„Glosowali przeciw Polsce” – wykrzykuje histerycznie poseł Dominik Tarczyński, kompromitując niby to prospołeczne nastawienie PiS. Oni są tak samo prospołeczni, jak karpie są entuzjastami wigilii. To puste hasełka dla łatwowiernych i naiwnych. Gdy przychodzi, do konkretnych decyzji spada maska fałszu i obłudy partii „dobrej zmiany” .

Tarczyński opublikował nazwiska polskich europosłów, którzy głosowali „za” przyjęciem prawa o tzw. pracownikach delegowanych przez europarlament. Nie wdając się w szczegóły: nowa regulacja stanowi, że za taką samą pracę należy się taka sama płaca. Niezależnie, czy wykonuje ją u siebie w kraju Francuz, Brytyjczyk, Niemiec, czy Polak delegowany tam przez naszą firmę, która zdobyła kontrakt.

Co w tym jest przeciwka Polsce? Skąd Tarczyńskiemu przyszła do głowy myśl, że przestrzeganie zasady równości płac za tę samą pracę jest przeciwko polskim pracownikom pracującym „na delegacji” w zasobnych krajach Unii?

Nowe unijne prawo jest złą wiadomością, ale dla polskich, nieuczciwych pracodawców.

Korzystali oni z dotychczas obowiązującego prawa (zaciekle broniły go rządy Szydło i Morawieckiego) do bezczelnego oszukiwania i wykorzystywania swoich polskich pracowników.

Mechanizm szwindlu jest prosty jak proca. Wygląda mniej więcej tak. Nasz biznesmen podejmuje się wykonania zlecenia w krajach starej unii. Chce być konkurencyjny, więc deklaruje, że zrobi to za najniższe stawki obowiązujące w danym kraju. Nie pójdą one jednak na płace pracowników, którzy wykonają konkretną robotę. Dostana oni stawki obowiązujące w Polsce lub w najlepszy razie odrobinę wyższe, plus jakieś ochłapy za tal zwane rozłąkowe. Rożnicę, bywa, że znaczną, cwaniak schowa do własnej kieszeni.

Teraz to się skończy. Dla Tarczyńskiego, orła pisowskiej dobrej zmiany, polscy eurodeputowani, którzy się do tego przyczynili, działali przeciwko Polsce. Skoro tak, to Tarczyński i jego kumple  lobbowali na zecz cwaniaczków, którzy swoich pracowników traktowali jak niewolników.