Jeszcze kilka miesięcy temu wielu analityków traktowało wzrost Konfederacji Korony Polskiej jako chwilowy wyskok, polityczny „szum” napędzany radykalnym elektoratem. Dziś wątpliwości jest coraz mniej: Grzegorz Braun nie tylko się nie zatrzymał, ale wszedł w fazę trwałego wzrostu. Co więcej, zmieniło się źródło tego paliwa. O ile na początku Braun karmił się głównie elektoratem Prawa i Sprawiedliwości, o tyle dziś coraz wyraźniej „zjada” Konfederację Mentzena i Bosaka.
Z zaplecza Prawa i Sprawiedliwości niemal codziennie dochodzą sygnały o sporach, napięciach i rywalizacjach frakcyjnych. To nie są już plotki z kuluarów, ale trwały stan: partia, która przez lata opierała się na dyscyplinie i centralnym zarządzaniu, zaczyna tracić spójność. Dla części wyborców PiS to sygnał chaosu, dla innych – dowód zużycia formuły. I choć PiS w ostatnich badaniach odbija się sondażowo, to równolegle wypycha najbardziej radykalny elektorat poza własne szeregi. Beneficjentem tego procesu jest Braun.
Braun: od PiS do Konfederacji
Co istotne, rezerwuar wyborców PiS nie jest nieskończony. Braun nadal z niego korzysta, ale coraz wyraźniej widać, że głównym źródłem jego wzrostu staje się dziś Konfederacja. I nie jest to przypadek. Formacja Mentzena i Bosaka od miesięcy wysyła sprzeczne sygnały. Krzysztof Bosak gra rolę ideowego narodowca, odwołującego się do tożsamości i tradycji, a Sławomir Mentzen puszcza oko do elektoratu liberalnego, krytykuje PiS, flirtuje z narracjami bliskimi Platformie Obywatelskiej.
Ta niejednoznaczność, zamiast poszerzać elektorat, zaczęła go rozszczelniać. Wyborcy radykalni, antysystemowi i jednoznacznie antyestablishmentowi coraz częściej wybierają Brauna, a więc polityka, który nie próbuje godzić sprzeczności, lecz idzie frontalnie, nawet za cenę politycznej izolacji.
Sondaże nie kłamią
Najnowszy sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej pokazuje, że gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, do Sejmu weszłyby tylko cztery ugrupowania: Koalicja Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja Korony Polskiej oraz Konfederacja. W porównaniu do badania z końca listopada KO straciła 2,71 pkt proc., PiS zyskał 3,05 pkt proc., partia Brauna zyskała 2,26 pkt proc., a Konfederacja straciła aż 3,27 pkt proc.
Jeszcze mocniej wybrzmiewają dane ze sondażu dla Stan 360: KO – 35,3 proc., PiS – 31,2 proc., a za nimi sensacja – Braun wyprzedzający Konfederację.
Wielka niewiadoma Korony
Paradoks polega na tym, że sukces Brauna nie idzie w parze z klarowną ofertą personalną. Wręcz przeciwnie, wraz ze wzrostem poparcia wokół jego partii zaczęli krążyć ludzie wcześniej marginalizowani, uśpieni, czekający na polityczną szansę. Gdyby dziś odbyły się wybory i Braun wprowadził do Sejmu kilkadziesiąt osób, byłby to klub bardziej przypominający dawną „Samoobronę” Andrzeja Leppera, niż dzisiejszą Konfederację: wielu polityków nieznanych, a część – budzących poważne wątpliwości.
Braun rośnie, bo system się kruszy. PiS traci monopol na radykalny elektorat, Konfederacja gubi tożsamość, a wyborcy szukają jednoznaczności. Pytanie nie brzmi już, czy Braun będzie rósł, bo to się właśnie dzieje. Pytanie brzmi, jak długo i jakim kosztem. Bo im większy sukces sondażowy, tym bardziej widoczna staje się słabość organizacyjna, kadrowa i programowa tej formacji. A to może być jej największe ograniczenie w kolejnej fazie politycznej gry.
Nie zmienia to faktu, że wzrost poparcia dla Konfederacji Korony Polskiej jest przede wszystkim konsekwencją słabości całej polskiej polityki. Coraz większa grupa wyborców jest gotowa zagłosować na kogokolwiek, kto realnie mógłby choć zachwiać obecnym układem sił. Wcześniej testowano już „cywilizowane” alternatywy – Nowoczesną, Polskę 2050 i podobne projekty, które miały być świeżym otwarciem, a okazały się politycznym rozczarowaniem.
Dziś wyborcy coraz częściej są skłonni postawić na kogoś mniej przewidywalnego, ale za to postrzeganego jako bardziej konsekwentny i zdolny do dotrzymania deklaracji, nawet jeśli ceną jest polityczna kontrowersja. To nie powinno dziwić, ponieważ G. Braunowi kibicują dziś po cichu nie tylko wyborcy prawicowi i nie tylko ludzie skrajni. Także ci, którzy chcą zmian i nie wyobrażają sobie, aby mogły one nastąpić bez kogoś tak radykalnego jak lider KKP.

