W świecie wielkiej dyplomacji nie ma miejsca na próżnię, a każda rezygnacja z własnej podmiotowości jest natychmiast wypełniana przez interesy silniejszych graczy. Robert Bagiński, redaktor naczelny portalu „Inna Polityka”, w rozmowie na antenie Radia Wnet poddał druzgocącej krytyce ostatnie wystąpienie szefa MSZ, Radosława Sikorskiego, kreśląc przy tym mapę zagrożeń, przed którymi staje Warszawa – od brukselskiego centralizmu po niebezpieczną nadgorliwość w kwestii ukraińskiej.
Polska polityka zagraniczna znalazła się na rozdrożu, a słuchając szefa polskiej dyplomacji, można odnieść wrażenie, że to rozdroże zostało już dawno za nami, a kurs na bezwarunkową integrację z unijnym rdzeniem został obrany bez oglądania się na koszty oraz niebezpieczeństwa. Robert Bagiński nie pozostawia złudzeń co do oceny sejmowego wystąpienia Radosława Sikorskiego. Jego zdaniem, pod maską „dużego ego” i wizerunku światowego dyplomaty, kryje się brak wizji
Kreowanie wrogów zamiast budowania strategii
Bagiński punktuje przede wszystkim konfrontacyjny styl ministra, który zamiast przedstawiać realną strategię, skupił się na walce z politycznymi fantomami. Według naczelnego „Innej Polityki”, Sikorski poświęcił znaczną część swojego wystąpienia na przekonywanie, że opozycja dąży do wyjścia z Unii Europejskiej – problemu, który zdaniem publicysty, w rzeczywistości nie istnieje.
Sikorski wymyślił sobie problem, który później próbował przez 20 minut opowiedzieć i zwrócić uwagę na to, jakoby on był istotny. W Polsce zdecydowana i poważna część opozycji nie chce wychodzić z Unii Europejskiej; chce tylko, żeby ta Unia była inna
– diagnozuje Bagiński.
Najpoważniejszy zarzut dotyczy jednak czegoś głębszego: rezygnacji z samodzielności. Redaktor Bagiński mówi wprost o „abdykacji” polskiego ministra. W jego optyce Sikorski uznał, że Polska nie potrzebuje już własnej polityki zagranicznej, bo tę ma za nas prowadzić Bruksela.
W tym kontekście w ogóle nie było żadnych wektorów, w którą stronę powinniśmy iść. Zabrakło odniesienia do kluczowych problemów
– zauważa gość Radia Wnet.
Widmo likwidacji jednomyślności
Jednym z tych przemilczanych przez MSZ problemów jest postępująca centralizacja Unii Europejskiej, w tym szczególnie groźny dla państw średniej wielkości postulat likwidacji prawa weta. Bagiński przypomina, że sygnały płynące z konferencji bezpieczeństwa w Monachium i od samej Ursuli von der Leyen są jednoznaczne, że Berlin i Paryż chcą zlikwidować lub obchodzić zasadę jednomyślności.
Dla polskiego interesu narodowego, to scenariusz krytyczny.
Każda decyzja, którą dzisiaj jednak możemy przynajmniej formalnie zawetować, będzie mogła być wdrożona bez naszej zgody
– ostrzega Bagiński.
Krytykuje on również nadmierną czołobitność wobec Berlina, zauważając, że „peany na temat Niemiec” oraz lekceważący stosunek do sojuszu z USA, określonego przez Sikorskiego mianem „frajerstwa”, to tani PR-yzm, który jest „bardzo mocno szkodliwy dla Polski”.
Ukraina w Unii: Entuzjazm kontra racjonalizm
Tematem, który zdominuje polską debatę w najbliższych latach, będzie bez wątpienia kwestia akcesji Ukrainy do struktur zachodnich. Tu Robert Bagiński apeluje o chłodną głowę i realizm, którego – jego zdaniem – brakuje obecnej ekipie rządzącej, a szczególnie jej lewicowemu skrzydłu.
Publicysta przypomniał niedawną wizytę marszałka Włodzimierza Czarzastego w Kijowie, oceniając ją jako przejaw politycznego „odlotu”. Mówił o deklaracji marszałka Sejmu, że Ukraina szybko wstąpi do Unii Europejskiej. Czarzasty, wypowiadając te słowa, wyraził nadzieję, że jak Ukraina wejdzie do UE, to wtedy cała wspólnota – a wiec także Polska – weźmie udział w wojnie z Rosją w obronie swojego członka.
Nikt w Polsce nie upoważnił go do tego typu deklaracji. Nie jest w interesie Polski uczestnictwo w tej wojnie w sposób bezpośredni, ani bezwarunkowe przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej na dzisiaj
– stwierdził ostro Bagiński, odnosząc się do obietnic wciągania całej Europy w aktywny udział w konflikcie. .
Publicysta podkreśla, że wspieranie niepodległości Ukrainy, co jest polską racją stanu wynikającą jeszcze z doktryny Giedroycia i polityki Lecha Kaczyńskiego, nie może oznaczać rezygnacji z ochrony własnego rynku.
My musimy najpierw zabezpieczyć się przed napływem ukraińskich produktów spożywczych, a dopiero potem myśleć o akcesji. Niemcy i Francuzi w 2004 roku zadbali o interesy swoich gospodarek i rynku pracy przed wejściem Polski. My musimy zrobić to samo
– argumentuje.
Nowa linia podziału
Na horyzoncie rysuje się nowy, wyraźny podział na polskiej prawicy. Z jednej strony mamy PiS, który stara się balansować między wsparciem dla Kijowa, a obroną własnych decyzji z przeszłości, z drugiej Konfederację, grającą na nutach mocnego sceptycyzmu. Bagiński zauważa jednak, że prawdziwym wyzwaniem dla wszystkich sił politycznych będzie wypracowanie stanowiska, które nie będzie jedynie „papugowaniem przekazów dnia”, lecz realną obroną interesów polskich obywateli.
W wizji Roberta Bagińskiego, potrzebna jest polityka w której nastąpi powrót do podmiotowości Polski, taka w której relacje z sąsiadami i mocarstwami są środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. Czy polska dyplomacja odzyska swoje „wektory”? Rozmowa w Radiu Wnet pokazuje, że na razie zamiast kompasu, w gmachu przy al. Szucha częściej używa się lustra, patrząc w stronę Brukseli i licząc na aprobatę silniejszych.
Tomasz Marzec

