Polska polityka za dwa lata może, przynajmniej pod jednym względem, zacząć przypominać scenę amerykańską. Tam wyobraźnię wyborców od lat napędzają polityczni weterani: Donald Trump, Joe Biden, Bernie Sanders, Hilary Clinton. Ludzie w podeszłym wieku, obciążeni biografiami, błędami i kontrowersjami, ale jednocześnie postrzegani jako „prawdziwi”, ukształtowani przez doświadczenie, a nie przez focusy i szkolenia medialne. Paradoksalnie to właśnie staruszkowie nadają ton polityce, która miała należeć do młodych.
W Polsce ten proces również zaczyna być widoczny. Młodzi politycy świetnie wypadają w studiach telewizyjnych, mówią językiem social mediów i są idealnie „opakowani”. Problem w tym, że młodsze pokolenie wyborców, wyposażone w wyjątkowo czułe „detektory ściemy”, coraz szybciej wyczuwa, że za tą fasadą często nie stoi nic poza dobrym uniwersytetem, agencją PR i zapleczem marketingowym. Autentyczność znów zaczyna wygrywać z wizerunkiem.
Senyszyn wraca do gry
Na tym tle powrót Joanny Senyszyn do samodzielnej gry politycznej nie jest jedynie ciekawostką, ale symptomem szerszego zjawiska. Była posłanka i była kandydatka na prezydenta zarejestrowała nowe ugrupowanie i zapowiedziała walkę o start w wyborach parlamentarnych. Partia nosi nazwę Nowa Fala Profesor Senyszyn i została formalnie zarejestrowana 9 grudnia.
Senyszyn to weteranka polskiej polityki w pełnym tego słowa znaczeniu. Barwna, kontrowersyjna, wyrazista. Od lat wzbudza emocje -także wśród ludzi, którzy na co dzień polityką się nie interesują. Jej styl, ironia i charakterystyczne poczucie humoru sprawiają, że bywa odbierana jako postać „spoza systemu”, mimo że w systemie funkcjonowała przez dekady. Oryginalność, nawet jeśli drażni, bywa dziś cenniejsza niż poprawność.
Lewica podzielona, Senyszyn może uszczknąć
Nie ma większych złudzeń. Nowa Fala Profesor Senyszyn raczej nie zawalczy o dwucyfrowy wynik. Ale może odegrać inną rolę i odebrać część elektoratu lewicy, która i tak jest dziś rozdrobniona, słaba i często balansuje na granicy progu wyborczego. W tym sensie projekt Senyszyn jest dla lewicy bardziej problemem niż nadzieją.
Szczególnie istotny jest jednak aspekt emocjonalny. Wśród wyborców lewicowych, zwłaszcza wśród kobiet, Senyszyn wciąż potrafi wywołać sympatię swoją naturalnością, bezpośredniością i brakiem udawania kogoś, kim nie jest. W epoce wygładzonych polityków typu Magdalena Biejat etc. to cecha deficytowa.
W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Senyszyn zapowiedziała, że jej ugrupowanie będzie wyróżniało się absolutnie demokratycznym podejściem do układania list wyborczych. Spośród ponad tysiąca miejsc do Sejmu i Senatu tylko 20 chce zachować do własnej dyspozycji, resztę oddając w ręce struktur partyjnych w okręgach. To brzmi jak wyraźny sygnał sprzeciwu wobec centralnego sterowania, które zdominowało polską politykę.
Nowa partia ma już pierwszych członków. Wśród nich znaleźli się m.in. byli posłowie SLD, których trudno zaliczyć do … nowej fali w polityce: były europoseł Marek Balt i skompromitowany bohater „afery Rywina” Robert Kwiatkowski. To pokazuje, że projekt Senyszyn przyciąga polityków z doświadczeniem, a nie wyłącznie nowych entuzjastów.
Program poza modą
Programowo Nowa Fala Profesor Senyszyn ma koncentrować się na sprawach społecznych i gospodarczych, które zdaniem liderki, wypadły z pola widzenia współczesnej lewicy. Mowa m.in. o biedzie, w której żyje około 17 milionów Polaków, oraz o systemowo niewydolnej służbie zdrowia. Oczywiście nie zabraknie także postulatów świeckiego państwa – znaku firmowego Senyszyn od lat.
Historia Joanny Senyszyn pokazuje, że w polityce wiek może znów stać się atutem, a nie obciążeniem. W czasach zmęczenia pustosłowiem, medialną papką i polityką udającą marketing, wyborcy coraz częściej wolą kogoś, kto mówi „po swojemu”, nawet jeśli mówi za dużo i zbyt ostro. Tak jak w USA, również w Polsce starzy politycy mogą jeszcze raz narzucić tempo i to nie dzięki młodości, lecz dzięki autentyczności.
Tomasz Marzec

