Kościół w Polsce wchodzi w czas, w którym nie wystarczy już tradycja, „bo tak było zawsze”, ani odruchowa obrona instytucji. Zostają ci, którzy wybierają wiarę świadomie, a od pasterzy oczekują nie tonu urzędowego, lecz obecności, rozmowy i realnej pracy u podstaw. W tym kontekście wywiad z bp. Arturem Ważnym brzmi jak opis zmiany epoki: mniej o budowaniu wizerunku, więcej o odbudowaniu relacji, o Kościele „spotkania”, który ma być czytelny dla ludzi tu i teraz.
Biskup Artur Ważny udzielił wywiadu Interii. To co w nim ważne, to fakt, że hierarcha nie udaje, że kościelne statystyki na temat religijności w Polsce są tylko złośliwością badaczy. Mówi wprost, że „kończy się model Kościoła katolickiego, który znamy”, a kulturowe chrześcijaństwo ustępuje wyborowi świadomemu. I dodaje ważną rzecz: w Kościele zostają dziś ci, którzy nie odchodzą przy pierwszym kryzysie. Reszta stoi na progu, odchodzi lub patrzy wrogo, ale „Kościół wciąż nie jest dla nich obojętny”. To diagnoza bolesna, ale uczciwa, taka bez szukania winnych po stronie „statystyk” czy „mediów”.
Najtrudniejsze słowa: „pycha” i „brak empatii”
Najmocniejszy fragment rozmowy to ten, w którym bp Ważny wymienia błędy Kościoła wprost, bez eufemizmów: „Skandale, brak transparentności, klerykalizm, brak empatii i zwykła pycha”. Podkreśla też, że najwięcej sygnałów dostaje „odnośnie do zachowania księży”. W czasach, gdy część wiernych oczekuje obrony instytucji za wszelką cenę, a część – potępienia instytucji bez wyjątków, taki język jest próbą przejścia środkiem: nazwać grzech po imieniu, ale nie zgubić sensu Kościoła jako wspólnoty.
I właśnie tu pojawia się jego obraz duszpasterstwa, który brzmi prosto, a w praktyce bywa rewolucyjny: kancelaria nie jak okienko urzędowe, tylko przestrzeń spotkania.
Dlatego często powtarzam: w parafiach trzeba tworzyć miejsca, gdzie można po prostu usiąść i porozmawiać. Choćby w kancelarii. Nie na stojąco. Nie przy biurku. Fotele i ława – żeby rozmowa nie była urzędowa, ale ewangeliczna. Bo Kościół nie rodzi się przy biurku, lecz w spotkaniu
– mówi w wywiadzie biskup Ważny.
Reforma bez złudzeń: „albo zmienimy mentalność, albo będziemy pilnować struktur”
Biskup Ważny odcina się od usprawiedliwień: nie ma wiernych, a „my nadal uparcie robimy to samo”. Liczy na wstrząs, bo bez wstrząsu Kościół będzie tylko administrowaniem pustymi budynkami. Pada zdanie, które można czytać jak program.
Albo zmienimy mentalność, albo będziemy pilnować struktur, w których nie ma już życia
– skonstatował.
Nie ma wątpliwości, że to nie jest retoryka pod publiczkę, ponieważ brzmi jak ostrzeżenie człowieka, który widzi, że spór o „wizerunek” zabija istotę.
Rozliczenie krzywd: „nie ma miłosierdzia bez sprawiedliwości”
Wątek zadośćuczynień i pracy z osobami skrzywdzonymi w diecezji biskup stawia na fundamencie, który Kościół często gubił: najpierw uznać krzywdę, nazwać sprawcę i ofiarę, nie relatywizować. Mówi: „Nie ma miłosierdzia bez sprawiedliwości”. I dodaje, że pieniądze nie cofają traumy, ale mogą realnie pomóc w leczeniu i powrocie do funkcjonowania.
Ważny jest też jego sceptycyzm wobec komisji „na pokaz”. O ogólnopolskiej komisji ds. wykorzystywania seksualnego mówi jasno: „Komisja musi być. Jej brak będzie porażką.” A jeśli nie będzie niezależna – „to nie będzie wiarygodna”. Pada nawet zdanie, które tnie do kości kościelny PR: „PR-owi już na pewno nie.”
Kościół pod presją: dlaczego te ataki nie biorą się znikąd
W wywiadzie widać świadomość, że Kościół płaci dziś za realne grzechy, ale jest też obiektem szerszej presji kulturowej i politycznej. Nie trzeba teorii spiskowych, by zauważyć mechanizm: Kościół, który broni antropologii chrześcijańskiej, hamuje część projektów ideologicznych w Europie, a w Polsce – bywa ostatnią instytucją zdolną do mobilizacji społecznej poza logiką partyjną. Dlatego bywa atakowany nie tylko za to, co zawinił, lecz także za to, kim jest i co reprezentuje.
W tym kontekście warto pamiętać o szerszym obrazie wolności religijnej na świecie. Z danych Pew Research Center wynika, że chrześcijanie należą do grup najczęściej doświadczających nękania i wrogości w największej liczbie państw. A raporty i zestawienia dotyczące prześladowań (m.in. World Watch List Open Doors) pokazują skalę presji na chrześcijan w wielu regionach świata.
To ważne również dla polskiej perspektywy. Polska, wciąż postrzegana jako jeden z najbardziej katolickich krajów Europy, szybciej niż Zachód uczy się, że „kulturowa” wiara nie obroni się sama. Albo będzie oczyszczenie i odbudowa na fundamentach, albo powtórzymy scenariusz krajów, w których Kościół stał się muzeum.
Nadzieja z zewnątrz: historia arcybiskupa z Denver
Jednym z najbardziej „filmowych” momentów rozmowy jest wizyta arcybiskupa z Denver. Przyjechał, bo – jak usłyszał biskup – „o twojej diecezji pisali u mnie w Stanach”. I dodał, że zastał kiedyś u siebie podobny krajobraz: „skandal na skandalu”, zamknięcie seminarium. Przyjechał „żeby dać ci nadzieję” – po latach pracy „u podstaw” przyszło odbicie: rozwój katechezy, powrót młodych, dwa seminaria. Ta scena ma moc, bo jest antytezą bezradności: nawet po gruzach może przyjść odbudowa – ale nie bez prawdy, pokuty i ewangelizacji.
Wyobrażam sobie scenariusz, w którym, jeśli niczego nie zmienimy za 50 lat biskup pomocniczy z Hongkongu czy Pekinu będzie miał tytularną stolicę w Sosnowcu albo w Tarnowie. Przez cztery lata sam byłem biskupem tytularnym Mazaca w Algierii – w miejscu, gdzie lokalny Kościół już nie istnieje. To jest radykalny obraz, ale realny.
– podsumował biskup.
Robert Bagiński

