Niechlubny krajowy rekord bezdusznej nadgorliwości, chęci przypodobania się za wszelką cenę „zwierzchnikom” w koloratkach, ustanowiono w 105. Szpitalu Wojskowym w Żarach. Trudno uwierzyć, że tak można potraktować pacjentkę przeżywającą osobisty dramat i uraz psychiczny z powodu nieudanej ciąży.

Do 105. Szpitala Wojskowego w Żarach trafiła 20-latka w dziewiątym tygodniu ciąży. Po dniu pobytu poroniła 9-tygodniowy zarodek o długości 32 mm.

W trudnym momencie dla młodej kobiety personel szpitala zgotował jej horror. Zmuszono ją do nadania zarodkowi imienia. W normalnej polskiej obyczajowości to, coś nieznanego i niezrozumiałego. Z punktu widzenie medycznego – praktycznie niewykonalne. Nie sposób – potwierdzają to lekarze położnicy – „na oko” ustalić płci 32 mm płodu w „wieku” 9 tygodni. Potrzebne są do tego badania genetyczne.

Jak by tego było mało – szpital wojskowy w Żarach wystawił akt zgonu zarodka i zmusił pacjentkę do jego pochowania.

Nacisk wywierany na 20-latkę, i tak już znękaną nieudaną ciążą, doprowadził ją do załamania nerwowego i wystąpienie u niej objawów stresu pourazowego. Sprawą zajęła się prokuratora w Żarach. Z jakim skutkiem – zobaczymy.

W Polsce, póki co, obowiązują jeszcze procedury medyczne jasno określające, jak w szpitalach należy obchodzić się z płodem po poronieniu, czyli do 22. tygodnia ciąży. Nikt nie ma prawa wymuszać na kobiecie, co ma zrobić ze szczątkami poronionej ciąży. Może je pochować; nie jest to jej obowiązkiem, a tym bardziej nie wolno ją do tego zmuszać.