Kaczyński chce, by kobiety rodziły dzieci skazane na śmierć, mocno zdeformowane, po to tylko by dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię.

Podobnie, pod koniec lat 50, myślał francuski ksiądz Guy Desnoyers. Był proboszczem i gorliwie starał się przyciągnąć młodzież do kościoła; organizował przedstawienia, wycieczki. Chętnie i obficie korzystał przy okazji z możliwości nawiązywania, niekoniecznie duchowych kontaktów z żeńską częścią swojej młodej trzódki.

Wynikały z tego komplikacje. Pieniądze oraz biegły i dyskretny ginekolog załatwiali je bez większych problemów. Do czasu. Jedna z dziewcząt postanowiła: donosi ciążę i urodzi. Nie pomagało przekonywanie, groźby, szantaż. Brzuch był coraz większy.

Duchowny wpadł w panikę. Zabrał dziewczynę samochodem w ustronne miejsce; zabił ją strzałem z pistoletu.

Wtedy odezwało się w nim sługa boży i przekonanie bliskie Kaczyńskiemu: nie może pozwolić, aby nienarodzone dziecko nie zostało ochrzczone. Otworzył nożem brzuch martwej dziewczyny; dziecko ledwo dawało znaki życia. Hipokryta chrzcił je, nadal imię. Dziecko umarło.

Przykład Desnoyers’a jest skrajnie drastyczny. Na takim tle jest szczególnie widoczny sposób myślenia przeciwników usuwania ciąż z dziećmi niezdolnymi do życia. Dla nich liczy się jedno: za wszelką cenę, w każdych okolicznościach trzeba doprowadzi do chrztu. Nic innego nie jest ważne; nawet życie matki.

Jest tylko jedna różnica: zbrodniczy ksiądz żył w całkiem innej epoce, prawie 60 lat temu. Bezwzględny zakaż przerywania ciąży w Polsce próbuje się wprowadzić w pod koniec drugiego dziesięciolecia XXI wieku.