Noworoczne orędzie Donalda Tuska było pokazem politycznej fantazji, a nie rzetelnego bilansu. Premier opowiadał o Polsce, która „rozwija skrzydła”, o gospodarce „ruszającej z kopyta” i o końcu drożyzny. Problem polega na tym, że to wszystko brzmi jak opis kraju, w którym Polacy po prostu nie mieszkają.
To nie było wystąpienie szefa rządu, który rozlicza się z faktów. To było przemówienie lidera politycznego, który próbuje przykryć chaos, stagnację i rosnące napięcia grubą warstwą marketingowych sloganów.
„Skończyła się wiarygodność rządu, a nie drożyzna
Twierdzenie, że „skończyła się drożyzna”, to albo skrajna niekompetencja, albo świadome wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Ceny nie spadły, zmienił się tylko prezes Głównego Urzędu Statystycznego oraz tzw. koszyk inflacyjny. Polacy nadal płacą więcej za żywność, energię, usługi i mieszkania niż przed kryzysem inflacyjnym. Realne dochody w wielu grupach wciąż są niższe niż kilka lat temu.
Rząd nie pokonał drożyzny. Rząd przyzwyczaił obywateli do drożyzny i teraz sprzedaje to jako sukces.
„Wzrost ruszył z kopyta” – tylko w przemówieniu
Premier mówi o przełomie gospodarczym, ale nie podaje żadnych konkretów, bo ich po prostu nie ma. Inwestycje prywatne stoją w miejscu, przedsiębiorcy boją się niestabilnego prawa, a państwo nie ma spójnej strategii rozwoju. Wzrost, którym chwali się rząd, to w dużej mierze efekt statystyczny i konsumpcja podtrzymywana zadłużeniem.
To nie jest boom. To jest dryf, który władza próbuje sprzedać jako sprint.
Europa jako alibi
Tusk chwali się „naprawą relacji z Europą” i „odzyskaniem miliardów”. Tyle że te miliardy nie spadają z nieba. Są obciążone warunkami, długiem i dalszym podporządkowaniem Polski unijnym instytucjom. O tym w orędziu nie było ani słowa.
Premier mówi o sukcesach międzynarodowych, ale milczy o tym, że Polska coraz częściej przestaje być podmiotem, a staje się wykonawcą cudzych decyzji. Wystąpienie miało budować dumę, a w rzeczywistości przykrywa postępującą utratę samodzielności.
Armia, Bałtyk, repolonizacja – słowa bez pokrycia
Zapowiedzi „najsilniejszej armii w Europie”, „zdobywania Bałtyku” i „repolonizacji przemysłu” brzmią efektownie, ale są kompletnie puste. Rząd nie przedstawił żadnego realnego planu, który wzmacniałby polski przemysł obronny. Wręcz przeciwnie, Polska coraz głębiej wchodzi w unijne projekty, które premiują największe państwa i ich koncerny.
Hasła o „local content” to dziś czysta retoryka. Bez ustaw, bez mechanizmów, bez odwagi do konfliktu z Brukselą, to tylko dekoracja pod wystąpienia.
Rok 2026 – kolejne „przyspieszenie”, które już znamy
Zapowiedź, że 2026 rok będzie „rokiem polskiego przyspieszenia”, brzmi jak echo wszystkich niespełnionych obietnic ostatnich dekad. Przyspieszenie bez paliwa, bez planu i bez uczciwej diagnozy kończy się zawsze tak samo: rozczarowaniem.
Tusk nie powiedział Polakom prawdy o stanie państwa. Nie przyznał się do błędów. Nie wskazał realnych zagrożeń. Zamiast tego zaproponował narrację sukcesu, która ma utrzymać emocjonalną lojalność elektoratu.
Polska nie potrzebuje bajkopisarza
Polacy nie potrzebują dziś premiera-opowiadacza. Potrzebują lidera, który potrafi powiedzieć: „jest trudno, popełniliśmy błędy, to są koszty i to jest plan”. Tymczasem dostali wystąpienie, które bardziej pasuje do konwencji kampanii wyborczej, niż do odpowiedzialnego sprawowania władzy. To nie był obraz Polski rozwijającej skrzydła. To był pokaz politycznej iluzji. A iluzje w polityce zawsze kończą się tym samym: zderzeniem z rzeczywistością, które boli najbardziej tych, którzy w nie uwierzyli.
Tomasz Marzec

