Rafał Fronia to ten himalaista, który podczas feralnego dnia, w sobotę 10 lutego zrugał dziennikarkę TVP info.

 

Przypominamy. Spadający kamień złamał himalaiście rękę. Po dotarciu do bazy dziennikarka TVP info zadzwoniła do polskiej wyprawy na K2.

 

Mężczyzna był tak poirytowany pytaniami dziennikarki, że zachował się jak typowy buc.

 

„Miała pani kiedyś złamaną rękę? – zapytał. Prowadząca odpowiedziała, że tak i zdaje sobie sprawę z tego, jak to boli. Dopytywała Fronię, jak się czuje. To pytanie przelało czarę goryczy. – Wie pani co, do d**y, dajcie nam w końcu spokój” – skwitował i rozłączył się.

 

 

Teraz w najnowszym wpisie Fronia wyjaśnił dlaczego się tak zachował. Zastrzegł również, że nie ma zamiaru przepraszać.

 

 

„Nafaszerowany prochami jak wielkanocny gołąbek z mięsem, z lekkim rozbawieniem patrzę jak mnie bandażują, zakładają szynę. Dopiero jak Snopek dotyka wielbłądzich garbów, które wyrosły mi na ręce drę mordę jak zarzynany i grożę, że za chwilę dostanie zdrową ręką w łeb” – czytamy „Dziennik wyprawy” na Facebooku Polskiego Himalaizmu Zimowego 2016-2020 im. Artura Hajzera.

 

 

„Dziennikarka pyta jak się czuję… wieści lecą jak światło, albo szybciej. Świat już wie. No właśnie: jak się czuje facet, któremu kamień przetrącił łapę, przez którego przyjechała lawina, po którego ma przylecieć heli, aby go zabrać z imprezy, o której marzył całe życie i który jest tak otumaniony, że właściwie nie wie co się wokół dzieje? No jak? Odpowiadam wszystkim, którzy nie słyszeli w TV: czuję się do dupy! Nie będę przepraszał za to co powiedziałem”.

 

„Jeśli ktoś nie ma w sobie dość empatii aby to zrozumieć, lub o to pytać w takiej chwili: trudno, niech mówi o mnie: że cham, prostak… nie dbam o to. Coś jest dla mnie zdecydowanie ważniejsze od tej opinii i to się właśnie skończyło. I liczy się to, że przeżyliśmy” – dodał Rafał Fronia.

 

No cóż Fronia zachował się jak człowiek.

 

źródło wp, facebook

redakcja