Najpierw podważanie krajowych instytucji, później szukanie poparcia za granicą, wreszcie próba narzucenia własnej woli pod szyldem ratowania państwa. Polska historia zna ten mechanizm aż nazbyt dobrze. Najnowsza opinia Komisji Weneckiej przywołuje niepokojące skojarzenia.
Historia potrafi udzielać lekcji w sposób zaskakujący i bardzo rzadko zdarza się, by wydarzenia sprzed wieków można było obserwować niemal na żywo, tyle że w nowych dekoracjach, z innymi bohaterami i pod współczesnymi sztandarami. A jednak najnowszy spór o Trybunał Konstytucyjny przywołuje niepokojąco znajome obrazy ze schyłku I Rzeczypospolitej.
Wówczas również nie brakowało polityków, którzy własną niemoc wobec krajowych przeciwników próbowali przezwyciężyć przy pomocy zagranicznych protektorów. Jedni szukali wsparcia w Petersburgu, inni zabiegali o względy zachodnich dworów. Wszyscy zapewniali, że działają w obronie prawa, wolności i ojczyzny. Dopiero historia wystawiła im rachunek, którego nie sposób było już zakwestionować.
„Najwyższym prawem Rzeczypospolitej pozostaje Konstytucja RP. Komisja może przedstawiać ekspertyzy i rekomendacje, ale nie może zmieniać polskich ustaw ani samodzielnie rozstrzygać o kompetencjach konstytucyjnych organów państwa”
Nie chodzi oczywiście o proste zrównanie dzisiejszej Polski z Rzecząpospolitą czasów rozbiorów. Komisja Wenecka nie jest mocarstwem rozbiorowym, choć nie brakuje w niej wpływów tych, którym silna Polska przeszkadza, a współczesne sojusze nie oznaczają utraty niepodległości. Uderza jednak podobieństwo pewnej politycznej mentalności tj. przekonania, że kiedy krajowe instytucje stają na drodze własnym zamierzeniom, rozwiązania należy szukać poza granicami państwa.
Konstytucja nie przyjeżdża z Wenecji
Najnowsza opinia Komisji Weneckiej dotycząca ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest dla obozu Donalda Tuska politycznie dogodna. Eksperci Rady Europy uznali, że w określonych okolicznościach ślubowanie może zostać złożone bez fizycznego udziału prezydenta. Otwiera to rządzącym możliwość powoływania się na zagraniczny autorytet w sporze z prezydentem Karolem Nawrockim. Warto jednak przypomnieć rzecz podstawową, a mianowicie fakt, że najwyższym prawem Rzeczypospolitej pozostaje Konstytucja RP. Komisja może przedstawiać ekspertyzy i rekomendacje, ale nie może zmieniać polskich ustaw ani samodzielnie rozstrzygać o kompetencjach konstytucyjnych organów państwa.
Właśnie dlatego tak istotne są wątpliwości dotyczące ślubowania. Komisja przyznaje, że proponowane przez nią rozwiązanie może odbiegać od dosłownego rozumienia przepisów, uzasadniając je potrzebą ochrony podziału władz. Pozostaje jednak pytanie, kto i w jakim trybie miałby rozstrzygnąć, że od obowiązującej procedury wolno odstąpić. Nie wystarczy przecież nazwać działania przywracaniem praworządności, by automatycznie uczynić je zgodnym z prawem.
„Premier po publikacji opinii Komisji Weneckiej ostro zwrócił się do prezydenta, przekonując, że ten ma obowiązek przestrzegania konstytucji i nie może blokować procedur należących do innych organów państwa. Mówi to człowiek, który stracił już wszystkie hamulce w ignorowaniu Konstytucji i działaniu sprzecznym z interesem Polski”
Osobliwie wygląda na tym tle postawa ministra Waldemara Żurka. Gdy wcześniejsze konsultacje z Komisją Wenecką dotyczące statusu sędziów uznał za niecelowe, zdecydował się je wstrzymać. Dziś, gdy opinia Komisji wzmacnia argumentację rządu w sporze o Trybunał, jej stanowisko nabiera szczególnego znaczenia. Widać więc, że w politycznej praktyce obecnego rządu o randze eksperckiej opinii decyduje nie tyle jej treść, ile przydatność dla aktualnych zamierzeń.
Trybunał jest potrzebny Tuskowi
Nie sposób analizować tego konfliktu w oderwaniu od politycznych interesów rządu. Donald Tusk nie dysponuje większością pozwalającą swobodnie odrzucać prezydenckie weta. Trybunał Konstytucyjny pozostaje natomiast instytucją, której rozstrzygnięcia mogą przesądzać o losach ustaw i granicach działania organów państwa. Obsada Trybunału ma zatem znaczenie wykraczające daleko poza personalne nominacje. Nie oznacza to, że Trybunał może zastąpić parlament czy samodzielnie uchwalać ustawy, ale może wpływać na ocenę konstytucyjności rozwiązań, które budzą spory między rządem a prezydentem. Dlatego walka o jego skład jest zarazem walką o wpływ na jedną z najważniejszych instytucji kontrolujących władzę i wyznaczającą jej granice.
„Historyczna przestroga pozostaje aktualna. Przed rozbiorami obce mocarstwa wykorzystywały polskie podziały, a część elit szukała zagranicznego wsparcia przeciw rodzimym przeciwnikom”.
Niepokój budzi sposób prowadzenia tego sporu. Najpierw kwestionuje się autorytet instytucji, później ogłasza konieczność jej naprawy, a następnie przedstawia własne działania jako jedyną drogę do przywrócenia praworządności. W takim rozumowaniu łatwo zgubić zasadę, że nawet pożądany cel polityczny nie daje prawa do dowolnego wyboru środków. Premier po publikacji opinii Komisji Weneckiej ostro zwrócił się do prezydenta, przekonując, że ten ma obowiązek przestrzegania konstytucji i nie może blokować procedur należących do innych organów państwa. Mówi to człowiek, który stracił już wszystkie hamulce w ignorowaniu Konstytucji i działaniu sprzecznym z interesem Polski.
Wcześniej doszło już do prób składania ślubowania „wobec prezydenta” bez jego fizycznej obecności. Kolejne jednostronne działania mogłyby pogłębić kryzys, zamiast doprowadzić do jego rozwiązania.
Stare błędy w nowych dekoracjach
Polska znalazła się w szczególnym momencie dziejowym. Za wschodnią granicą trwa wojna, Rosja prowadzi działania wymierzone w bezpieczeństwo naszego regionu, a europejski porządek polityczny i militarny przechodzi głębokie przeobrażenia. W takim czasie państwo potrzebuje przede wszystkim stabilnych instytucji i wspólnych reguł, których przestrzeganie nie zależy od aktualnego układu sił politycznych.
Tymczasem konflikt wokół Trybunału wchodzi w kolejną fazę. Coraz większą rolę odgrywają w nim stanowiska instytucji międzynarodowych, niekoniecznie chcących dobra Polski, a coraz trudniej dostrzec można wśród polityków koalicji rządzącej dbałość o interes Rzeczypospolitej. Nie jest to sytuacja, która wzmacnia Polskę i historyczna przestroga pozostaje aktualna. Przed rozbiorami obce mocarstwa wykorzystywały polskie podziały, a część elit szukała zagranicznego wsparcia przeciw rodzimym przeciwnikom.
Niepodległość wymaga czegoś więcej niż granic, flagi i uroczystych deklaracji. Wymaga instytucji, których reguły obowiązują także wtedy, gdy okazują się niewygodne dla rządzących. Wymaga również polityków zdolnych uznać, że konstytucja nie jest przeszkodą, którą należy obejść, lecz fundamentem, którego należy przestrzegać.
Robert Bagiński

