Seria przerażających ataków w polskich szkołach wstrząsnęła krajem. Gdy rodzice pytają o bezpieczeństwo dzieci, premier Donald Tusk zwiera rządowe szeregi, by z tr histerii uczynić taran do walki z politycznymi oponentami i przepchnąć knebel na internet. Czy tragedia w szkolnych korytarzach stanie się ostatecznym pretekstem do wprowadzenia cenzury i zniszczenia instytucji Prezydenta RP?
Ostatnie godziny przyniosły tragiczne doniesienia. Seria incydentów z udziałem nieletnich, w tym użycie ostrych narzędzi oraz improwizowanych ładunków wybuchowych, doprowadziła do śmierci pracownicy jednej ze szkół. Polska szkoła, która z założenia powinna być bastionem bezpieczeństwa, staje się miejscem dramatów.
Jednak zamiast głębokiej refleksji nad systemową zapaścią wychowawczą czy wpływem toksycznych trendów sieciowych na młodzież, społeczeństwo otrzymało pokaz politycznego cynizmu najniższych lotów.
Groteska cenzora: „Gdyby to transmitował…”
Premier Donald Tusk pilnie zwołał w czwartek naradę ministrów. Intencja stała się jasna w momencie, gdy padły pierwsze słowa szefa rządu. Zamiast przedstawienia konkretnych rozwiązań wspierających policję, nauczycieli i psychologów, premier postanowił obarczyć winą… obrońców wolności słowa w sieci oraz Prezydenta RP.
Chciałbym, żeby to do wszystkich dotarło, szczególnie do tych, którzy blokowali tę ustawę, że gdyby dzisiaj ten młodociany nożownik transmitował zbrodnię w internecie, to nie moglibyśmy tej treści zablokować, ponieważ nie dostaliśmy tego narzędzia prawnego do ręki…
– oświadczył bez mrugnięcia oka Donald Tusk.
Kuriozum tej wypowiedzi uderza z pełną mocą, bo żaden ze sprawców nie prowadził transmisji internetowej. Mimo to potencjalna, wymyślona na potrzeby konferencji sytuacja staje się argumentem za przepchnięciem kontrowersyjnych przepisów o tzw. „mowie nienawiści”. Pod płaszczykiem fałszywej troski o dzieci obóz rządzący pragnie wprowadzić cenzurę prewencyjną w polskiej przestrzeni cyfrowej. W nocy, parlamentarna większość przegłosowała ustawę, która daje możliwość blokowania stron internetowych.
Redaktor naczelny Innej Polityki Robert Bagiński, w wywiadzie dla red. Łukasza Jankowskiego z Radia WNET, nie pozostawił na tej taktyce suchej nitki, co zresztą miało miejsce na kilka godzin przed ponownym uchwaleniem niebezpiecznej dla wolności słowa ustawy.
Donald Tusk po raz kolejny postanowił sytuację upolitycznić, a nawet wykorzystać ją do ataku na prezydenta. Pokazuje to absolutne zepsucie i skrajny wręcz, patologiczny cynizm. Ta tragedia ma posłużyć do kolejnej próby przepchnięcia szkodliwej ustawy, która pod pretekstem walki z mową nienawiści tak naprawdę tylnymi drzwiami próbuje wprowadzić cenzurę na internet
– powiedział R. Bagiński.
To utarty wzorzec operacyjny lidera Platformy Obywatelskiej. Bez względu na to, czy chodzi o werbalną walkę z pedofilią, ściganie dopalaczy czy medialne wyreżyserowane akcje – każda ludzka tragedia przekształcana jest przed D. Tuska w pałkę na politycznych przeciwników.
Edukacja w ruinie, czyli ideologiczna pustka
Przerzucanie odpowiedzialności na media społecznościowe czy powszechność dostępu do broni – do czego również nawiązywał szef rządu w swoich nagraniach internetowych – przysłania realne źródła kryzysu. Prawdziwy problem leży w destrukcji fundamentów wychowawczych. Od kilku lat polska szkoła pod kierownictwem resortu edukacji kierowanego przez Barbarę Nowacką jest przedmiotem ideologicznych eksperymentów. Systematycznie deprecjonuje się w niej autorytet nauczycieli i rodziców. Poza tym, z listy lektur eliminuje się te najwartościowsze, które uczyły szacunku dla życia oraz innych ludzi. W zamian tego, młodzi otrzymują pustkę, co tworzy niebezpieczną pustkę ideową.
Gdy szkoła przestaje przekazywać uniwersalne wartości moralne, młodzież zostaje sam na sam z wiecznie rosnącym szumem algorytmów. Wtedy pojawiają się niebezpieczne „wyzwania” i agresja bez granic. Żadne rządowe przyciski do blokowania stron nie zastąpią zniszczonego etosu wychowawczego.
Największym zagrożeniem dla polskich dzieci i polskich szkół nie jest pozwolenie na broń czy brak cenzury w internecie, ale Barbara Nowacka i lewacka ideologia. To wszystko, co dzieje się w szkołach, po prostu deprecjonuje autorytet rodziców oraz nauczycieli. Wyrugowano wartości i lektury, zostawiając młodzież z ideologiczną pustką – a gdy zostaje pustka, młodzi ludzie popełniają tragiczne błędy
– powiedział redaktor Bagiński.
Strategia spalonej ziemi: Cel na Pałac Prezydencki
Sposób, w jaki władza reaguje na tragedię w szkołach, wpisuje się w szerszy, niezwykle groźny mechanizm polityczny. Tusk doskonale wie, że jego obóz traci pole: budżet trzeszczy w szwach, wizerunek gospodarczy się sypie, a zapowiedzi wielkich inwestycji rozmywają się w chaosie.
Jedyną receptą na spadek notowań stała się nieustanna polaryzacja. Każde wydarzenie – od podwyżek paliw, przez afery w ochronie zdrowia, po śmierć w szkole – wykorzystywane jest do ataku na Prezydenta RP.
Oni mają jeden zasadniczy cel: zniszczyć się prezydenta nie da, ale przynajmniej osłabić i zdeprecjonować. Ta ciągła nagonka, uderzanie w niego w każdej możliwej sprawie – od paliw po szkolną tragedię – ma sprawić, że gdy przyjdzie godzina zero i naprawdę podniosą rękę na konstytucję oraz głowę państwa, to ludzie zawahają się, czy warto go bronić
– skonstatował w rozmowie Radia WNET R. Bagiński.
Chodzi o wykreowanie skrajnie uproszczonego dualizmu: z jednej strony „postępowa, światła koalicja”, z drugiej – „zacofana prawica” uosabiana przez Prezydenta. Ten nieustanny proces deprecjonowania instytucji głowy państwa ma osłabić jej mandat społeczny i przygotować grunt pod ewentualne, siłowe rozstrzygnięcia ustrojowe.
Połknięta przystawka. Koniec niepodległego PSL-u
Na marginesie tej bezwzględnej gry politycznej rozgrywa się cichy dramat formacji, która przez dekady współtworzyła polską scenę parlamentarną. Polskie Stronnictwo Ludowe, pozbawione podmiotowości przez ostatnie lata rządów koalicyjnych, ostatecznie kapituluje.
Brak własnej kampanii, brak konwencji i milczenie wokół propozycji programowych wskazują na jedno: ludowcy pogodzili się ze rolą pasażera na listach Koalicji Obywatelskiej. Sprzedaż tożsamości, tradycji i elektoratu wiejskiego za kilkanaście „biorących” miejsc na listach Tuska to polityczny wyrok śmierci dla tej najstarszej polskiej partii. Wyborcy przywiązani do wartości konserwatywnych nie kupią już sojuszu z radykalną lewicą na jednej liście.
Czy Polacy dadzą się zmanipulować?
Próba zbicia politycznego kapitału na krwi przelanej w polskiej szkole przekracza granice akceptowalne w cywilizowanym państwie. Społeczeństwo, obserwujące upadek podstawowych usług publicznych, zapaść w edukacji oraz próbę zamachu na wolność słowa w sieci, zaczyna dostrzegać fasadowość działań obecnej władzy.
Żaden polityczny cynizm nie przykryje faktu, że państwo pod rządami Donalda Tuska zamiast chronić obywateli, zajmuje się tropieniem własnych urojonych wrogów i nakładaniem kagańca na debaty publiczne. Polacy potrzebują bezpiecznych szkół i stabilnego państwa – a nie kolejnych seansów pogardy i politycznej manipulacji.
Tomasz Marzec

