„Morderca” Babczenki, proukraińskiego dziennikarza i krytyka Putina oraz człowiek, który go wynajął do „mokrej roboty”, są byłymi funkcjonariuszami ukraińskiego kontrwywiadu. Obaj potwierdzili to publicznie, kompromitując prowokację służb z Kijowa, której celem było pokazanie światu zbrodni inspirowanych z Kremla.

W zeszłym tygodniu zamordowany przez Moskwę” Babczenko żywy pojawił się na konferencji prasowej. Służby ukraińskie sfingowały jego śmieć, aby ujawnić kto i na czyje zlecenie stał za tym „zabójstwem”. Ujawnienie tajnych powiązań obu rzekomych „sprawców” całkowicie odebrało wiarygodność operacji ukraińskich służb.

Ołeksij Tsimbalyuk, to on miał pociągnąć za spust, ujawnił, że pracował dla ukraińskiego kontrwywiadu. Władze początkowo temu zaprzeczyły; później potwierdziły prawdziwość tej informacji. Swoje związki z kontrwywiadem ujawnił także 50-letni Borys L. z Niemiec, który rzekomo miał być organizatorem zamachu na Babczenke oraz na „zlecenie Moskwy” planował następnych 30 zabójstw.

The New York Times” donosi, że Tsimbalyuk — były duchowny, organicznie nienawidzący Rosji, w styczniu 2017 roku w 10-minutowym filmie wzywał do zabijania członków wspieranych przez Rosję milicji we wschodniej Ukrainie, nazywając to aktem miłosierdzia”. Na Facebooku Tsimbalyuk publikował swoje zdjęcia w mundurze neonazistowskiej, ultra prawicowej i nacjonalistycznej ukraińskiej organizacji „Prawy sektor”. Amerykański dziennik pyta: dlaczego człowiek o takich przekonaniach, jawnie głoszący skrajną wrogość do Rosji miałby zabijać Babczenkę, znanego z poparcia dla Ukrainy i zdecydowanego krytyka polityki Kremla.

Borys L. obywatel Niemiec, prezentowany przez ukraińskie służby jako organizator serii planowanych zabójstw był dyrektorem wykonawczym ukraińsko-niemieckiej firmy Schmeisser — jedynego niepaństwowego producenta broni na Ukrainie. Twierdzi, że skontaktował się z nim Wiaczesław Pivovarnik, jego stary znajomy, były obywatel Ukrainy, zatrudniony w jednej z kremlowskich fundacji i to on zlecił mu przygotowanie zamachów na co, przekazał zaliczkę w wysokości 15.000 USD.

Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy ostro skrytykowała operacje służb ukraińskich, jako idiotyczną i bezsensowną, groźną dla bezpieczeństwa  dziennikarzy na całym świecie, całkowicie podważającą wiarygodność Ukrainy oraz profesjonalizm jej instytucji ochrony bezpieczeństwa państwa.