Uwaga, zagraniczni wydawcy, idzie po was Richard Czarnecki, idzie po was PiS. Nie będziecie już mogli wydawać co chcecie; pozwalać wrogom partii i prezesa rozpowiadać, co ślina na język przyniesie. „Będziecie – zapowiada wydawcom Richard w pisowskim „Do Rzeczy”- musieli dostosować się do reguł”.

Nie pytajcie jakich? Odpowiedź – przywołajmy ulubione słówko prezesa i PiS – jest „oczywista”. Takich, jakie wyznaczy wam, jedynie słuszna, partia„dobrej zmiany”. Już za to powinniście być wdzięczni.Doznacie jej błogosławionego, ozdrowieńczego wpływu. Będzie OK.

Teraz nie jest OK. Widać to jak na dłoni. A jeszcze wyraźniej — na Pięcie. Stasio, wzór uznany wszelakich cnót katolickich i moralnych pobz…ał sobie na boku. I co z tego? Mało tego, choćby po plebaniach. A tu wielkie halo na cały kraj! Każdy wie, jak suka nie da, pies nie weźmie… No, nie?

Stasio się zachował godnie. Nawet swoich wyborców nie przeprosił. Trzyma się chłop mocno. W intymnej chwili patrzył na damę oczyma niezaślepionymi chucią. Ze znawstwem ocenił, że jej młode ciało dojrzało już do rodzenia. Śmiało dał temu wyraz publiczny. O to, syn zawsze wierny PiS. Stoi niezłomnie na słusznej, partyjnej pozycji wzmacniania oddziaływania 500+.

Wróćmy do bystrookiego Richarda. Dostrzegł, że media w Polsce są za mało zachodnie. Trzeba je westernizować. Westernizować do skutku. Aż będą PiS-owskie. I nie bój bidy, zwolenniku „dobrej zmiany”, partia zrobi to oszczędnie. Nie ma mowy o kosmicznych cenach odkupu tytułów – zapewnia Richard w pisowskim „Do Rzeczy”. Żeby było łatwiej, sama pewnie wyznaczy cenę. Odzyskane tytuły odda w dobre, sprawdzone ręce „swoich”. Już raz tak było. Pamiętacie warszawski „Ekspress Wieczorny”. Tak się rozwinął przy ‚kaczorach”, że aż zniknął.