W tekście opublikowanym w portalu Brussels Signal dr Marcin Romanowski stawia tezę jednoznaczną: projekt tzw. formatu E6 nie jest technicznym usprawnieniem Unii Europejskiej, lecz elementem szerszej strategii geopolitycznej, której celem jest przesunięcie środka ciężkości Europy – z osi transatlantyckiej na oś Berlin–Paryż.
E6, czyli nieformalny format sześciu największych gospodarek UE (Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Holandia i Polska), i według jego zwolenników, ma przyspieszać decyzje gospodarcze w sytuacji impasu na poziomie UE-27. Romanowski interpretuje to jednak inaczej, jako próbę „pozatraktatowej zmiany strukturalnej”, która w praktyce przenosi realne decyzje do wąskiego kręgu państw zdominowanych przez Niemcy i Francję. Z perspektywy polskiej, projekt ten nie jest awansem, lecz pułapką.
Nie „efektywność”, lecz centralizacja
Autor podkreśla, że E6 oznaczałby de facto powstanie „wewnętrznego kręgu”, w którym ustalane byłyby kluczowe polityki – energetyczna, przemysłowa, finansowa czy obronna, a następnie przedstawiane pozostałym państwom UE jako punkt wyjścia do negocjacji.
To zmiana jakościowa. W obecnym systemie traktatowym Polska, przy sprzyjających warunkach politycznych, może budować koalicje i korzystać z prawa weta. W formule E6 pole manewru znacząco by się zawęziło. Romanowski ostrzega, że byłby to kolejny krok w kierunku Europy dwóch prędkości, w której mniejsze i średnie państwa tracą realny wpływ na strategiczne decyzje.
Z perspektywy Polski projekt ten fragmentuje Europę Środkową jako prawdziwego aktora politycznego i, wciągając Polskę do „rdzeniowej integracji” UE, neutralizuje jej rolę jako bastionu wolności, normalności i partnerstwa transatlantyckiego
– pisze w swoim artykule Romanowski.
W tej narracji Polska nie jest partnerem, lecz przeszkodą. Autor przypomina, że w czasie ośmiu lat rządów konserwatywnych, Warszawa – często wspólnie z Węgrami – potrafiła blokować rozwiązania uznawane przez prawicę za ideologiczne, m.in. w obszarze prawa rodzinnego. Wykorzystanie weta lub groźba jego użycia było skutecznym instrumentem negocjacyjnym. W ramach E6 taki mechanizm miałby zostać ograniczony. Decyzje zapadałyby w „rdzeniu”, a następnie byłyby politycznie trudne do podważenia na forum całej UE.
To oznacza jedno: wciągnięcie Polski do środka po to, by pozbawić ją zdolności blokowania kierunku integracji.
Stawka geopolityczna: relacje z USA
Najostrzejsza część argumentacji dotyczy wymiaru transatlantyckiego. Poseł Romanowski stawia tezę, że E6 wpisuje się w długofalową strategię budowy „europejskiej autonomii strategicznej”, szczególnie promowanej przez Paryż, a akceptowanej przez Berlin. W jego ocenie oznaczałoby to osłabienie roli NATO i marginalizację Stanów Zjednoczonych w europejskiej architekturze bezpieczeństwa.
Z tej perspektywy Polska, posiadająca dziś największą armię lądową w Europie i wydatki obronne sięgające niemal 5 proc. PKB, jest kluczowym filarem amerykańskiej obecności wojskowej na wschodniej flance. Przeniesienie centrum decyzyjnego do E6 miałoby ułatwić Niemcom neutralizację tej roli. Autor idzie dalej: w krótkim terminie oznaczałoby to osłabienie transatlantyckiego filaru bezpieczeństwa Polski, w długim – wypchnięcie USA z Europy i powrót do „koncertu mocarstw”, w którym państwa regionu znów znalazłyby się między Berlinem a Moskwą.
Krytyka rządu Tuska: testowanie granic
Istotnym elementem tekstu jest krytyka obecnego rządu Donalda Tuska. Romanowski zarzuca mu „systematyczną politykę wzmacniania nastrojów antyamerykańskich” oraz osłabianie strategicznej relacji z Waszyngtonem.
Trwa szeroko zakrojona operacja dezinformacyjna, mająca na celu odwrócenie Polaków od Ameryki i prezydenta Donalda Trumpa, przekształcając tradycyjnie proamerykańskie sympatie Polski, by dopasowały się do agendy narzuconego przez Brukselę, kolaboracyjnego rządu w Warszawie
– pisze poseł Romanowski.
W jego ocenie Polska stała się „laboratorium liberalnego bezprawia”, w którym testowane są mechanizmy, które w przyszłości mogłyby zostać użyte wobec innych państw sprzeciwiających się centralizacji UE.
Koszty gospodarcze i konstytucyjne
Autor wskazuje również na wymiar ekonomiczny. W jego ocenie włączenie Polski do „rdzenia” oznaczałoby presję na głębszą integrację fiskalną, unię rynków kapitałowych oraz – w perspektywie – przyjęcie euro. Byłoby to rozwiązanie korzystne przede wszystkim dla największych gospodarek, a ograniczające elastyczność państw takich jak Polska.
Wciągnięcie Polski do „rdzenia” UE oznaczałoby presję na głębszą integrację fiskalną, unią rynków kapitałowych i ostatecznie członkostwo w strefie euro na warunkach korzystnych przede wszystkim dla największych gospodarek. Włochy i Hiszpania już zapłaciły wysoką cenę za ten model, podobnie jak mniejsze państwa, takie jak Słowacja i Litwa
– skonstatował w swoim tekście polityk PiS.
Dodatkowo E6 miałoby współgrać z tendencją do rozszerzania głosowania większościowego kosztem jednomyślności, co oznaczałoby trwałe osłabienie możliwości blokowania niekorzystnych decyzji.
Europa Środkowa jako „drugie płuco” czy peryferia?
Romanowski odwołuje się do idei Europy Środkowej jako równorzędnego „drugiego płuca” kontynentu. Włączenie Polski do E6 osłabiłoby relacje z Grupą Wyszehradzką, państwami bałtyckimi i partnerami wschodnimi, redukując zdolność regionu do wspólnego działania. W konsekwencji w Europie Środkowej powstałaby próżnia, z której mogłyby skorzystać Rosja i Chiny.
Jednocześnie format ten wpisuje się w szerszy program osłabienia praw weta i rozszerzenia głosowania większościowego, ograniczając zdolność Polski i innych mniejszych państw członkowskich do blokowania niekorzystnych decyzji i realizacji własnych priorytetów politycznych
– napisał były wiceminister sprawiedliwości.
To wizja, w której wybór formatu E6 nie jest techniczną korektą mechanizmów UE, lecz decyzją o kierunku cywilizacyjnym i geopolitycznym. Z perspektywy Polski odpowiedzią powinno być dalsze wzmacnianie relacji transatlantyckich, ponieważ bez silnej obecności Stanów Zjednoczonych i bez realnej suwerenności państw narodowych Europa Środkowa ponownie stanie się przedmiotem gry silniejszych.
E6, to marchewka dla Tuska i krok w stronę centralizacji oraz autonomii strategicznej od USA. Dla zwolenników takiej wizji to postęp, choć nie zauważają tego, że odbyłby się kosztem suwerenności, niepodległości i bezpieczeństwa Polski. Dla jej krytyków, w tym posła Romanowskiego, to ryzykowna droga, której skutki mogą wykraczać daleko poza kwestie proceduralne w Brukseli, ponieważ chodzi o dominację Niemiec.
Tomasz Marzec
Całość artykułu na portalu www.brusselssignal.eu
Germany must crush Central Europe first if it wants to push US out of Europe – Brussels Signal

