Gdyby tak głupio i nieodpowiedzialnie, jak obecnie wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości, działali przed 1989 rokiem działacze opozycji antykomunistycznej, szybko zostaliby zmieleni przez reżim w proch. To pokazuje, jak bardzo współcześni nam politycy nie są przygotowani na trudne czasy, które mogą realnie nadejść.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński zareagował na dyskusję polityków swojej partii, którą wywołało spięcie dwóch posłów przed kamerami TVN. Poszło o uposażenie przebywającego na Węgrzech byłego ministra sprawiedliwości. Niewinny incydent zamienił się w gorszącą internetową dyskusję, w której udział wzięli m.in. były premier Mateusz Morawiecki, eksminister Przemysław Czarnek, europosłowie Patryk Jaki oraz Tobiasz Bocheński, a także wielu innych. Media społecznościowe zostały zasypane wpisami wzajemnie atakujących się polityków jednej partii.
Nie miejsce tu na szczegółowe analizy zwalczających się wewnątrz PiS frakcji, ale tego typu dyskusje będą się pojawiały jeszcze długo, a przynajmniej do czasu, aż ktoś powie głośno, że jedną z wielu przyczyn porażki Zjednoczonej Prawicy w 2023 roku były harce Zbigniewa Ziobry i związanej z nim frakcji. I chociaż jego Solidarna Polska to już przeszłość, a sam lider został zmuszony do szukania wsparcia na Węgrzech, dzisiaj ci sami ludzie próbują nadawać ton PiS i w sposób bezceremonialny walczą z każdym, kto nie podziela ich punktu widzenia.
Wielu polityków PiS żyje mrzonkami o upadku rządu Donalda Tuska i ewentualnym gabinecie technicznym z udziałem opozycji. Tymczasem wszelkie głosowania w Sejmie pokazują, że koalicja ma się dobrze, a tego typu koncepcje należy odłożyć na półkę z marzeniami.
Dzieje się tak dlatego, że główni liderzy PiS chcieliby sobie wykroić w partii kawałek politycznego tortu, co może nie być bez znaczenia przy układaniu przyszłych list wyborczych. Rzecz w tym, że obecny czas to nie towarzyska impreza z ciastem i konfetti, ale okres, który zadecyduje o wyniku wyborów w 2027 roku albo i wcześniej. Niektórzy z tych liderów noszą też w torbach buławy – nie tylko ministerialne, ale również premierowskie. Mogą się jednak do niczego nie przydać.
I jeszcze jedno. Wielu polityków PiS żyje mrzonkami o upadku rządu Donalda Tuska i ewentualnym gabinecie technicznym z udziałem opozycji. Tymczasem wszelkie głosowania w Sejmie pokazują, że koalicja ma się dobrze, a tego typu koncepcje należy odłożyć na półkę z marzeniami. To oznacza, że nie będzie też wcześniejszych wyborów, jeżeli ich ogłoszenie nie będzie na rękę liderowi Koalicji Obywatelskiej. Wniosek, jaki powinna z tego wyciągnąć opozycja z PiS i nie tylko, jest taki, że należy zakasać rękawy i wziąć się do ciężkiej pracy. Niestety w PiS widać jej mniej niż więcej.
Jedną z wielu przyczyn porażki Zjednoczonej Prawicy w 2023 roku były harce Zbigniewa Ziobry i związanej z nim frakcji. I chociaż jego Solidarna Polska to już przeszłość, a sam lider został zmuszony do szukania wsparcia na Węgrzech, dzisiaj ci sami ludzie próbują nadawać ton PiS
Na czym powinna polegać skuteczna działalność największej partii opozycyjnej? Może to truizm, ale w obecnej sytuacji jej fundamentem powinna być jedność w najszerszym tego słowa znaczeniu i schowanie głęboko do kieszeni nawet największych urazów. Nie przyłączę się do tych, którzy wieszczą szybkie odejście z jakichś powodów Jarosława Kaczyńskiego, ale nie jest on już młodzieńcem i ma to swoje ograniczenia, a trzy tygodnie jego nieobecności pokazały, że dla PiS jest postacią absolutnie kluczową oraz niezastępowalną. Nie jest to zresztą tylko problem PiS, ale również KO i Donalda Tuska, co pokazał okres po jego wyjeździe do Brukseli.
Może to przesada, ale mamy w Polsce sytuację pod pewnymi względami przypominającą okres komunizmu z całym jego „dobrodziejstwem inwentarza”, tj. prześladowaniami opozycji, instytucjonalną cenzurą, ściganiem dziennikarzy, sędziami na życzenie władzy, uwłaszczaniem się nomenklatury oraz wpływem zewnętrznym, gdzie Moskwę zastąpiła Bruksela i Berlin. Druga, bardziej pozytywna strona medalu jest taka, że mamy w Polsce konserwatywnego Prezydenta RP, pierwszy raz w historii szeroko zasięgową i opiniotwórczą Telewizję Republika, a także możliwość uprawiania polityki parlamentarnej. To jednak nie usprawiedliwia beztroski tej parlamentarnej opozycji, która swoim wyborcom słusznie każe się bać, ale sama zachowuje się tak, jakby miał miejsce polityczny karnawał. Gdyby tak głupio postępowali antykomunistyczni opozycjoniści przed 1989 rokiem, władza zmieliłaby ich w proch.
Skłócona i niezdolna do pozyskiwania nowych ludzi partia, a przy tym brutalnie atakowana i pozbawiona środków finansowych, nie będzie zdolna do skutecznego zawalczenia z aparatem, który będzie dobrze naoliwiony środkami finansowymi z zewnątrz i wspierany przez najlepszych specjalistów od PR w Europie
Fakty są zaś takie, że dwa lata przed konstytucyjnym terminem wyborów PiS jest zaledwie cieniem tego, czym był w 2015 roku. Mimo zapowiedzi partia nie pozyskała wielu nowych członków, a dotychczasowi działacze w terenie nie ufają swoim liderom, którzy z gabinetów ministrów, prezesów i wojewodów – bez refleksji i rozliczenia się za 8 lat bycia u władzy – pewni siebie przypomnieli sobie o ich istnieniu. Struktury są niemrawe i gdyby nie aktywność Klubów „Gazety Polskiej” i Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza, składałyby się tylko z funkcyjnych działaczy, radnych różnych szczebli oraz ich rodzin i znajomych.
Liderzy PiS chcieliby sobie wykroić w partii kawałek politycznego tortu, co może nie być bez znaczenia przy układaniu przyszłych list wyborczych. Rzecz w tym, że obecny czas to nie towarzyska impreza z ciastem i konfetti, ale okres, który zadecyduje o wyniku wyborów w 2027 roku albo i wcześniej
Skłócona i niezdolna do pozyskiwania nowych ludzi partia, a przy tym brutalnie atakowana i pozbawiona środków finansowych, nie będzie zdolna do skutecznego zawalczenia z aparatem, który będzie dobrze naoliwiony środkami finansowymi z zewnątrz i wspierany przez najlepszych specjalistów od PR w Europie. Liberalno-lewicowe elity wiedzą, że stawka polskich wyborów w 2027 roku jest wyjątkowo wysoka, bo dotyczy perspektywy nie kadencji, ale dekad. Prowadzą przemyślaną grę, której elementem mogą być nawet wcześniejsze wybory po tym, jak prezydent Karol Nawrocki zawetuje ustawę o SAFE.
Główna partia opozycyjna nie jest dzisiaj przygotowana na taką konfrontację. Pierwszy raz od tygodni udało się jej narzucić narrację głównym mediom – zamiast mówić o faktycznym rozpadzie w Polska 2050, Polacy znów słyszą sporach w PiS.

