Protesty rolników, gaz łzawiący pod Parlamentem Europejskim i sensacyjna decyzja europosłów w sprawie umowy UE-MERCOSUR. Ryszard Czarnecki relacjonuje „hardcorowy” tydzień w Strasburgu i pokazuje, jak unijny establishment zderzył się z rzeczywistością – na ulicy i na sali plenarnej.
o był mocny, a nawet „hardcorowy” tydzień na europejskiej scenie politycznej. I tak oto pierwsza sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu przeszła do historii nie tylko z powodu tego, co działo się przed siedzibą PE, ale także za sprawą sensacyjnej decyzji deputowanych, którzy – ku osłupieniu unijnego establishmentu z Ursulą Gertrud von der Leyen na czele – pokazali umowie z MERCOSUR „gest Kozakiewicza”.
Przed jedną z trzech „kwater głównych” europarlamentu posłowie płakali, ale nie ze śmiechu ani z żalu nad kondycją Unii Europejskiej, lecz przez gaz łzawiący użyty przez policję wobec protestujących rolników z całej Europy. A farmerów było naprawdę sporo. Będąc na tej manifestacji, a nawet oglądając ją z przyczepy, która służyła politykom i działaczom związkowym przemawiającym do rolników, widziałem flagi francuskie, polskie, włoskie, niemieckie, bułgarskie, ale też przedstawicieli Rumunii czy Irlandii.
Demonstracja była pokojowa, ale do czasu. Na policjantów poleciały petardy, a ci odpowiedzieli gazem. Chyba także pieprzowym, bo przypadkowi przechodnie, pracownicy Parlamentu Europejskiego kursujący między jednym a drugim gmachem, z powodu gazu rzewnie płakali, ale też strasznie kasłali.
Determinacja protestujących jednak się opłaciła. Następnego dnia, choć mało kto na to liczył, europarlament przegłosował, większością zaledwie dziesięciu głosów, skierowanie umowy między Unią Europejską a MERCOSUR-em do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). To komplikuje, ale też znacząco opóźnia przyjęcie tego unijno-latynoamerykańskiego „dealu”. Jest on bardzo niekorzystny dla rolników, w tym także z Polski, ale za to bardzo korzystny choćby dla niemieckich eksporterów.
Nie była to jednak jedyna sprawa w agendzie Parlamentu Europejskiego. Poza kolejnym „bla, bla” o tworzeniu miejsc pracy (skądinąd raport na ten temat przedstawiła… Rosjanka reprezentująca Estonię) oraz „euro-speakiem” o „innowacyjnych przedsiębiorstwach” czy też „promowaniu stabilności finansowej w kontekście niepewności gospodarczej” (sprawozdanie byłego ministra finansów Belgii), debatowano również o „pomocy humanitarnej w dobie polikryzysu”.
Omówiono także rozpoczętą w styczniu półroczną prezydencję Cypru w Unii Europejskiej. Dla osób stroniących od polityki dodam, że Parlament Europejski pochylił się również nad deep fake’ami generowanymi za pomocą sztucznej inteligencji, a także nad „zwalczaniem wykorzystywania seksualnego w mediach społecznościowych”.
Warto odnotować, że podczas uroczystego posiedzenia Parlamentu Europejskiego przemawiali król Hiszpanii Filip VI oraz Marcelo Rebelo de Sousa – prezydent Portugalii. Wszystko to z okazji czterdziestej rocznicy akcesji obu tych krajów do Unii Europejskiej. Jako historyk integracji europejskiej dodam, że oba państwa Półwyspu Iberyjskiego weszły do UE na znacznie lepszych warunkach niż dziewiętnaście lat później Polska. A już po wejściu do Unii Madryt wielokrotnie walił pięścią w negocjacyjny stół w sprawie podziału środków unijnych, podczas gdy Warszawa wolała siedzieć cicho.
Oczywiście poza latami 2015–2023…
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki – były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, publicysta, komentator spraw międzynarodowych. Jeden z najbardziej doświadczonych polskich europosłów, związany z prawicą i aktywny obserwator sceny geopolitycznej.

