Ktoś musi zacząć o tym mówić. Polska armia jest w rozsypce. Całkowitej. Mamy stary, od dawna niemodernizowany sprzęt, słabo wyszkolonych w większości żołnierzy i realnie nasze zdolności obronne, na przykład przed ewentualną agresją zewnętrzną, są iluzoryczne. Jesteśmy bezbronni. 36-48 godzin i Warszawa byłaby zajęta. Taka jest brutalna prawda – mówi w rozmowie z naszym portalem wysoki rangą oficer Wojska Polskiego.

Są generałowie, którzy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Próbowali o tym informować prezydenta. I prezydent w mojej opinii zna sytuację, ale na zewnątrz tak jak i cały obóż PiS odstawia teatrzyk dla wyborców – twierdzi nasz rozmówca.

W jego opinii działalność Antoniego Macierewicza przyniosła nie tylko zahamowanie procesu modernizacji armii, co widać po sprawie śmigłowców, ale także wyglądające na celowe rozbijanie potencjału najlepszych polskich jednostek. Jako przykład podaje całkowicie bezsensowne rozbicie polskiego zgrupowania pancernego w Żaganiu.

Ogromne pieniądze pochłonęły projekty propagandowe. Wojska Obrony Terytorialnej to w wypadku konfliktu byłaby całkowita kompromitacja.  W mojej ocenie to są absolutnie nieprzygotowane do działań oddziały o charakterze paramilitarnym a nie wojskowym  – przekonuje nasz rozmówca i dodaje, że jeśli natychmiast nie podejmie się stanowczych działań, to będzie tylko gorzej. A gorzej będzie też dlatego, że w budżecie MON nie ma pieniędzy ani na sprzęt ani na modernizację. Taka jest prawda o polskiej armii.

Słowa naszego rozmówcy potwierdza w pewnym sensie dzisiejszy wpis na Twitterze generała Mirosława Różańskiego:


Zatem w przypadku agresji pozostaje modlitwa i wysłanie w bój pułku kapelanów wojskowych.