Jak wiadomo zasiadanie na szczytach władzy niesie ze sobą realne zagrożenia. Najczęściej mają one wymiar uderzania wody sodowej do głowy, ale bywa też gorzej. Na froncie walki z terroryzmem Polska odgrywa niepoślednią rolę. Dlatego też – jak przekonują nas eksperci i emerytowany gliniarz Dziewulski – musimy liczyć się z uderzeniem. Tymczasem do uderzenia doszło: dziś w Warszawie, na rogu Królewskiej i Marszałkowskiej. Cel? Generał!!!

Od dłuższego czasu podejrzewaliśmy, że polskie władze są na celowniku bliżej nierozpoznanej grupy terrorystycznej, a w każdym razie ekstremistów. Wskazywały na to kohorty „ochroniarzy” szeregowego posła Kaczyńskiego i legiony żandarmów, otaczające nietuzinkowego Antoniego Macierewicza. Choć  w tym ostatnim przypadku, nie wiadomo do końca, kto był chroniony? Macierewicz czy społeczeństwo?

Oczywiście bytność profesjonalnych snajperów na trasie „miesięcznicy smoleńskiej” – mogła tylko utwierdzić w pewności. Coś się dzieje…. Nagle pękła bomba!

Szczególnie groźni dla rządzących z nadania Jarosława Kaczyńskiego są kierowcy VIP-ów. To bezwzględna mafia, która dybie na życie i zdrowie miłościwie panujących. Proszę prześledzić wypadki i zdarzenia drogowe, które mają miejsce od ponad 2 lat. Prezydent, premier, ministrowie…A to nie jest ostatnie słowo gangu kierowców! Oni się czają i uderzają straszliwie. Cechuje determinacja i pogarda śmierci.

Dziś na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej w Warszawie, prawie padł ofiarą swego kierowcy gen. Robert Głąb. Tym razem generałowi się upiekło. Ale wniosków nie wyciągnął. Przesiadł się do kolejnego podstawionego służbowego samochodu. Wiecie kto siedział za „fajerą”? Kierowca. Generał Głąb musi mieć nerwy ze stali.

Oczywiście można założyć też, że poziom wyszkolenia kierowców wożących naszych charyzmatycznych przywódców przebił dno i pikuje w kierunku środka planety. Ale wtedy to rządzący w ogóle by się już nikogo nie bali.

Mikołaj Albert Kornacki