Czy w Strasburgu naprawdę rozmawia się o tym, co najważniejsze dla Europejczyków? Ryszard Czarnecki w felietonie dla Innej Polityki zagląda za kulisy lutowej sesji Parlamentu Europejskiego i pokazuje Unię jako scenę pełną wielkich słów, ideologii i politycznej rutyny, która coraz częściej rozmija się z codziennymi problemami obywateli.
Po Środzie Popielcowej mamy przedwielkanocny post, ale zanim się on zaczął, były karnawałowe ostatki. W polityce unijnej też. Oto cykliczny, krótki raport o tym, co w UE trawie piszczy. A konkretnie w alzacko-europarlamentarnej. I tak oto lutowa sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu rozpoczęła się od debaty o sprawozdaniu za rok 2025 Europejskiego Banku Centralnego. Obecna była francuska przewodnicząca tegoż EBC z siedzibą we Frankfurcie nad Menem, Madame Christine Lagarde – i dzięki niej duch antytrumpizmu mógł jeszcze bardziej ochoczo unosić się nad salą posiedzeń PE.
Dyskutowano również o wsparciu dla producentów win, ale też o „współpracy między organami egzekwowania prawa w obszarze nieuczciwych praktyk handlowych w łańcuchu dostaw produktów rolnych i spożywczych” (sic! Taka nowomowa!). Osobny punkt poświęcono „Światowemu Dniu Walki z Rakiem”. Wysłuchano także przemówienia niemieckiej przewodniczącej Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Annaleny Baerbock, w latach 2021–2025 minister spraw zagranicznych RFN (z Partii Zielonych).
Omówiono też relacje polityczne między UE a USA. Odbyła się również debata na temat polityki zagranicznej w obecności wiceszefowej Komisji Europejskiej odpowiedzialnej za sprawy międzynarodowe, Estonki Kaji Kallas, byłej premier tego kraju. Europosłowie debatowali też na temat nowej strategii UE na rzecz walki z ubóstwem. Tradycyjnie deputowani mogli zadawać pytania przedstawicielom Komisji Europejskiej, mieli wystąpienia „jednominutowe” na dowolne tematy, a także zastanawiali się nad – tu cytat dosłowny, ale bardzo proszę przeczytać do końca – „rozwiązaniem problemu łańcuchów podwykonawców i rolą pośredników w celu ochrony praw pracowniczych”. Wiem, że nie brzmi to zbyt „seksownie” politycznie, ale nie ja wymyśliłem ten temat, tylko zaczerpnąłem go z agendy sesji europarlamentu.
Przyjęto również kolejne regulacje, które przybliżają do Unii Europejskiej dwa państwa Bałkanów Zachodnich: Albanię i Czarnogórę. Jeśli ta pierwsza przystąpi do UE, będzie pierwszym w Unii państwem z większością muzułmańską.
Tradycyjnie też omówiono przypadki łamania praw człowieka w świecie: zawsze wybiera się trzy tego typu sprawy w trzech różnych krajach, najczęściej w Afryce i Azji, choć czasem także w obszarze postsowieckim.
Wreszcie europosłowie – już w ostatni dzień lutowej sesji – mieli w agendzie niemal trzygodzinną debatę na temat: „Zaleceń dla Rady (Europejskiej – dopisek R. Cz.) w sprawie priorytetów UE na 70. sesję Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet”. W tym akurat punkcie dużo było ideologii, ale też wodolejstwa.
Streściłem ostatnią sesję Parlamentu Europejskiego w stolicy Alzacji. Nie była ona nadzwyczajnie ważna. Pokazała natomiast, jakie są priorytety UE – niekoniecznie pokrywają się one z priorytetami wyborców i podatników, choćby gdy chodzi o imigrację. Wszak, jak mówi stare polskie przysłowie: „Tak krajec kraje, jak mu materii staje”. Jak widać, bogactwo polskich przysłów objaśnić może wszystko. Albo prawie wszystko. A co do przyszłości, to pewnie jeszcze wiele razy zobaczymy, że UE to „drzewo dobrego i złego” albo po prostu pomieszanie z poplątaniem, wynikające z twardego lobbingu interesów narodowych i międzynarodowo-korporacyjnych.
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

