Pokój jest coraz bliżej – mówią politycy. Wojna wciąż ma się dobrze – pokazuje rzeczywistość. Niedzielne rozmowy Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim odsłoniły nie tyle drogę do zakończenia konfliktu, ile brutalną prawdę o nowym porządku świata: o zmęczonej Europie, o Rosji grającej na czas i o Ukrainie, która nie zamierza uznać porażki. W tym układzie jedna rzecz jest dla Polski kluczowa: nie dać się wypchnąć na margines.
Telefoniczna obecność prezydenta Karola Nawrockiego przy rozmowach, to dobry sygnał, że Warszawa wciąż siedzi przy stole, a nie na ławce rezerwowych. Jest to szczególnie ważne w czasie, gdy premier Donald Tusk i jego minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, nie są zapraszani na rozmowy w takim formacie.
Rosja nie chce pokoju. Chce czasu!
Wbrew optymistycznym deklaracjom płynącym z Waszyngtonu, Moskwa nie ma dziś żadnego strategicznego interesu w szybkim zakończeniu wojny. Kreml doskonale wie, że czas działa na jego korzyść. Każdy kolejny miesiąc konfliktu, to dalsze zmęczenie Zachodu, narastające napięcia polityczne w Europie i coraz większe koszty ponoszone przez państwa wspierające Ukrainę. Rosja może pozwolić sobie na pozorowanie rozmów, wysyłanie pojednawczych sygnałów i uczestnictwo w dyplomatycznych gestach. Nie po to, by doprowadzić do realnego pokoju, lecz by rozmywać odpowiedzialność i przeciągać proces.
Europa przestała być kluczowym graczem w tej rozgrywce. Stary Kontynent, podzielony politycznie i militarnie niesamodzielny, coraz częściej staje się tłem, a nie centrum decyzyjnym.
Jednocześnie Ukraina znajduje się w sytuacji, z której bardzo trudno wyjść bez utraty twarzy. Uznanie porażki terytorialnej oznaczałoby polityczne trzęsienie ziemi w Kijowie. Dlatego Wołodymyr Zełenski, nawet przy naciskach ze strony Stanów Zjednoczonych, nie może pozwolić sobie na jednoznaczne przyznanie, że wojna została przegrana. Tym bardziej że część europejskich liderów wciąż podtrzymuje narrację o „sprawiedliwym zwycięstwie”, podsycając oczekiwania, których Zachód nie jest już w stanie w pełni spełnić. Ukraina już przegrała tą wojną, teraz powinna wynegocjować jak najlepszy pokój, ale są w Europie tacy, którzy tego nie chcą.
Europa na bocznym torze wielkiej gry
Rozmowy Trump-Zełenski dobitnie pokazują coś jeszcze: Europa przestała być kluczowym graczem w tej rozgrywce. Stary Kontynent, podzielony politycznie i militarnie niesamodzielny, coraz częściej staje się tłem, a nie centrum decyzyjnym. O losach wojny w Ukrainie rozmawiają dziś przede wszystkim Stany Zjednoczone, Rosja i – pośrednio – Chiny, obserwujące konflikt jako element szerszej globalnej rywalizacji.
W tym nowym układzie sił liczy się zdolność do realnego wpływu, a nie liczba deklaracji czy rezolucji. To dlatego rozmowy prowadzone są w Mar-a-Lago, a nie w Brukseli. To dlatego Donald Trump mówi wprost o terytoriach, które Ukraina „lepiej oddać teraz, niż stracić później”, zamiast powtarzać europejskie frazesy o nienaruszalności granic.
O losach wojny w Ukrainie rozmawiają dziś przede wszystkim Stany Zjednoczone, Rosja i – pośrednio – Chiny, obserwujące konflikt jako element szerszej globalnej rywalizacji.
Polska przy stole, nie na liście tematów
Na tym tle szczególnie istotna staje się obecność Karola Nawrockiego w telekonferencji europejskich przywódców z Donaldem Trumpem i Wołodymyrem Zełenskim. To nie był gest kurtuazyjny, lecz wyraźny sygnał polityczny: Polska pozostaje ważnym elementem architektury bezpieczeństwa regionu, mimo tego, że na czele polskiego rządu stoi człowiek realizujący interesy Niemiec.
Prezydent Nawrocki nieprzypadkowo przypomniał o roli lotniska Rzeszów-Jasionka, przez które przechodzi ponad 90 procent zachodniej pomocy dla Ukrainy. To konkret, który w świecie realpolitik znaczy więcej niż dziesiątki deklaracji solidarności. Oznacza, że bez Polski żadne porozumienie pokojowe – nawet tymczasowe – nie będzie możliwe do wdrożenia w praktyce.
W kontekście wyraźnej marginalizacji rządu Donalda Tuska w kluczowych rozmowach międzynarodowych, prezydencki kanał komunikacji z Waszyngtonem staje się dla Polski fundamentem bezpieczeństwa. To właśnie on gwarantuje obecność przy stole negocjacyjnym, a nie w roli biernego obserwatora wydarzeń.
Prezydent Nawrocki nieprzypadkowo przypomniał o roli lotniska Rzeszów-Jasionka, przez które przechodzi ponad 90 procent zachodniej pomocy dla Ukrainy. To konkret, który w świecie realpolitik znaczy więcej niż dziesiątki deklaracji solidarności.
USA, Chiny i świat po iluzjach
Wojna w Ukrainie to dziś tylko jeden z elementów znacznie większej układanki. Świat wchodzi w fazę otwartej rywalizacji mocarstw, w której pierwsze skrzypce grają Stany Zjednoczone i Chiny. Europa, pozbawiona własnej siły militarnej i spójnej strategii, schodzi na dalszy plan.
Dla Polski oznacza to jedno: kluczowe znaczenie mają relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Nie z abstrakcyjną „wspólnotą międzynarodową”, nie z ideologiczną wizją Europy, lecz z realnym gwarantem bezpieczeństwa. To właśnie ta logika stoi za konsekwentnym budowaniem relacji transatlantyckich, które dziś – w nowej, brutalnie realistycznej rzeczywistości – są jedyną trwałą polisą bezpieczeństwa.
Pokój? Raczej pauza niż finał
Deklaracje o bliskim zakończeniu wojny brzmią dobrze w medialnych nagłówkach, ale fakty pozostają nieubłagane. Ukraina nie chce uznać przegranej, Rosja nie chce kończyć konfliktu, Europa nie ma siły narzucić rozwiązania, a Stany Zjednoczone patrzą na całość przez pryzmat globalnej rywalizacji.
Nie da się Ukrainie pomagać w czasie wojny, ani odbudowywać ją po wojnie, bez polskiej infrastruktury. Premier Tusk nie akcentuje tego argumentu, ponieważ nie jest on zgodny z interesem jego protektorów z Niemiec, ale to jest kwestia racji stanu.
Jeśli więc dojdzie do porozumienia, będzie ono raczej zawieszeniem broni i polityczną pauzą, a nie trwałym pokojem. W tym świecie nie wygrywa ten, kto najgłośniej mówi o wartościach, lecz ten, kto siedzi przy stole i ma realne karty w ręku.
I właśnie dlatego obecność Polski w kluczowych rozmowach, poprzez prezydenta Nawrockiego i silne relacje z Waszyngtonem, może okazać się jednym z ważniejszych elementów naszej pozycji w nadchodzących latach. Nie da się Ukrainie pomagać w czasie wojny, ani odbudowywać ją po wojnie, bez polskiej infrastruktury. Premier Tusk nie akcentuje tego argumentu, ponieważ nie jest on zgodny z interesem jego protektorów z Niemiec, ale to jest kwestia racji stanu.

