Tylko 1 proc. uczestników sondażu SW Research dla rp.pl. za najlepszego prezydenta od 1989 r. uznało generała Wojciecha Jaruzelskiego. Pierwszy, z duża przewaga jest Kwaśniewski. Potem nikt; 25 proc respondentów nie umiało się zdecydować, kogo wybrać. 

Wyniki jak wyniki, łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Zaciekawia jednak pozycja numer „dwa”. Aż tak wielu z nas nie potrafi powiedzieć kogo ceni najbardziej z lokatorów pałaców prezydenckich po 1989 r.

Jaruzelski nigdy nie zabiegał o popularność. Nie przenosił siedziby prezydenta ze skromnego Belwederu do odremontowywanego za setki milionów złotych pałacu na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, historycznie zwanego Namiestnikowskim.

Generał stał na czele ludzi zmieniających realnie ustrój w Polsce. Uważał, że jest to absolutnie konieczne, aby nasz kraj mógł rozwijać się, utrzymać i wzmacniać pozycję międzynarodową. Nie była pytania „czy”?; były „kiedy”? i „jak?”. Potwierdzały to wywiadowcze prognozy zmian geopolitycznych w dłuższej perspektywie czasu.

W latach 1980 i 1981 r. Jaruzelski szczegółowo rozpatrywał supertajny dokument opracowany przez analityków polskiego wywiadu cywilnego. Jego główny wniosek brzmiał: realny socjalizm w Polsce upadnie oraz kreślił trzy scenariusze rozwoju wydarzeń. Jedna z tych prognoz przeznaczona dla wybranej grupy członków kierownictwa partyjno-rządowego znajduje się w archiwum IPN. Podobne strategiczne i szczegółowe opracowania – jedynie dla Generała – przygotowywał wywiad wojskowy przez całe lata 80

Za czasów Generała powstała rewolucyjna ustawa gospodarcza – ustawa Wilczka – dająca podstawę prawną radykalnego zwrotu w polityce gospodarczej. Do dziś dnia jest niedoścignionym wzorem wolności gospodarczej. Za rządów solidarnościowych była systematycznie psuta nowelizacjami.

Nie wspomnę o „okrągłym stole” i np. groźbie złożenia natychmiastowej dymisji, z jaką Jaruzelski i współpracujący z nim generałowie Kiszczak, Siwicki oraz m.in. Rakowski i Czyrek wystąpili na plenum Komitetu Centralnego. Złamali tym opór sporej części tego najwyższego forum partyjnego przed rozpoczęciem „okrągłego stołu”.

Jaruzelski odegrał wielką rolę w zagwarantowaniu nienaruszalności polskiej granicy zachodniej przed i w czasie zjednoczenia Niemiec. To pochłaniało go najbardziej. „To mój obowiązek – mówił – żadne pokolenie nie wybaczy zmarnowania tego, co życiem i krwią wywalczyło tak wielu naszych żołnierzy”.

Utrzymywał w tej sprawie kontakty z Bushem „starszym”, z którym nawiązał dobre relacje w czasie wizyty prezydenta USA po 4 czerwca 1989 i przed objęciem funkcji pierwszego prezydenta po przełomie 1989 r. Jako weteranów II wojny światowej łączył ich wzajemny szacunek oraz wiele poglądów np. na tempo przemian ustrojowych w Polsce, oraz sytuację międzynarodową, w tym szczególnie zjednoczenie Niemiec.

Z Gorbaczowem Generał był w przyjaźni od pierwszych miesięcy „pierestrojki”. Dla wielu będzie zaskoczeniem, że dobrze rozumiał się z Margaret Thatcher, zwłaszcza w czasie wizyty w pałacu Chequers Court w hrabstwie Buckingham, od 1921 roku oficjalnej wiejskiej rezydencji premierów Zjednoczonego Królestwa.„Żelazna dama” bez ogródek wyrażała swoje obawy np.o skutki zjednoczenia Niemiec dla Europy oraz zachęcała Jaruzelskiego do zajęcia podobnego stanowiska w jego rozmowach z Gorbaczowem. Dobrze układały się relacje Jaruzelskiego z Mitterrandem – ówczesnym prezydentem Francji. Pierwszy prezydent RP ściśle i owocnie współpracował w tym czasie z premierem – Mazowiecki, papieżem Janem Pawłem II i prymasem Glempem, aż do jego ciężkiej choroby.

Ten okres, co tu dużo mówić, ostrej walki dyplomatycznej o zagwarantowanie nienaruszalności polskiej obecności na ziemiach zachodnich i północnych jest wielką, białą kartą w naszej najnowszej historii. Milczenie na ten temat ma pomóc zanegować rolę Jaruzelskiego w tej skomplikowanej międzynarodowej grze politycznej, która toczyła się na przełomie lat 80 i 90 o kształt nowej Europy i świata.

Nie dziwię się, że tak mało respondentów sondażu wskazało na Jaruzelskiego. I tak jest ich sporo, biorąc pod uwagę 30 lat kampanii przeciwko Jaruzelskiemu, ciągania po sądach, odsądzania go od czci i wiary. Przyjdzie czas, kiedy koniunkturalne, niesprawiedliwe oceny Jaruzelskiego zostaną uznane tak, jak na to zasługują: za wierutny fałsz, zniewagę i efekt nikczemnych manipulacji historycznych. Oby dotrwały do tego czasu dokumenty, znajdujące się pod czujną opieką „zmieniaczy” polskich dziejów, nie tylko zresztą najnowszych.