Czym skorupka za młodu nasiąknie tym… trwalsze będzie panowanie kościoła katolickiego. Trudno się więc dziwić radości na biskupiej twarzy. Oby tak dalej … a nie zabraknie owieczek do strzyżenia.

Dzieci niczemu nie są winne. Padanie na twarz przed biskupem przemyskim to sprawka nadgorliwych zapewne pań wychowawczyń z przedszkola w Sanoku. Stanęły „na wysokości” zadania, poniżając swoich wychowanków. Dostaną za to biskupi pierścień do ucałowania, gwarancję zatrudnienia i grzechów odpuszczenie. Władze w Sanoku będą udawały, że niczego nie zauważyły. Tak bezpieczniej.

Ciekawe, jakie są reakcje rodziców. Pewnie niektórzy są zadowoleni. Sami dawno upadli na głowę, cieszą się, więc że pociechy idą w ich ślady. A poza tym, czego się tu czepiać? To tylko, niewinny układ z przedstawienia, z„radosnego” powitania. Jak wół stoi na transparencie „Bądź pozdrowiony gościu nasz”.

Wiadomo, przecież, że u nas, w Lechistanie, gości z katolickiego świecznika, niczym Mahometa, wita się padaniem na twarz. Jak wzór dobry i na czasie to i z islamu warto go zaczerpnąć ku chwale i dla wielkości kościoła katolickiego, a zwłaszcza jego pasterzy.