Podczas gdy Europa wpatruje się w wojnę na Ukrainie i własne brukselskie gry, Rosja po cichu przesuwa granice świata. Bez czołgów, bez fanfar, często bez sprzeciwu Zachodu. Były europoseł Ryszard Czarnecki w swoim najnowszym felietonie dla Innej Polityki pokazuje, jak Moskwa – mimo sankcji i wizerunkowych porażek – realnie poszerza strefy wpływów w Arktyce, Afryce i Azji, a Zachód po raz kolejny daje się zaskoczyć. To mocna diagnoza końca 2025 roku i pytanie, czy w 2026 Europa nadal będzie udawać, że nic się nie dzieje.
Garść refleksji na przełom roku 2025 i 2026. Nasza Rzeczpospolita – może poniekąd siłą rzeczy – skupia się dziś na wojnie w Europie Wschodniej oraz „Grze o tron” w Unii Europejskiej. Jednak musimy patrzeć szerzej. Inne kraje, także te nam bardzo niechętne, właśnie tak czynią.
W ilu mediach w Polsce pojawiła się informacja – poza moimi artykułami na ten temat – że już w trakcie wojny rosyjsko-ukraińskiej, decyzją specjalnej komisji ONZ (z udziałem państw stałych członków oraz krajów reprezentowanych rotacyjnie), nastąpiło poszerzenie strefy tzw. szelfu kontynentalnego Federacji Rosyjskiej? I to mimo trwającej wojny za naszą wschodnią granicą. Z niewiadomych przyczyn nawet Ukraina nie zaprotestowała przeciwko tej decyzji.
Moskwa poprzez swoją politykę zagraniczną w ostatnich latach traci wizerunkowo na świecie, ale jednocześnie poszerza wpływy co najmniej w trzech obszarach. Są to: Arktyka, Afryka oraz Azja.
W Afryce Rosja w ciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy wyparła Francję z kilku jej dawnych kolonii, tworząc szeroki prorosyjski pas wpływów. Mowa m.in. o Libii, Sudanie, Sudanie Południowym, Mali, Nigrze, Republice Środkowoafrykańskiej, Burkina Faso, Mozambiku, a ostatnio również o Madagaskarze – czwartej co do wielkości wyspie świata. Rosja głośno rozpycha się łokciami na „Czarnym Lądzie”, jak kontynent afrykański powszechnie nazywano, dopóki nie nastała epoka oszalałej „politycznej poprawności”.
Moskwa poprzez swoją politykę zagraniczną w ostatnich latach traci wizerunkowo na świecie, ale jednocześnie poszerza wpływy co najmniej w trzech obszarach. Są to: Arktyka, Afryka oraz Azja.
Tymczasem Chiny robią to samo znacznie ciszej, za to bardziej systematycznie i na skalę zdecydowanie większą niż Moskwa. Pekin konsekwentnie pnie się ku pozycji numeru jeden w światowej gospodarce. Według analiz Międzynarodowego Funduszu Walutowego za pół wieku ranking krajów o największym PKB otwierać będzie Chińska Republika Ludowa, przed Indiami, a dopiero na trzecim miejscu znajdą się Stany Zjednoczone Ameryki.
Prezydent Trump zapewne ma tego świadomość, stąd jego próby politycznego oderwania Rosji od Chin, aby osłabić największego konkurenta – Pekin. Inna sprawa, że raczej mu się to nie uda. Tymczasem Rosja, swoją starą metodą, gra powyżej tego, co – mówiąc metaforycznie – „ma w kartach”, czyli ponad swoje realne aktywa gospodarcze i geopolityczne. A Zachód daje się na to niezmiennie nabierać.
Cóż, niewesołe to refleksje na koniec roku 2025. Czy Nowy Rok 2026 przyniesie otrzeźwienie Zachodu? Wątpię. Pewnie nadal będzie chciał pozostać naiwny. Albo przynajmniej udawać, że taki jest.
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

