszymi głowami – to znów nie będziemy przy stole, ale na stole – jako przystawka lub może całkiem spore danie. My robimy wszystko, żeby Polska nie była pionkiem w tej grze, ale miała swoje stanowisko i pozycję.
Przypomnę, że my za chwilę będziemy w UE płatnikami netto. Skończy się czas mamienia i łudzenia, a teraz rzeczywistość zaskrzeczy. I to jest moment w którym trzeba odzyskać niepodległość i uwolnić Polaków od dyktatu eurokołchozowego
RB.: To nie jest takie proste w obecnej sytuacji, ani w Unii Europejskiej, ani w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi czy w jakikolwiek inny sposób. Jesteśmy krajem w określonym miejscu na mapie i z określonym potencjałem. W jaki sposób chciałby pan to normalizować?
GB: Trzeba znormalizować sytuację Polski w stosunkach międzynarodowych. Przede wszystkim nasze stosunki z najbliższym otoczeniem geopolitycznym, z naszymi sąsiadami. Sytuacja na kierunku ukraińskim jest daleka od normalności. Polska jest po prostu traktowana jako zasób do zutylizowania, jako rezerwuar finansów, środków. Rozbrojono wojsko polskie na potrzeby Ukrainy. Myśmy się temu sprzeciwiali i tutaj potrzebna jest normalizacja. Sytuacja na kierunku anglosaskim również jest daleka od normalności. Jeżeli ambasador, może tak to powiem – żeby znormalizować nasze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, do czego bardzo chciałbym się przyczyniać, no to na początek trzeba, żeby ze Stanów Zjednoczonych przyjechał do Warszawy amerykański ambasador. My dzisiaj mamy dwóch izraelskich ambasadorów, a ani jednego amerykańskiego i to jest nienormalne. I na dodatek to są ludzie, którzy się nie wahają mieszać w wewnętrzne sprawy Polski, co po prostu nie odpowiada ich misji dyplomatycznej. No i trzeba znormalizować to. Normalizować stosunki ze Wschodem po to, żebyśmy na przykład mieli most energetyczny z białoruskiej elektrowni jądrowej. Zresztą do pary możemy też mieć taki most energetyczny z ukraińskiej elektrowni jądrowej. Oni mają tę technikę i technologię, my na razie nie. Bardzo chciałbym też to zmienić, no ale po prostu władza polska powinna uczynić wszystko, żeby Polacy mieli możliwość, żeby mogli aspirować do zamożności, a nie tylko wegetować.
Dobra wiadomość jest taka, że jak czytam w prasie i jak mówią sondaże, może nawet połowa wyborców Prawa i Sprawiedliwości jest rozczarowana asertywnością swojej własnej formacji wobec Brukseli. Może nawet połowa wyborców PiS podziela nasze nastawienie i chciałoby odzyskania niepodległości.
Strach przed Rosją, ślepota na Brukselę
RB.: Mam wrażenie, że polska polityka została dziś zorganizowana wokół konkurencji strachów. Strach przed Rosją jest pompowany do granic społecznej histerii, a przecież Komisja Europejska potrafiła być równie agresywna, wbijając nam nóż w plecy sankcjami w momencie gdy byliśmy atakowani na granicy białoruskiej. Czy nie jest tak, że oni mogą się przed wyborami w 2027 roku tak bardzo zagalopować, że odwrócenie tych mechanizmów będzie trudne, albo niemożliwe? Da się jeszcze odwrócić ten mechanizm? I czy nie jest tak, że elity – widząc ryzyko przegranej – próbują dziś przejąć kontrolę nad przekazem, zanim społeczeństwo zacznie myśleć samodzielnie?
GB.: Podzielam te obawy i tym bardziej się cieszę, że możemy dzisiaj rozmawiać i że w tej rozmowie okazuje się, że zdrowy rozsądek w Polsce nie zaginął, a Polacy patrzą znacznie bardziej trzeźwo na rzeczywistość, rzeczywistość gospodarczą, rzeczywistość geopolityczną, niż by tego chcieli rządzący w Warszawie i fałszujący obraz tej rzeczywistości media, media głównego nurtu: i Gazeta Wyborcza, i Gazeta Polska, i TVP, i Polskie 24, i Toruń jeszcze niestety, który doszlusował już dłuższy czas temu do tego zjednoczonego frontu przemilczenia, przekłamania oraz manipulacji. Czy Polacy to zrozumieją? Są zasadnicze przeszkody, ale nie powinniśmy się nimi zrażać. Właśnie zmiana nastroju w opinii publicznej jest faktem, to przesunięcie i zmiana optyki dzieją się właśnie.
Ja nie wiem, z której strony przyjdzie i jak będzie wyglądał ten czarny łabędź, który być może z dnia na dzień zmieni układ odniesienia, sprawiając przy tym, że to co dziś zdaje się być bardzo trudne, okaże się nagle możliwe. Wiem natomiast, że Gietrzwałd to ważny punkt odniesienia.
Nie bądźmy ślepi na jedną agenturę
RB.: Polacy dobrze nauczyli się rozpoznawać zdradę w jednym kierunku, ale historia pokazuje, że zależności były wielowymiarowe. Czy dziś nie powtarzamy tego samego błędu, widząc jedne wpływy, a ignorując inne?
GB.: Nawiązał pan redaktor do historii XVIII wieku, do epoki rozbiorowej. To są porównania bardzo mi bliskie. Z osiemnastego wieku Polacy bardzo dobrze zapamiętali targowicę, czyli partię, która polskie sprawy uwiązała u moskiewskiej klamki, choć wtedy raczej z Petersburgiem. Ale nie zapamiętali, a właściwie nigdy się dobrze nie dowiedzieli, że była też partia pruska. Ludzie uchodzący za patriotów jeździli wysiadywać miesiącami w Berlinie czy w Londynie, sprzedawali polski interes w Paryżu i Wiedniu. I ja o to jedno dopominam się – co w moim przypadku zabrzmi tak trochę śmiesznie i upiornie – żeby nie być ślepym na jedno oko, żeby widzieć rzeczywistość stereoskopowo i żeby nie walczyć wiecznie z cieniem jednej agentury, ale dopominać się o zachowanie suwerenności i o asertywność, ze wszystkimi stolicami. Polityk nie może jednak czekać z działaniem, aż wszyscy się doktoryzują z historii, bo to by było nieporozumienie, nie możemy oczekiwać od Polaków, by każdy się doktoryzował z historii, musimy działać bez względu na to, jakie są okoliczności.
Gietrzwałd, czarny łabędź i moment przesilenia
RB.: Co musiałoby się wydarzyć dziś, żeby nastąpiło realne przebudzenie społeczne? Nie pytam o cud i koincydencję transcendencji ze sprawami ziemskimi, jak w 1877 roku w Gietrzwałdzie, o czym stworzył pan doskonały film. Chodzi mi o zjawisko, wydarzenia, może postać, coś co spowodowałoby, że ten fałszywy świat runie?
GB.: Rzecz w tym, żeby runęło, ale żeby nam się nie zawaliło na głowy. I przed tym my politykujący Polacy musimy starać się chronić ogół. Nie wymyślajmy prochu, ponieważ i tak nie wymyślimy. Ja nie wiem, z której strony przyjdzie i jak będzie wyglądał ten czarny łabędź, który być może z dnia na dzień zmieni układ odniesienia, sprawiając przy tym, że to co dziś zdaje się być bardzo trudne, okaże się nagle możliwe. Wiem natomiast, że Gietrzwałd to ważny punkt odniesienia. Nie prześpijmy tej 150. rocznicy. Spotkajmy się, policzmy, zobaczmy, ilu Polaków chce pozostać Polakami. I jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. Najważniejsze, żeby politycy niepodległościowi nie przespali momentu tej chwili dziejowej i byli gotowi, kiedy pojawi się okno możliwości. Konfederacja Korony Polskiej stara się być silna, zwarta i gotowa, aby nie przegapić szans oraz możliwości, które – być może – przed nami się otworzą.
Z osiemnastego wieku Polacy bardzo dobrze zapamiętali targowicę, czyli partię, która polskie sprawy uwiązała u moskiewskiej klamki, choć wtedy raczej z Petersburgiem. Ale nie zapamiętali, a właściwie nigdy się dobrze nie dowiedzieli, że była też partia pruska. Ludzie uchodzący za patriotów jeździli wysiadywać miesiącami w Berlinie czy w Londynie, sprzedawali polski interes w Paryżu i Wiedniu.
Do Sejmu nie wystarczy jeden Braun
RB.: Fakt, że KKP zyskuje w sondażach i ludzie rozumieją coraz więcej, co jest też sporą zasługą pana osobistej aktywności. Rzecz w tym, że do parlamentu nie wchodzi jeden lider, tylko całe środowisko. Czy ma pan pewność, że za projektem stoją ludzie, którzy go uniosą, może szukacie gdzieś liderów?
GB.: Stanowczo dementuję, ponieważ my nie urządzamy łapanki kandydatów, gdyż – chwała Bogu – jest w czym i kim wybierać. Dziś już mogę z dumą zaanonsować, że listy kandydatów Konfederacji Korony Polskiej do najbliższych wyborów parlamentarnych będą jednymi z najpiękniejszych i najciekawszych jakie zna historia. To będą świetni kandydaci, którzy dzisiaj tworzą szeroki front gaśnicowy. To będą świetni kandydaci i będą dobrze pracować dla Polski. Mam nadzieję, że w następnym Sejmie będziemy mieli klub, który nie będzie języczkiem u wagi, ale wręcz jęzorem.
Ja myślę, że bardzo wiele się zmieni, zanim przyjdzie do wyborów. Poza tym, to mało prawdopodobne – mniej niż prawdopodobne – ale nie da się wykluczyć, ani przyśpieszenia, ani opóźnienia wyborów zaplanowanych kalendarzowo na 2027 rok.
RB.: Nie obawia się pan, że w masie kandydatów znajdą się i tacy, którzy zawiodą, a może nawet pojawią się w pana środowisku, aby zaszkodzić całemu przedsięwzięciu. Współczesna historia polskiej polityki pełna jest takich przykładów…
GB.: To jest moja wraz z komitetem politycznym odpowiedzialność i praca bieżąca. Pan trafnie rozpoznaje zagrożenia i one są realne, ale postaramy się podołać i wiem, że z Bożą i ludzką pomocą, damy radę.
Wybory mogą być przyśpieszone, albo opóźnione
RB.: Nie będzie łatwo w kampanii. Z dużą pewnością można przewidzieć, że Donald Tusk będzie panem straszył Polaków, a Jarosław Kaczyński przekonywał, że nigdy nie zawiąże z panem żadnej koalicji. Z drugiej strony, prorządowe media nie będą zostawiać na was suchej nitki i wątpię, aby interesowały się programem gospodarczym. Jeśli już, to planem likwidacji minimalnego wynagrodzenia…
GB.: …To wejdę w słowo, bo ja nie chcę, aby Polacy zarabiali minimalnie, ale dorabiali się maksymalnie. A co do pytania i wypowiedzi polityków. To już jest problem mojego otoczenia politycznego. W tym także polityków przez pana wymienionych. Oni znaleźli się w pułapce własnych kłamstw i są zakładnikami własnej retoryki. To oni czują się w obowiązku zarzekać, a ja takiego obowiązku nie odczuwam. Nie muszę się odcinać i z góry zaporowo deklarować z kim nigdy, przenigdy, nie będę prowadził pracy politycznej, ponieważ wyżej wymienieni panowie mnie wyłączają. Warto się jednak zastanowić, czy obydwaj wymienieni liderzy będą jeszcze w obiegu i będą mieli jakiekolwiek role do odegrania w następnych sezonach. Ja myślę, że bardzo wiele się zmieni, zanim przyjdzie do wyborów. Poza tym, to mało prawdopodobne – mniej niż prawdopodobne – ale nie da się wykluczyć, ani przyśpieszenia, ani opóźnienia wyborów zaplanowanych kalendarzowo na 2027 rok. Co do mediów, to myślę, że to jest ich problem, a nie mój. Będą kłamać, ale to nic nowego. My działamy bez czasu antenowego i bez subwencji. Jesteśmy jak sportowiec trenujący w górach, kiedy zejdziemy na niziny, będziemy gotowi.

