Myśleliście drodzy czytelnicy, że najlepsi seksuolodzy, pedagodzy i specjaliści od chcianych i niechcianych ciąż to Kazimierz Imieliński, Zbigniew Izdebski, Zbigniew Lew Starowicz czy Michalina Wisłocka? Kudy tam. Palmę pierwszeństwa i to nie tylko tę wielkanocną dzierżą w swoich spracowanych dłoniach wielebni biskupi.

Taki abp Hoser uważa na przykład, że stanów błogosławionych w wyniku gwałtów nie ma zbyt wiele, bo duży stres utrudnia zapłodnienie. Biskup nie wyjawia wprawdzie, czy stres dotyczy głownie ofiary czy sprawcy, ale z niejakim rozczarowaniem stwierdza, że dzieci z tego nie przybywa. Inny hierarcha biskup Jan Wątroba wyznaje, że ludziom cierpiącym z powodu braku potomstwa najlepiej służy modlitwa. „Modlitwa, szczera modlitwa owocuje poczęciem dziecka” – radzi parom, które tracą czas na tradycyjne i przez to bezowocne próby połączenia plemnika z jajeczkiem.

Oprócz samego poczęcia biskupi mają ugruntowany pogląd na urodziny dziecka. Zdrowie i dobro matki nie mają tu żadnego znaczenia. Każdy płód musi być donoszony do końca. Nawet taki, który nie ma szans na przeżycie. Ksiądz ma pokropić noworodka wodą święconą, skasować opłatę za chrzest, ewentualnie za szybki pogrzeb i już.

Protestujące w ostatnich dniach kobiety pojawiły się przed siedzibami kurii słusznie mniemając, że zamiary sejmowych reprezentacji PiS-u i Kukiza, aby całkowicie zabronić im aborcji mają swe źródła w biskupich pałacach. Z wielu haseł, które tam się pojawiły swą lapidarnością i siłą przekazu zwrócił moją uwagę wymowny tekst: „Hej biskupie trzymaj ręce w swojej dupie”. Być może kogoś ukłuje surowa jego forma inspirowana bardziej przaśną ludowością niż wielkomiejskim salonem, ale przecież w tym wypadku nie chodzi o delikatne półtony tylko o moc trąb jerychońskich. 

Głos protestujących kobiet zabrzmiał na ulicach wielu miast donośnie. Jest oczywiste, że Polki nie pozwolą traktować się jako macice na dwóch nogach, których obowiązkiem jest rodzić bez względu na wszystko. To że kościół nachalnie naciska na zmiany prawa jest dowodem jego klęski. W kraju, w którym jak sam podaje ponad 90 procent ludzi to katolicy, nie jest w stanie krzewić religijnych wartości za pomocą ewangelizacji tylko w postaci prawa karnego. Marny to kościół, który do przestrzegania katechizmu musi zmuszać wiernych i wszystkich pozostałych obywateli za pomocą ustaw.

Leszek Miller