INNAPOLITYKA.PL

INNAPOLITYKA.PL

Aktualności Hot News Polska

Obserwatorium Wyborcze: PiS chce zmanipulować wyniki wyborów

W sześciu okręgach wyborczych do Senatu, w których PiS podważa wyniki wyborów, niebezpieczna nie jest liczba głosów nieważnych ale wśród nich liczba głosów, które są pustymi kartami – przekonują internauci w mediach społecznościowych.

Użytkownik Twittera ukrywający się pod pseudonimem Ankle Joke pisze: Zebrałem dane z okręgów senackich, w których PiS kwestionuje wyniki. Na ilustracji szybka analiza. Martwi mnie w szczególności, że w większości z nich oddano więcej pustych kart niż wynosi różnica między kandydatami. Z takich kart można łatwo zrobić użytek…

W sprawie protestów wyborczych składanych do Sądu Najwyższego przez PiS swoje oświadczenie wydało Stowarzyszenie Obserwatorium Wyborcze. Czytamy w nim, że protesty są niebezpieczne dla demokracji z trzech powodów:

Pierwszy powód polega na tym, że ponowne przeliczenie kart do głosowania łatwo jest zmanipulować. Od 14 października br. karty te przechowywane są bez żadnego szczególnego nadzoru: ani obserwatorzy społeczni, ani poszczególne komitety wyborcze nie mają możliwości skontrolowania, gdzie i w jaki sposób są one przechowywane lub przewożone, kto ma do nich dostęp, czy nie dochodzi do ich podmiany lub do manipulowania nimi.

Karty wyborcze przechowywane są w paczkach zapieczętowanych pieczęciami obwodowych komisji wyborczych, ale to nie daje gwarancji bezpieczeństwa: nierzadko możliwe jest otwarcie i ponownie zamknięcie paczki tak, by nie było tego widać. Ponadto od 14 października pieczęcie obwodowych komisji wyborczych są przechowywane przez urzędników wyborczych, bez żadnej szczególnej kontroli. Nie można więc wykluczyć, że oryginalne pieczęcie zostaną użyte do ponownego zamknięcia i opieczętowania paczek z kartami, po manipulacji ich zawartością.

Jeśli protesty, o których tu mowa, zostaną rozpatrzone prawidłowo (w szczególności: jeśli ewentualne ponowne przeliczenie kart odbędzie się bez manipulacji), to protesty te niemal na pewno nie przyniosą Komitetowi Wyborczemu PiS żadnych korzyści. Protesty opierają się bowiem na założeniu, że znaczna część (kilkadziesiąt procent) głosów uznanych za nieważne przez komisje wyborcze, to w rzeczywistości głosy ważne na kandydatów PiS. Wiadomo, że takie założenie nie jest prawdziwe: owszem, obwodowe komisje wyborcze niekiedy źle klasyfikują głosy, ale w praktyce nie ma możliwości, żeby komisje obwodowe w danym okręgu, w liczbie kilkuset, popełniły błędy (czy ewentualnie dokonały oszustw), które dotykają łącznie kilkudziesięciu procent głosów nieważnych.

Tak więc jedynym racjonalnym powodem, dla którego Komitet Wyborczy PiS mógł złożyć protesty, jest otwarcie drogi do manipulowania wynikami wyborów. To jest drugi powód, dla którego protesty, o których tu mowa, należy uznać za niebezpieczne dla demokracji.

Do rozstrzygnięcia tych protestów właściwa jest Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Izba ta utworzona została ustawą z 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym – a więc jedną z kontrowersyjnych i szkodliwych ustaw, które upolityczniały wymiar sprawiedliwości. Wszyscy sędziowie tej izby zostali wybrani przez neo-KRS – a więc przez niekonstytucyjny, upolityczniony organ, który zastąpił Krajową Radę Sądownictwa. W tej sytuacji można mieć poważne obawy, że protesty zostaną rozstrzygnięte w sposób stronniczy. W szczególności istnieje realne ryzyko, że Sąd Najwyższy zarządzi ponowne liczenie głosów, mimo że nie ma do tego podstaw. To jest trzeci powód, dla którego protesty, o których tu mowa, są niebezpieczne dla demokracji.

Anna Lis