Na stadionie Spartaka w Moskwie polski hymn był grany jako pierwszy. Byliśmy więc, gośćmi reprezentacji Senegalu. Gościem z gestem szczodrym do przesady, nieoczekiwanej przez naszych przeciwników. To nie oni – z całym szacunkiem – wygrali mecz. To polska kadra go przegrała. Przegrał go selekcjoner Nawałka który, co tu dużo mówić, przekombinował, porywając się na Senegal z np. jednym defensywnym pomocnikiem z krwi i kości. W dodatku dość szybko ostudzonym przez „żółtą”kartkę.

Nie będzie ujmą dla zawodników senegalskich stwierdzenie, że wygrali po dwóch podarowanych im bramkach. Jak na mecz na mistrzostwach świata to o dwa podarunki za dużo. Przez dobrą godzinę nasza drużyna wymieniła setki podań; od nogi do nogi na własnej połowie. Szukaliśmy luki w„senegalskich zasiekach”; chcieliśmy przeciwnika zmusić do błędłw. W końcu zmusiliśmy, dwa razy …siebie.

Na stadionie Spartaka potwierdzało się, że mecz piłkarski ma dwie połowy. W obu trzeba grać, a nie jedynie„realizować założenia taktyczne”. Nasi, jako tako, grali tylko w drugiej połowie. W drużynie nie było ducha, dynamiki, dokładności, szybkości i precyzji podań i wielu innych elementów piłkarskiego rzemiosła. Nawet wiary im zabrakło chociaż niemal każdy z naszych reprezentantów przeżegnał się przed wejściem na murawę. Nic dziwnego, że szczęścia też zabrakło.

Jak to się dzieje, że dobra drużyna — mimo porażki pozostaje ją nasza reprezentacja — optymalnie, zdaniem trenera przygotowana do gry, akurat na inaugurację mundialu rozgrywa jeden z najgorszych meczów za kadencji Nawałki. Może Boniek coś wie na ten temat.

Różni mądrale rzucą się teraz na selekcjonera jak głodne wilki na kość. Żeru mają dosyć: „czemu nie było Fabiańskiego, którzy znaczenie lepiej rozumie się z obrońcami; dlaczego rosły Bednarek wyszedł zamiast Cionka przeciw silnym fizycznie Senegalczykom”… Będą „linczować”trenera i poszczególnych zawodników, których występy – w większym lub mniejszym stopniu – były nieudane lub rozczarowujące. To należy do piłkarskiego rytuału. Nie tylko u nas. Pokonany w piłce kopanej nie może oczekiwać na medialną litość.

Nasza drużyna była zaliczana do cichych faworytów rozgrywek u w Rosji. Przynajmniej przez niektórych. Teraz dołączyła do prawdziwych faworytów, którzy przegrali inauguracyjne mecze w grupach. Jedziemy na tym samym wózku, co Niemcy. Klasę i siłę poznaje się po tym, jak podnosi się po porażce.

Polacy nic się nie stało! Pewnie, że się nic. W Polsce są i tacy, którzy uważają, że przegrana, wprawdzie w głosowaniu, 27 do 1 to de facto zwycięstwo, za które należy feta z kwiatami na lotnisku. Nic się nie stanie, nawet jeśli nie wyjdziemy z grupy. Ze świstem zejdzie tylko powietrze z napompowanego do granic balona emocji społecznych.

A przy okazji jak prezydent skwitował niepowodzenie, oglądając mecz z Senegalem razem z amerykańskimi studentami w Polsce, których zaprosił do swojej prywatnej strefy kibica.