– Rydzyk, jaki on tam Rydzyk — mówią mieszkańcy Olkusza, którzy pamiętają szefa Radia Maryja z czasów, kiedy w krótkich spodniach kręcił się po podwórkach. Urodził się trzy lata po śmierci w niemieckim obozie koncentracyjnym Buchenwald człowieka, którego nazwisko teraz nosi.

– Z młodym Rydzykiem chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 1 w Olkuszu i mieszkałem na tej samej ulicy, w tym samym domu przy ul. Partyzantów 8 – wspomina jeden z jego dawnych sąsiadów i szkolnych kolegów. Jego biologicznym ojcem był Bronisław Kordaszewski, ps. »Bartek«, pospolity pijak, awanturnik, dość częsty „gość” wiezienia w Sosnowcu i w Mysłowicach. Zginął w czasie próby ucieczki z aresztu w Mysłowicach. Prawdopodobnie, wpadł pod pociąg. To było ok. 40 lat temu". Są też tacy, którzy twierdzą, że Bronisław był przyzwoitym człowiekiem. Ale to podobno legenda budowana po latach. 

– Tadeusz – dodaje – urodził się w 1945 roku, jako nieślubne dziecko Kordaszewskiego i pani Rydzykowej, wdowy po zamordowanym więźniu Buchenwaldu, która samotnie wychowywała trójkę dzieci z pierwszego małżeństwa. 

– Był raczej niezauważalny, uczył się przeciętnie — informuje dawny znajomy – nikomu z kolegów, rówieśników, mających teraz 72-73 lata, nic nie wiadomo, czy po szkole podstawowej chodził do jednej z olkuskich szkół średnich. Były cztery: Liceum Ogólnokształcące, Technikum Mechaniczne, Zasadnicza Szkoła Metalowa i Technikum Handlowe.

– Pod koniec lat 60 – tych – pamięta olkuszanin – Tadeusz Rydzyk pokazywał się w Olkuszu w białym habicie, podkasany sznurem, potem nikt go w mieście nie widział. W latach 90-tych i później bywał u świetej pamięci księdza Stanisława Gajewskiego, proboszcza parafii pod wezwaniem. Maksymiliana Kolbe na osiedlu Pakuska, nieopodal miejsca swojego urodzenia i zamieszkania w dzieciństwie. Kilka razy był też w bazylice mniejszej Świętego Andrzeja, gdzie przemawiał jako duchowny. 

Tyle wspomnień. Nie bylibyśmy skłonni zaglądać do życiorysu ks. Rydzyka (kto chce, niech nazywa go „ojcem”). Sprowokował nas do tego on sam – dzisiaj wpływowy, przyjmowany na salonach władzy, szef potężnego Radia Maryja. Na jego antenie bezwzględnie rozprawia się wieloma ludźmi, posługując się ich życiorysami, niekiedy skomplikowanymi, jak czasy, w których przyszło im żyć.

Warto więc wiedzieć, kim był ten, kto dzisiaj, tak chętniej i łatwo łaje, postępia i grozi piekielnym ogniem. Można — posługując się językiem Biblii — powiedzieć „rzuca kamieniem”, przekreśla dorobek milionów ludzi.

Ograniczyliśmy się tylko do faktów z jego lat dziecięcych, wczesnej młodości, nie dotykając niczego, co wiąże się z późniejszą działalnością zakonnika. Pamiętamy słowa z Ewangelii świętego Mateusza: „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”.