Na temat sympatii polityków Prawa i Sprawiedliwości do środowiska kibiców piłkarskich, a zasadzie jego fanatycznego skrzydła, powiedziano wiele. Na tyle dużo, że nawet to dotarło do umysłów nie przyzwyczajonych do refleksyjnego myślenia. Nie wiadomo jaką drogą przez zwoje mózgowe „kiboli” – bo o nich tu mowa – szły słowa patriotyzm, pamięć historyczna. Ale zrozumieli to po swojemu. Płonie stadion, płoną samochody…

Wczorajszy mecz Legii z Lechem w Poznaniu został zakończony przed czasem. Przyszłość narodu skupiona pod szyldem kibiców drużyny gospodarza dała o sobie znać. Najpierw race i petardy rzucone na boisko, później próba podpalenia stadionu, wreszcie interwencja policji. Można rzec ligi polskiej standard. Ukoronowaniem sportowego widowiska było podpalenie paru samochodów. Tak się bawi piłkarska elita!

Z zachowań „kiboli” w ostatnich latach przebija pewność. Pewność bezkarności. Rząd, część hierarchów Kościoła pozytywnie oceni środowisko, koncentrując się na oprawach historycznych meczy. Można pytać, co wspólnego Żołnierze Wyklęci mają z Pucharem Polski, ale wierzącemu w wolność słowa takie pytanie nie do końca pasuje…

Problem nie zasadza się na transparentach z Pileckim, czy „Inką”. Kłopot powstaje, gdy „kibole” dają upust emocjom idąc w awantury i piromanię. No, ale obecna władza widzi tylko oprawy historyczne. Być może gdyby politycy PiS, zaczęli parkować prywatne pojazdy w okolicach stadionów, zrozumieliby problem. Choć przypuszczać należy, że na tyle to zdrowego rozsądku mają.

Można więc zapytać, czemu służy tak liberalne podejście do zwykłych bandytów? Stwarzanie komfortu, że są wspaniałymi ludźmi. Młodymi patriotami. Mam nieodparte wrażenie, że ktoś hoduje bojówki. W złą stronę skręca nasz kraj.

Mikołaj Albert Kornacki