Kto dziś pamięta aferę początku lat 90-tych, kiedy nikomu nieznana – słowo celebrytka też nie było w użyciu – Marzena D. vel Anastazja Potocka wywołała skandal obyczajowy w polskim Sejmie? Czy z tamtej sprawy służby wyciągnęły wnioski? Bo co wyciągnął i skąd współczesny poseł PiS Pięta to wiadomo. Ciekawe, czy i ten skandal „dobra zmiana” zamiecie pod dywan?

Na razie w sprawie jest więcej niedomówień i plotek. Podobno poseł Pięta poznał piękną Izabelę P. na „miesięcznicy smoleńskiej”. Kto by pomyślał, że znajdą się politycy, którzy potraktują marsze w towarzystwie Jarosława Kaczyńskiego, jako swoisty Tinder bez komórek? A jednak okazało się, że można. Mamy czasy zmian, widać poseł postanowił wymienić, małżonkę na nowszy model. Jak to się ma do deklarowanej – z nożem w zębach – moralności katolickiej, to już inna sprawa…

Niestety pechowo – zwłaszcza dla posła – Izabel pobiegła do prasy i mamy kolokwialnie mówiąc „dym”. Zwłaszcza, że poseł Pięta zasiada w komisji służb specjalnych i jako taki ma dostęp do strategicznych tajemnic państwa. Nie zamierzam pastwić się nad chłopem. Z niewiadomych przyczyn w przestrzeni funkcjonuje – wbrew oczywistym ciągotom małpy ludzkiej – dogmat o niecudzołożeniu…Poseł nabawił się typowo męskiej kontuzji d… na boku i tyle. Ale problem jednak jest.

I to spory. Głównie dla naszych służb. Wielokrotnie na różnych łamach z mniej lub bardziej fachowych ust padały pytania, o tzw. ochronę kontrwywiadowczą. Otóż jest kategoria osób w państwie, która z definicji powinna podlegać szczególnej opiece służb. Czy członek – proszę nie szukać złośliwości – komisji służb specjalnych do takiego katalogu osób należy? Udzielenie odpowiedzi obrażałoby inteligencję czytających.

Co robi posiadaczka gołych zdjęć w otoczeniu Prezydenta?

Wydaje się oczywistym, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustawowo winna prześwietlać kontakty i relacje interpersonalne polityków. Nie tylko te, które inicjowaliby „podopieczni”, ale również takie które cudownym zbiegiem okoliczności, nagle pojawiły się na drodze życiowej parlamentarzysty, czy parlamentarzystki…

Gołym – nomen omen – okiem widać, że tak się nie dzieje. Piękna Izabel dotarła nie tylko do posła, ale nawet do Prezydenta RP. Powaga Urzędu wyklucza, aby w towarzystwie Pierwszego Obywatela objawiała się posiadaczka serii – ogólnodostępnych – gołych fotek. Chyba? A może się mylę?

I jeszcze jedno. Od dawna wiadomo, że gdyby w spec służbach nie istniało pojęcie szantażu, należałoby je wymyślić. Ale istnieje i ma się dobrze. W sprawie posła Pięty i pięknej Izabel o szantaż już trudno…czy był to inna sprawa… Ale ile takich „pięknych” – bez wiedzy polskich służb – kręci w okolicach Miłościwie Panujących? I jakim językiem – pojadę Tuskiem – ich role zostały rozpisane na nuty? Od ABW tego się nie dowiemy.

Tymczasem piwo, popcorn i miękki fotel…zdaje się, że będzie się działo. Bo, że to nie koniec to pewne. Tak to bywa, jak walka o stołek szefa szefów nabiera rumieńców, a Naczelnik leży złożony niemocą…

Mikołaj Albert Kornacki