Rosja szykuje prowokacje wobec Polski – ostrzegają Amerykanie z Instytutu Studiów nad Wojną. Innymi słowy, na Wschodzie nic nowego, ponieważ Kreml od lat gra swoją ulubioną kartą, czyli sabotażem i dezinformacją. Tymczasem w Kopenhadze europejscy liderzy zajęci byli ogłaszaniem pompatycznych projektów w rodzaju „muru dronowego” czy „Straży Wschodniej Flanki”.
Wojna jest realna, ale unijne projekty istnieją wyłącznie na papierze. Stanowią zasłonę dymną dla interesów Berlina i Paryża. W rzeczywistości, Niemcy i Francja dbają przede wszystkim o rozbudowę własnego potencjału obronnego, a cała UE jest jedynie instrumentem w ich rękach. Gra toczy się nie o bezpieczeństwo obywateli Europy Wschodniej, lecz o ograniczenie prawa weta i obchodzenie traktatów. To ostatni moment, by obronić suwerenność Polski, zanim zostanie ona ograniczona pod pretekstem wspólnej polityki obronnej.
Wojna jest realna, inne zagrożenia również
Instytut Studiów nad Wojną w najnowszej analizie ostrzega, że Rosja wraz z Białorusią może przygotowywać operacje sabotażowe przeciwko Polsce. Chodzi o ataki z użyciem dronów, które miałyby zostać przedstawione jako działania Ukrainy.
Już 30 września rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego ogłosiła, że to Kijów rzekomo szykuje „atak pod fałszywą flagą” na polską infrastrukturę krytyczną. Według ISW takie komunikaty mają przygotować grunt pod prowokacje, które Kreml sam może przeprowadzić.
Także ukraińskie źródła ostrzegają przed takim scenariuszem. Inna sprawa, że intencje Ukrainy wcale nie muszą być tak oczywiste, jak wydaje się to na pierwszy rzut oka. Nie chodzi nawet o to, że jest ona zainteresowana wciągnięciem dużego kraju NATO w wojnę. Co najmniej od dwóch lat realizuje narrację Berlina i Unii Europejskiej, które hojnie za to płacą.
Rosja może sprawdzić wytrzymałość polskiej granicy, wysyłając grupy sabotażowo-rozpoznawcze i próbując wkroczyć na terytorium Polski
– powiedział szef Centrum Zwalczania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy, Andrij Kowałenko.
Zagrożenie jest realne, dotyczy Polski bezpośrednio i wymaga zdecydowanych działań. Jednak poleganie na Unii Europejskiej, a zwłaszcza na Niemczech, może być równie niebezpieczne jak rosyjskie rakiety. Tym bardziej że w Warszawie mamy premiera i wielu wpływowych polityków, którzy „są na żołdzie” Berlina i Brukseli. I właśnie ta lojalność wobec obcych stolic sprawia, że Polska znajduje się dziś w podwójnym niebezpieczeństwie.
To pogląd wciąż mało popularny. Przypadek Wołodymyra Z., podejrzewanego o wysadzenie Nord Stream 2, którego Niemcy domagają się od Polski, to papierek lakmusowy. Pokazuje on, że współpraca niemieckich i rosyjskich służb jest jak podziemny nurt: niewidoczna, ale stale obecna. I jeśli Berlin dopnie swego, Wołodymyr może ostatecznie wylądować nie w niemieckim więzieniu, lecz w Rosji.
Tak jak przez Nord Stream znów może popłynąć gaz, tak samo siłą sfederalizowana Unia może wejść w nową fazę „realistycznej współpracy” z Moskwą – ponad głowami państw, które dziś jeszcze wierzą, że w tej grze liczy się suwerenność.
Europa w świecie deklaracji
W tym kontekście szczyt UE w Kopenhadze powinien budzić zainteresowanie nie tyle z powodu tego, co przyjęto, ile tego, czego tym razem nie udało się przegłosować. Ursula von der Leyen i Antonio Costa ogłosili wprawdzie priorytetowe projekty obronne, ale prawdziwą stawką obrad była propozycja Costy, by odejść od zasady jednomyślności przy podejmowaniu decyzji o rozszerzeniu Unii. Oficjalny argument brzmiał: przyspieszenie akcesji Ukrainy i Mołdawii.
Faktyczny efekt byłby jednak zupełnie inny: pozbawienie mniejszych i bardziej sceptycznych państw realnego prawa głosu.
Pomysł został zablokowany przez Węgry, a Viktor Orbán jasno oświadczył, że nie ma zgody na taką zmianę. Sam fakt, że propozycja padła, pokazuje jednak wyraźnie kierunek, w którym zmierza Bruksela: wojna i strach przed Rosją stają się wygodnym pretekstem do tego, by krok po kroku zmieniać zasady gry wbrew traktatom, które od początku gwarantowały równość państw członkowskich.
Polska między Moskwą a Brukselą
Polska stoi dziś wobec dwóch zagrożeń. Pierwsze jest oczywiste: Rosyjski imperializm. Drugie, choć mniej widoczne, jest równie groźne: polityczne fortele w Brukseli, które mogą pozbawić Polskę suwerenności i niepodległości, a z pewnością realnej kontroli nad własnym bezpieczeństwem.
Rosja testuje odporność polskiej granicy, a Unia testuje granice cierpliwości mniejszych krajów. W obu przypadkach stawką jest suwerenność.
Robert Bagiński

