Prezydent Duda obwieścił, że nie pojedzie na Mundial ani nie prześle gratulacji Władimirowi Putinowi wybranemu na prezydenta Rosji. To druga poważna groźba jaką Polak rzucił Kremlowi. Pierwszą były słowa Andrzeja Rozpłochowskiego, który w 1981 roku w imieniu „Solidarności” obiecał, że jak „uderzymy pięścią w stół, to kremlowskie kuranty zagrają mazurka Dąbrowskiego!”.

Pan Soloch, pomocnik Dudy od narodowego bezpieczeństwa nie chciał być gorszy i oznajmił, że Polska powinna rozważyć bojkot mistrzostw świata w piłce nożnej. Wbrew oczekiwaniom nie zrobiło to żadnego wrażenia na Zbigniewie Bońku, ani na Robercie Lewandowskim. Panowie chłodno oświadczyli, że taki numer nie wchodzi w rachubę, a w ogóle to trzeba trzymać sport z dala od polityki.

Po deklaracji pana prezydenta lud uśmiechnął się radośnie, bo jest przekonany, że głowa państwa przynosi pecha. Lepiej zatem, jeśli śledzi wydarzenia sportowe w telewizorze. Niestety prezydent otrząsnął się z chwilowego oszołomienia i poinformował, że zamierza absentować tylko ceremonię otwarcia. Mecze polskiej reprezentacji chce oglądać w naturze i jest nawet gotów przymknąć oko na to, że będą rozgrywane na rosyjskiej, nieprzyjaznej Polsce trawie.

Elastyczność wykazana przy zielonej murawie nie przenosi się do polityki. W przedmiocie gratulacji dla Putina prezydent jest niezłomny. Jego determinacji nie nadwyręża nawet fakt, że z powinszowaniami pospieszyli prezydenci: USA, Francji, Niemiec, Chin, wielu premierów i szef Komisji Europejskiej. I tylko jedna myśl nie daje mu spokoju. Ten marny brukselski urzędnik Donald Tusk też w przedmiocie gratulacji nie odezwał się ani słowem. – Czy on musi mnie we wszystkim naśladować? – martwi się prezydent. – A gdybym tak napisał parę słów?  – Co wtedy zrobi Tusk? Duda uśmiecha się tajemniczo i siada nad kartką papieru.

Leszek Miller