Wczorajsze wydarzenia w Strefie Gazy postawiły cały region na granicy nowej wojny. Decyzje amerykańskiego prezydenta o zerwaniu porozumienia nuklearnego z Iranem oraz przeniesienie ambasady USA w Izraelu do Jerozolimy były decyzjami jednostronnymi. Europa nie mówi jeszcze tego wprost ale daje się odczuć, że politycy i dyplomaci w zaciszu gabinetów zastanawiają się, dlaczego Trump pcha świat do wojny. 

Szef francuskiego resortu spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian powiedział dzisiaj wprost, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest wybuchowa i „grozi wojną”. Uznał, że jednostronne decyzje USA doprowadziły do „nieusprawiedliwionej przemocy”.

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk nie krył, że kwestia wydarzeń w Strefie Gazy, porozumienie nuklearne z Iranem, a także spór handlowy Unii z USA będą jutro tematami spotkania unijnych przywódców w Sofii. Gołym okiem widać, że agenda europejskich polityków wypełniona jest problemami jakie stwarzają światu decyzje Trumpa. Ale być może jemu wojna na Bliskim Wschodzie, w obliczu wewnętrznych problemów z amerykańską opinią publiczną, jest potrzebna. Pytanie, czy potrzebna jest światu.