W swoim najnowszym felietonie dla Innej Polityki Ryszard Czarnecki przygląda się nadchodzącym wyborom na Węgrzech i ich możliwym konsekwencjom dla Polski. Analizuje rekordowo długie rządy FIDESZ-u, porównuje polityczne staże europejskich liderów i wskazuje, dlaczego wynik elekcji nad Dunajem może mieć znaczenie także dla układu sił nad Wisłą.
Dzisiaj słów parę o zbliżającej się… elekcji. Spokojnie, proszę nie regulować odbiorników – nie chodzi o pójście do urn w Rzeczypospolitej. W Polsce szczęśliwie w tym roku nie ma żadnych wyborów. Nie oznacza to jednak, że nie ma kampanii. Wręcz przeciwnie – trwa ona tak naprawdę bez przerwy, co zresztą „słychać, widać i czuć”. Zgodnie ze starym amerykańskim powiedzeniem politycznym, że „tak naprawdę kampania rozpoczyna się następnego dnia po wyborach”.
Ten błogosławiony czas bez elekcji potrwa w ojczyźnie naszej dwa lata i kwartał: od czerwca 2025 roku do jesieni 2027.
Inni tego szczęścia nie mają. W tym roku wybory odbędą się w wielu krajach, ale kilka z nich jest szczególnie interesujących z punktu widzenia Polski.
Zacznę od tych najbliższych – i chronologicznie, i geograficznie. Za dwa miesiące i kilka dni odbędą się wybory u naszych „bratanków”, czyli na Węgrzech. Partia Viktora Orbána – FIDESZ – rządzi po raz piąty, przy czym czwarty z rzędu. Oznacza to szesnaście lat u władzy, a więc blisko rekordu brytyjskich konserwatystów. Torysi rządzili Zjednoczonym Królestwem przez osiemnaście lat bez przerwy, w latach 1979–1997. Tyle że mieli w tym czasie nie jednego premiera, jak Madziarzy, lecz dwoje: Margaret Thatcher – najdłużej urzędującą premier w Wielkiej Brytanii w XX wieku (11 lat) i pierwszą kobietę na tym stanowisku – oraz Johna Majora.
Węgierski szef rządu Orbán wyrównał już XXI-wieczny rekord Niemki Angeli Merkel, która rządziła cztery pełne kadencje (2005–2021), a także XX-wieczny niemiecki rekord Helmuta Kohla (1982–1998).
Mój znajomy węgierski dziennikarz, nestor zawodu, który wykonywał swą profesję za komunistów, za socjalistów i za FIDESZ-u, twierdzi, że nad Dunajem partia, która wygra, będzie miała przewagę zaledwie kilku mandatów – niezależnie od tego, czy będzie to rządząca prawica, czy opozycyjne centrum.
Ciekawe jest jednak to, że – jak słyszę – ani obecny premier, ani lider opozycji po tych wyborach… nie zamierzają pełnić funkcji szefa rządu. Brzmi to sensacyjnie, lecz takiego scenariusza nie można wykluczyć. Jeżeli wygra TISZA Pétera Magyara, premierem w Budapeszcie ma zostać obecny europoseł Zoltán Tarr – skądinąd nie tylko (od niedawna) polityk, ale od dawna także protestancki duchowny. Pastor premierem „nad pięknym i modrym Dunajem”? Tak ćwierkają wróbelki w Budzie, a także w Peszcie.
Jeśli jednak Orbán się wybroni, będzie to dobra wiadomość dla prawicy w Polsce. Gdyby przegrał, ucieszy się obecna koalicja rządowa. Mimo że Platforma Obywatelska i PSL przez 18 lat (!) zasiadały razem z FIDESZ-em w tej samej grupie w Parlamencie Europejskim – o czym obie te partie za wszelką cenę nie chcą dziś pamiętać…
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

