Brytyjczycy mają nas dosyć? Być może pokazują swoją, prawdziwą rasistowską twarz.
Do redakcji portalu Polish Express trafił list jednej z czytelniczek, która postanowiła podzielić się z innymi, tym jak została potraktowana przez brytyjskie stewardessy na lotnisku w Liverpoolu.
Polka podróżując z dwójką małych dzieci nie została wpuszczona na pokład.
Poniżej list, w który naprawdę trudno uwierzyć. Nasza krajanka opisała całą sytuację, ze wszystkimi detalami.
 
 „Sytuacja miała miejsce 2 kwietnia 2018 na lotnisku Liverpoolu około godziny 21, skąd miałam lecieć do Gdańska z dwójką moich dzieci – 7-latkiem, oraz 4-miesięcznym niemowlakiem. Wizyta w Polsce była o tyle ważna, że obejmowała wizytę u specjalisty z młodszym synem. 
Ale może zacznę od początku. Z racji tego, że paszport mojego starszego syna stracił ważność, przed zakupem biletu zadzwoniłam do linii lotniczych Wizz Air, aby spytać, czy na pewno mój syn zostanie wpuszczony na pokład samolotu. Otrzymałam odpowiedź pozytywną, i regułkę niczym z ambasady, że jako obywatel polski może do niej wrócić – jednak kazano mi przy odprawie zaznaczyć datę ważności paszportu na jeden dzień po dacie lotu. Tak też uczyniłam. Zakupiłam bilet, odprawiliśmy się. Kolejnego dnia około godziny 19 zjawiliśmy się na lotnisku.
Z racji posiadanego bagażu i wózka dla niemowlaka udaliśmy się do punktu nadania bagażu. Tam pracownica linii Wizz Air (ta sama, która później nas obsługiwała) wzięła nasze 3 karty pokładowe i 3 paszporty- wydrukowała nam naklejki na wózek, oraz na bagaż podręczny- jedną walizkę nadałam pod pokład samolotu,  by po prostu nie biegać z torbami i dwójką dzieci. Kazała nam udać się na odprawę, co też uczyniłam.
Po odprawie mieliśmy około 2 godzin oczekiwania na otwarcie bramek. Nie muszę wspominać, że był to nie lada wyczyn ze znudzonym 7-latkiem i 4-miesięcznym szkrabem domagającym się piersi i swojego łóżeczka (gdyż pierwszy raz jego dzienny rytuał został zaburzony). Po otwarciu bramek na spokojnie się ubraliśmy i udaliśmy na miejsce.
Z racji wykupionego pierwszeństwa wejścia na pokład od razu omijając kolejkę udałam się z dziećmi do kobiety wpuszczającej do samolotu właśnie z priorytetem. Dałam nasze karty pokładowe,  paszporty. Tam ta sama kobieta, która przyjmowała nam bagaż pod pokład samolotu, jakieś 3 godziny wcześniej (i już sprawdzała nasze te same dokumenty)- oznajmiła teraz, że mój syn do samolotu nie wejdzie, gdyż jego paszport jest nieważny.
Powiedziałam jej, że dzwoniłam do Wizz Aira i oznajmiono mi, iż mój syn zostanie wpuszczony na pokład. Kobieta wykonała jakiś telefon i spytała, czy mam inny dokument syna (miałam tylko akt urodzenia- jednak okazało się, że nie był wystarczający). Nawet na nas nie patrząc powiedziała, że mój syn na pokład samolotu nie wejdzie, spytałam dlaczego nie powiedziała mi tego przy sprawdzaniu dokumentów i nadaniu bagażu i po co czekałam te 3 godziny na lotnisku- ona się uśmiechnęła.
Zadzwoniłam do partnera (który pomimo gorączki i wizyty w szpitalu od razu wsiadł w samochód i po 15 minutach był już na lotnisku). Pokazałam jej również zapis w paszporcie, gdzie jest wyraźnie napisane, że mój syn jako obywatel Polski nawet po upływie ważności paszportu może wrócić do swojego kraju.
Kobieta po prostu nie zwracając na mnie uwagi obsługiwała kolejkę ludzi. Podeszłam poprosiłam o jej imię, gdyż już byłam pewna że napiszę skargę na tak karygodne zachowanie. I wtedy usłyszałam, że owa kobieta nie musi mi się przedstawiać. Druga kobieta obsługująca drugą kolejkę powiedziała, że nikt nie musi nam się przedstawiać, bo jesteśmy tylko „fucking Polish people”.
Wtedy moja cierpliwość się skończyła – tym bardziej, że było to skierowane również do mojego 7-letniego syna,  który nie musze dodawać, chodząc do szkoły w UK, zna język. Już krzycząc odpowiedziałam „maybe I’m fucking Polish but I can go back to my country”.
Wtedy starsza blond włosa kobieta dosłownie wskoczyła na mnie i z bardzo bliskiej odległości (ok 10cm od mojej twarzy zaczęła mnie wyzywać)- a później gdzieś poszła. Spytałam  kobiety, która nas obsługiwała od początku, jak długo mam czekać na menagera.
Kobieta nigdzie nie dzwoniąc i nie wykonując żadnych zbędnych ruchów odpowiadała, że już wzywa, cały czas jednak wypuszczając ludzi do samolotu za koleżankę – która po ataku na nas gdzieś poszła.
Kolejny raz prosiłam o jej dane, bo nie wiedziałam na kogo złożyć skargę,  usłyszałam w odpowiedzi, że mogę na Wizzair napisać skargę, bo ona nie ma obowiązku się przedstawiać. Odeszłam wiec dalej i zrobiłam kobiecie zdjęcie, co bardzo ją rozwścieczyło i oznajmiła, że, jeżeli nie usunę przy niej zdjęcia, nie wejdę na pokład i wezwie policję. 
Oczywiście poprosiłam ją o wezwanie policji i menagera, bo już kolejka ludzi czekająca do wejścia na pokład była coraz mniejsza. W tym czasie mój partner zdarzył dojechać na lotnisko, by odebrać mojego 7-latka do domu, a ja z młodszym synem miałam lecieć (ze względu na problemy z nóżką malucha mieliśmy umówiona konsultację w Polsce ze specjalistą).
Okazało się również, że ze względu na to, że nie wykasowałam zdjęcia owej Pani z telefonu, nie mogę wejść na pokład samolotu ja i mój młodszy syn (mając ważne dokumenty oraz karty pokładowe), bo nie mogę zostawić 7-letniego syna- co niby byłoby logiczne- ale mój partner mimo gorączki czekał już na lotnisku.
Okazało się jednak że on bez ważnego biletu nie może syna odebrać z bramki,  a ja po wyjściu i przekazaniu dziecka wrócić już nie mogę. Nawet pracownik lotniska oraz policja nie mogła odprowadzić kilka metrów syna do taty, co było absurdem.
Jak się później okazało pracownice Wizz Air zaczęły krzyczeć do policji, że jestem agresywna i niebezpieczna (tylko dlatego, że chciałam jej dane i nie wykasowałam zdjęcia), oznajmiłam więc policji, że skoro matka z dwójką dzieci jest tak agresywna i niebezpieczna wręcz sama żądam, by mnie aresztowali- bo cały czas mnie tym straszyli mówiąc, że nie mam prawa robić nikomu zdjęć i mam oddać  telefon. 
Oczywiście tylko się na to zaśmiałam, a jedyne czego żałuję to, że całe zajście nie było nagrane- jednak w stresie i również strachu nie pomyślałam o tym. Policjant oczywiście też się nie przedstawił, bo niby nie miał takiego obowiązku. Z pracownikiem lotniska opuściliśmy więc teren odprawy i wróciliśmy od razu do domu. 
 
Dodam że mieszkam z rodziną 5 lat na terenie UK i nigdy nie spotkało mnie nic takiego. Nawet dodam, że nie byłam nigdy świadkiem sytuacji rasistowskiej i do tej pory miałam bardzo pochlebne zdanie na temat Anglików- postrzegając ich tylko jako osoby przesympatyczne i wiecznie uśmiechnięte. 
 
Oczywiście wczoraj po powrocie do domu od razu wysłałam formularz skargi do Wizz Air opisując całą sytuację. Proszę również o poradę, gdzie jeszcze mogę to zgłosić ponieważ takie zachowania nie powinny spotkać nikogo, tym bardziej karmiącej matki z dwójką dzieci.”
 
źródło Polish Express, pixabay
redakcja